Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Reklama

« 1 ... 31 32 33 (34) 35 36 37 »
Nadesłany przez Marek Szewczyk 15.04.2014, 17:08:24 (2349 odsłon)

Ledwo opublikowałem tekst, w którym opisuję m.in. jak to księżniczka Haya oficjalnie mówi, że musi dotrzymać ustaleń (które zresztą sama wprowadziła) i nie będzie kandydować na kolejną, trzecią kadencję, a tymczasem 100 krajów członkowskich woła „zostań” i zamierza (w ostatnich dniach kwietnia) zmienić statut FEI, aby mogła to uczynić, a tymczasem ujawnił się pierwszy oficjalny kandydat na prezesa FEI. Jak podał 15 kwietnia portal horsetalk.co.nz, jest nim szwajcarski przedsiębiorca i finansista Pierre Gencand (64 lata). W Polsce to nazwisko zapewne nikomu nic nie powie, warto więc przybliżyć jego sylwetkę.

Czytaj więcej... | 2691 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 14.04.2014, 22:28:28 (5899 odsłon)

Przepychanki w łonie FEI wokół rajdów długodystansowych, jakie mają miejsce od dłuższego czasu, a które nabierają tempa w miarę, jak zbliżają się grudniowe wybory prezesa Międzynarodowej Federacje Jeździeckiej, a także kwestia samych wyborów – to tematy mało znane polskim miłośnikom jeździectwa. Pewnie na zasadzie, nasza chata z kraja. Rajdy w naszym kraju to dyscyplina niszowa, a do tego nikt z Polski nie ma szans na to, aby zostać kandydatem na nowego sternika światowego jeździectwa, więc co nas to obchodzi.

Może jednak warto się przyjrzeć tym kwestiom, gdyż rzecz idzie o czystość sportu, o wyeliminowanie dopingu, o walkę z niewłaściwym traktowaniem koni. A poza tym w zjawiskach tych widać jak na dłoni, że wielkie pieniądze, które wlewają się do sportu,  to medal z awersem, ale i niestety z rewersem. Z jednej strony pozwalają na rozwijanie sportu, ale z drugiej - psują go.

Czytaj więcej... | 18975 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 5.04.2014, 19:26:02 (2479 odsłon)

Zapadł wreszcie werdykt w sprawie Isabell Werth oskarżonej o podawanie niedozwolonych środków koniowi, na którym startowała w zawodach w ujeżdżeniu. Pisałem o tym w tekście pt. „Tego jeszcze nie było!” Przypomnijmy pokrótce o co chodzi.

W czerwcu 2012 roku Isabell Werth wystartowała na krajowych zawodach w ujeżdżeniu na wałachu El Santo NRW. Kontrola antydopingowa wykryła u konia cimetidine; po polsku cymetydynę. Środek ten stosuje się w leczeniu wrzodów żołądka. Nie ma go na liście leków, których nie można podawać koniom startującym w zawodach, wydanej przez FEI. Ale jest na analogicznej liście Niemieckiej Federacji Jeździeckiej. Komisja Dyscyplinarna Niemieckiej Federacji Jeździeckiej skazała za to Isabell Werth na 6 miesięcy zawieszenia. Zawodniczka odwołała się od tej decyzji. Po drodze do sprawy włączył się sponsor Niemieckiej Federacji Jeździeckiej, który zdecydowanie opowiedział się po stronie krzywdzonej – jego zdaniem – zawodniczki, co jest wydarzeniem bez precedensu. Aż wreszcie Trybunał Arbitrażowy Niemieckiej Federacji Jeździeckiej wydał werdykt.

Czytaj więcej... | 3065 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 22.03.2014, 12:40:00 (3915 odsłon)

A wydawało się, że już będzie tak pięknie, tymczasem sprawa badań lekarskich zawodników wraca niczym potwór z Loch Ness. A wszystko za sprawą interpretacji. Wiadomo, jak przepisy są niejasne, to rodzą się wątpliwości. Wtedy trzeba sięgać do interpretacji, a te zawsze budzą kontrowersje. Bo interpretacja może być na korzyść, ale może też być na niekorzyść zainteresowanego. Ale dlaczego PZJ stosuje interpretację na niekorzyść zawodników? – tego nie mogę zrozumieć.

Znaków zapytania jest więcej. Kto zdecydował o takiej interpretacji? Czym się kierował? Dlaczego nie poinformował o takiej wykładni zainteresowanych, czyli zawodników i sędziów?

O co chodzi? To trzeba wyjaśniać na przykładach. A więc po kolei.

