Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Gość

Autor: Gość  Wysłano: 3.01.2018, 10:40:16

Informacje płynące z Michałowa są bardzo niepokojące. Na sukcesy hodowlane stadniny składają się bowiem nie tylko decyzje dotyczące stanówek i sprzedaży, ale także codzienna praca załogi stadniny: zootechników, weterynarzy, masztalerzy, trenerów i prezenterów. W Michałowie był to zgrany zespół o jasno podzielonych kompetencjach. O tym jak dobra to była załoga świadczy to, jak stadnina przetrwała okres, w którym p.o. prezesa pani Anna Durmała w praktyce załodze powierzyła opiekę nad końmi i bydłem. Pani Hanna Sztuka i pan prezes Maciej Grzechnik postanowili budować swoją pozycję na twierdzeniu, że wbrew pozorom stadnina była prowadzona źle, a oni teraz wprowadzając zmiany naprawiają błędy. Nie przeszkadza to im zresztą chwalić się sukcesami odnoszonymi na pokazach przez konie wyhodowane przez Jerzego Białoboka i robią to w taki sposób, że wydaje się iż uważają, że są to ich sukcesy. Taki przekaz jest medialnie wspierany przez panią Luft w portalu polskiearaby.com, zresztą bez dbałości o zgodność z faktami. Gdy przyjrzeć się liście osób odchodzących ze stadniny, to wydaje się że jasny jest klucz: są nimi osoby „z wyższej półki” załogi, kompetentne i wykształcone, które niekoniecznie podzielały pogląd, że „wszystko było źle” a teraz „wszystko jest super”. Widać kierownictwu stadniny bardziej zależy na klakierstwie niż na skorzystaniu z doświadczenia podległych im pracowników. Jest jeszcze jedna wspólna cecha – wyjąwszy emerytowaną już Urszulę Białobok, wszyscy odchodzący są ludźmi młodymi, ale już z doświadczeniem, którzy swoją karierę zawodową postanowili związać ze słynną michałowską stadniną. Powody muszą być poważne, a atmosfera w pracy bardzo zła, skoro zdecydowali się na odejście i zmianę życiowych planów. Przyjrzyjmy się tym rezygnacjom bliżej.

Urszula Białobok – emerytowany pracownik stadniny w której przepracowała 48 lat, żona wyrzuconego prezesa. Kopalnia wiedzy o kolejnych pokoleniach koni. Sprawowała od bardzo wielu lat nadzór nad oborami. Mimo wieku, gotowa służyć swoim doświadczeniem i wiedzą, ale wobec opisanej wyżej postawy nowego kierownictwa uznała dalszą pracę za bezcelową i odeszła jako pierwsza na początku ubiegłego roku.

Magdalena Helak Kulczyńska i Kamil Kulczyński. Oboje pracowali w stadninie już kilkanaście lat. Pani Magdalena była wciągana przez Jerzego Białoboka w prace hodowlane. Od wielu lat zawsze towarzyszyła mu na wszystkich przeglądach, pokazach, czempionatach. Już od początku roku widać było, że pani Sztuka nie życzy sobie współpracy z nią – nie było pani Helak na przeglądzie w Janowie, nie było na młodzieżowym czempionacie w Białce, nie było w sierpniu w Janowie Podlaskim. Pani Helak Kulczyńskiej stadnina zawdzięcza też powstanie koła jeździeckiego – prężnego i odnoszącego sukcesy, ważnego dla lokalnej młodzieży. Należy dodać, że koło to było prowadzone społecznie po godzinach pracy. Pan Kamil Kulczyński był jednym z bardziej doświadczonych masztalerzy, pracował także w stadninach na bliskim wschodzie. Zastępował panią koniuszy Krystynę Podlejską w czasie jej długiej choroby i zapewne był jednym z naturalnych kandydatów na jej następcę, gdy wspaniała pani Podlejska (niestety dla koni) przejdzie już wkrótce na emeryturę. Pan Kamil Kulczyński reprezentował udanie stadninę w zawodach w powożeniu i Michałów mógł się pochwalić pięknymi tarantami. Nie ma w tej chwili w stadninie nikogo, kto mógłby go zastąpić w tej roli.

Agnieszka i Bartosz Kozłowscy – lekarze weterynarii. Pani Agnieszka ze specjalizacją z rozrodu zwierząt gospodarskich i po szkoleniu w USA odpowiadała za stację unasienniania i inseminację klaczy. Wiosną, gdy z powodu kłopotów zdrowotnych pani Kozłowska była w szpitalu, do Michałowa przybył dzierżawiony z Rosji ogier Kurier. Pani Sztuka, zamiast skierować ogiera na kwarantannę osobiście wprowadziła go na stację unasienniania. Jest to drastycznie wbrew przepisom i podlega karze, więc sprawę do prokuratury zgłosił powiatowy lekarz weterynarii..... i wówczas pani Sztuka usiłowała odpowiedzialnością obciążyć dr. Kozłowską, która na szczęście dla siebie miała niepodważalne alibi. Ogier okazał się zdrowy i sprawa rozeszła się po kościach. Trudno się dziwić, że po tym doświadczeniu pani Kozłowska postanowiła złożyć wymówienie. Pan Bartosz Kozłowski opiekował się michałowskimi końmi i krowami, także po odejściu żony z pracy w stadninie. Współpraca z kierownictwem układała się pewnie tak źle, że w końcu i on zrezygnował.
Obecnie stadem koni i bydła opiekuje się pani Anna Winiecka, absolwentka weterynarii, która jednak do tej pory nie leczyła zwierząt. Koniom i krowom należy życzyć, by szybko nabrała praktyki. Pani Winiecka także kieruje stacją unasienniania, choć żadnej specjalizacji z tego kierunku nie posiada. Jeszcze do niedawna byłoby to wbrew przepisom, ale zniesiono wymóg specjalizacji z rozrodu koniecznej do zajmowania tego stanowiska. Tymczasem do stacji sprowadzono wiele ogierów i stadnina na swojej stronie internetowej reklamuje się oferując nasienie ogierów czystej krwi arabskiej, tarantowatych oraz usługi pobierania nasienia ogierów wszystkich ras, inseminacje klaczy, badania USG, przygotowania do rui i ew. leczenia. Ta oferta to odważna decyzja kierownictwa stadniny zważywszy na doświadczenie osoby obsługującej stację.

Paweł Syliwoniuk – absolwent janowskiego technikum i jednocześnie student zaocznych studiów zootechnicznych w Krakowie. Pracując pod kierunkiem Mariusza Liśkiewicza od kilku lat z powodzeniem trenujący i pokazujący michałowskie konie. Ambitny młody człowiek, który na pewno mógł przyczyniać się do pokazowych sukcesów stadniny. On też uznał, że musi zrezygnować z dalszej kariery zawodowej w Michałowie.

Wszystkie te odejścia z Michałowa nie mogą pozostać bez negatywnego wpływu na pracę stadniny. Afera z paszportami koni świadczy o tym, że w tej kiedyś sprawnie działającej instytucji trybiki się zacięły. Sprawa dzierżawy Emandorii, „zniknięcia” rocznego od niej ogierka Ermitage i wykrętnych wyjaśnień udzielanych państwowemu urzędnikowi, jakim jest powiatowy lekarz weterynarii, sprawa dzierżaw ogierów do Michałowa, roli pana Simone Leo w polityce hodowlanej stadniny, to oddzielne kwestie, którym być może należałoby się przyjrzeć. Na razie sytuacja jest taka, że kierownictwo może spokojnie powiedzieć: „ Nie mam pańskiego płaszcza i co mi Pan zrobi?”
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5