Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Post scriptum

Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 23.09.2015, 12:16:57

W poprzednim tekście („Przejdą do historii?”) napisałem, że są możliwe trzy scenariusze tego, co nastąpi po złożeniu do ministra rolnictwa uchwały Rady Polskiego Klubu Wyścigów Konnych z posiedzenia z 16 września o odwołanie prezes PKWK Agnieszki Marczak. Minister albo zażąda, aby Rada przedstawiła mu nowego kandydata,  a do tego czasu polskim Jockey Clubem nadal będzie kierować pani Marczak, albo wniosek zignoruje (bo głosujący spełnili tylko połowę swoich ustawowych uprawnień, a uzasadnienie wniosku jest miałkie merytorycznie), albo szybko powoła kogoś jako pełniącego obowiązki, do czasu wyboru nowego prezesa.

 

Ten trzeci wariant podałem kierując się tym, o czym ćwierkają dobrze poinformowane wróble, że jest to scenariusz przygotowany na Targowej, w siedzibie Totalizatora Sportowego. Jednak jak się dobrze przyjrzeć zapisom ustawy „O wyścigach konnych” z 2001 roku oraz wydarzeniom z przeszłości jeśli chodzi o odwoływanie i powoływanie prezesa PKWK, to ten wariant należy odrzucić jako niezgodny z prawem i praktyką.



Grupa nacisku

Minister Marek Sawicki powinien jak ognia wystrzegać się powołania kogoś na p.o. prezesa, bo tym samym dałby dowód, że pozwala zrealizować wariant, który został przygotowany przez grupę nacisku (w tym wypadku Totalizatora Sportowego), gdyż jest korzystny dla niej, a jest niekorzystny dla ogółu, czyli państwa, którego interesów ma obowiązek jako wysoki urzędnik państwowy pilnować.

O tym, gdzie i przez kogo  był przygotowany scenariusz z p.o. prezesa PKWK, pisała „Polska The Times” z 22 września piórem Wiktora Lubicza. Oto najistotniejszy fragment tego tekstu:

  

Na dwa dni przed sesją rady PKWK, zarząd TS zdecydował, że ich kandydatem na p.o. prezesa PKWK jest Tomasz Chalimoniuk, przewodniczący Rady PKWK, który podpisał się pod wnioskiem o odwołanie Agnieszki Marczak. Zarząd TS wskazał na Chalimoniuka, byłego prezesa spółki Totolotek, ze względu na jego dawne powiązania z Grzegorzem Sołtysińskim, członkiem zarządu TS, który podpisywał z PKWK 30-letnią umowę dzierżawy miasteczka wyścigowego - treningowego na Służewcu. Ponoć są dogadani z Tadeuszem Nalewajkiem, wysokim urzędnikiem w Ministerstwie Rolnictwa, z pieczą nad PKWK.

 
Chalimoniuk jest w radzie PKWK jednym z trzech przedstawicieli TS, oprócz Włodzimierza Bąkowskiego, dyrektora oddziału TS wyścigi konne, i Ewy Widenki, przyjaciółki posła PO, Michała Szczerby, przewodniczącego parlamentarnego zespołu do spraw jeździectwa i wyścigów konnych. Widenka, radna PO w jednej z dzielnic Warszawy, zdążyła na głosowanie w ostatniej chwili i zaraz opuściła bibliotekę PKWK. /…/
 
 Sołtysiński ujawnił niedawno, że pojawił się poważny zewnętrzny inwestor (z Francji). Inwestor ten miał postawić warunek, że nie wyłoży dużych pieniędzy, jeśli właścicielem zespołu torów będzie PKWK. Pełniący obowiązki prezesa PKWK miałby w krótkim czasie, jaki jeszcze pozostał starej władzy, przygotować podstawy prawne do opróżnienia tzw. „przedmiotu dzierżawy II” (toru treningowego i stajni). Co prawda, nie jest to łatwe zadanie, i może nawet niewykonalne, bo czasu jest już bardzo mało. 

 

Praktyka

Już raz było, że minister powołał pełniącego obowiązki prezesa PKWK, ale to było w wypadku, kiedy skończyła się kadencja poprzedniego. Pełniący obowiązki robił to tylko do czasu zatwierdzenia przez ministra nowego prezesa, przedstawionego mu przez Radę po uprzednim przeprowadzeniu konkursu i głosowaniu nad kandydatami.

 

Z kolei mieliśmy już w historii taki przypadek, że Rada złożyła wniosek o odwołanie prezesa (Feliks Klimczak), minister wniosek przyjął, ale do czasu rozstrzygnięcia sprawy wyłonienia nowego (w drodze konkursu) Jockey Klubem nadal kierował „odwołany” prezes. I to jest analogiczna sytuacja do tej, z jaką mamy do czynienia obecnie. Do czasu, kiedy minister podejmie decyzję (albo wniosek odrzucić, albo zażądać nazwiska nowego prezesa), Klubem powinna kierować obecna prezes.

 

Nawiasem mówiąc, wówczas konkurs wygrał… odwołany prezes i kierował PKWK przez następną kadencję. Ta historia pokazuje, że ówczesny wniosek o odwołanie prezesa był pochopny, że wnioskodawcy działali pod wpływem – czego? (emocji?), że nie mieli sensownego kandydata na nowego prezesa i został nim ten stary.

I niech to będzie dobry omen dla sytuacji, jaka powstała obecnie.

Marek Szewczyk

 


Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5