Czytaj więcej... | 10123 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 16.02.2014, 14:36:42 (2330 odsłon)

Sportowcy mają wiele motywacji do tego, aby rywalizować. Jedną z nich jest sława, co w dzisiejszych czasach przekłada się na kontrakty reklamowe, a więc bogactwo. Jest też chęć godnego reprezentowania swego kraju. Znalazłoby się jeszcze kilka innych. Ale oczywiście tym najważniejszym czynnikiem jest po prostu czysta sportowa ambicja. Chęć bycia lepszym od innych. Jak wielka potrafi być sportowa ambicja, najlepiej pokazuje nam Justyna Kowalczyk

Czytaj więcej... | 4952 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 12.02.2014, 13:30:00 (4750 odsłon)

Władysław Byszewski napisał ostatnio („Hodowca i Jeździec” nr 1/40/2014) artykuł pod takim właśnie tytułem, a zwrócił w nim uwagę na niepokojące zjawisko – że polscy hodowcy praktycznie przestali używać  ogierów pełnej krwi angielskiej. I nie dlatego, że w Polsce nie można znaleźć folblutów, które spełniłyby wymogi, jakie się stawia reproduktorom w hodowli półkrwi. Najlepszy dowód, że takie konie pełnej krwi angielskiej urodzone w polskich stadninach, jak: Barnauł, Cyrkon, Kreator, Trachit, czy ostatnio San Moritz, Niemcy dopuścili do hodowli w swoich związkach. Dopuścili też wyhodowanego na Słowacji Heraldika, który okazał się epokowym reproduktorem w produkcji koni sportowych w Niemczech, przede wszystkim do WKKW, ale i do skoków, czy ujeżdżenia (vide Ekwador Katarzyny Milczarek) również.

 

Pan Byszewski napisał też ważne zdanie, od którego chciałbym zacząć swoje wywody pod tym samym wezwaniem. A zdanie to brzmi: Dziś wszystkie konie wyhodowane na Zachodzie mają dobry rodowód. No właśnie. Dziś nie jest zaskoczeniem, że w Polsce, nawet na zawodach krajowych, pod polskimi zawodnikami, pojawiają się konie, w rodowodach których znajdziemy wielkie sławy, jak: For Pleasure, Quidam de RevelNabab de Reve, Cassini I, i inne. Dziś trzeba jeszcze zwracać uwagę na to, co taki koń potrafi, czym się wyróżnia?

Czytaj więcej... | 8878 znaków więcej | Komentarzy: 3
Nadesłany przez Marek Szewczyk 8.02.2014, 15:55:14 (3045 odsłon)

Okazuje się, że nie jest łatwo wymyślić coś nowego, oryginalnego, czego jeszcze świat nie widział. Mowa o ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Soczi. W trakcie oglądania tego widowiska cały czas przypominało się otwarcie z Londynu. Ten sam pomysł: opowiedzieć historię kraju ruchomymi obrazami. Nie znaczy to, że widowisko z Soczi było nudne czy nieudane. Było bajkowe i kolorowe. Co prawda premier Dmitri Miedwiediew przysypiał podczas tego blisko 3-godzinnego spektaklu – co skwapliwie wychwyciły światowe media - ale to pewnie dlatego, że on to już znał. Znał dobrze scenariusz i widział próbę generalną, a przed otwarciem zapewne musiał pełnić honory jednego z gospodarzy, a w Rosji takie obowiązki, to wiadomo… bez wódki się nie obejdzie.

Czytaj więcej... | 3486 znaków więcej | Komentarzy: 4
Nadesłany przez Marek Szewczyk 5.02.2014, 15:46:56 (7967 odsłon)

Los zespołu torów wyścigów konnych na Służewcu jest niepewny od 20 lat („zespołu”, bo to nie tylko zielony tor wyścigowy, ale też treningowy, co jest istotne w tym wypadku). Po odejściu w niebyt na początku 1994 roku socjalistycznych Państwowych Torów Wyścigów Konnych, niepewność brała się  głównie z nieporadności organizacyjnej nowej struktury organizacyjnej. Dochodowe wyścigi konne zaczęły przynosić straty! Rzecz nie do pomyślenia w czasach PRL. Kolejne sezony wyścigowe stawały pod znakiem zapytania. Gdyby choć przez rok sezon wyścigowy z regularnymi gonitwami i nagrodami  nie odbył się, to wyścigi niechybnie upadłyby, a unikatowy zespół torów w Warszawie trafiłby w ręce deweloperów. W 2006 roku, kiedy sytuacja była krytyczna, na ratunek rzucił się Michał Wojnarowski, prezes Stada Ogierów w Łącku, które zostało organizatorem wyścigów konnych na Służewcu! Zarówno Stado Ogierów, jak i Michał Wojnarowski zapłacili za to wysoką cenę.

Czytaj więcej... | 8837 znaków więcej | 1 komentarz
Nadesłany przez Marek Szewczyk 3.02.2014, 13:06:07 (3936 odsłon)

 

Walka z dopingiem w sporcie przypomina poczynania Syzyfa. Do opinii publicznej trafia tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią wody nadal trwa niekończący się wyścig policjantów i złodziei, w którym ci drudzy stale są o kilka długości z przodu. Niedawno włoski kolarz Danilo Di Luca przyłapany na dopingu stwierdził: że 90% pro­cent ko­la­rzy ry­wa­li­zu­ją­cych w ubie­gło­rocz­nym Giro d’Ita­lia sto­so­wa­ło nie­do­zwo­lo­ne środ­ki. Dla po­zo­sta­łych 10% Giro nie było wy­ści­giem do­ce­lo­wym. Oni przy­go­to­wy­wa­li się do ko­lej­nych star­tów, więc nie mu­sie­li je­chać na do­pin­gu. Ukoń­cze­nie Giro d’Ita­lia w czo­ło­wej dzie­siąt­ce bez do­pin­gu jest nie­moż­li­we.

Danilo Di Luca (38 lat) wpadł (EPO) po raz trzeci w swej karierze i został zdyskwalifikowany dożywotnio, może więc mówić szczerze, bo nic więcej już mu nie grozi. A wydawało się, że po głośnej aferze sprzed roku z Lancem Armstrongiem w roli głównej (patrz wpis pt. „Armstrong a konie”), doping w kolarstwie przestanie być regułą. Gdzie tam!

 

Świat jeździecki też stale jest wstrząsany aferami. Ale o aferach mówimy tylko wtedy, gdy rzecz dotyczy znanych nazwisk. Kiedy mało znani jeźdźcy są zawieszanie za to, że u koni, na których startowali, wykrywane są zakazane substancje, media z tego powodu nie robią szumu. A takich spraw jest w skali FEI kilkaset rocznie. Ale kiedy popadnie na jeźdźców ze ścisłej światowej czołówki, wtedy o sprawie robi się głośno. Niedawno głośno zrobiło się o zwycięzcy CCI**** Burghley 2013. Nowozelandczyk Jonathan Pagent wygrał bowiem te zawody na koniu pełnej krwi angielskiej Clifton Promise, który był pod wpływem reserpine, czyli środka uspokajającego (o tej sprawie pisałem w tekście pt. „Nie tylko w Polsce”).

Teraz głośno zrobiło się o Isabell Werth. Sprawa toczy się od czerwca 2012 roku, werdykt jeszcze nie zapadł, skąd więc ten nagły hałas? Ano dlatego, że w sprawie głos zabrał sponsor. Firma AGCO/Fendt, która sponsoruje niemieckie reprezentacje w konkurencjach olimpijskich, opowiedziała się jednoznacznie po stronie krzywdzonej ich zdaniem zawodniczki, a przeciw Niemieckiej Federacji Jeździeckiej! Ton tego oświadczenia jest bardzo ostry, a jego kluczowy fragment brzmi: Sprzeciwiamy się nieuczciwemu traktowaniu światowej klasy zawodniczki i żądamy natychmiastowego oddalenia zarzutów.! Tego jeszcze nie było!

Czytaj więcej... | 10987 znaków więcej | Komentarze?
Nadesłany przez Marek Szewczyk 31.01.2014, 14:24:32 (3327 odsłon)

Czytam tekst o Korze, czyli Oldze Jackowskiej w „Magazynie Polska The Times”. Kobiecie jakby nie było wyrazistej, wielkiej artystce i indywidualności. I nagle trafiam na zdanie: Po przeprowadzce z rodzinnego Krakowa do Warszawy Olga poznała swojego obecnego partnera Kamila Sipowicza, któremu urodziła syna Szymona. Aż zgrzytnęło! Toż to seksizm w czystej postaci. Sprowadzenie kobiety do biologicznego tworu, którego zadaniem jest rodzenie dzieci mężczyznom. Najlepiej chłopców, bo wiadomo jak przyjmowane są dziewczynki w patriarchalnym świecie, a jest go większość (jeśli popatrzeć na kulę ziemską). 

Czytaj więcej... | 3246 znaków więcej | Komentarzy: 2