Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Swego nie szanujecie?

Autor: Gość  Wysłano: 13.09.2018, 9:17:55

Jeszcze jedna uwaga, tym razem do akapitu dotyczącego używania zagranicznych reproduktorów.
"/../ w obecnych czasach nie ma takiej możliwości, żeby hodować konie, bazując tylko na reproduktorach urodzonych w kraju."
Chyba nie do końca tak. Czym innym jest jednorazowy dolew krwi genetycznie obcych reproduktorów, a czym innym stałe korzystanie z takich koni. Polityka hodowlana stadnin państwowych w ostatnich dwóch dekadach przypomina mi XIX-wieczne praktyki Sławuty, które polegały na stałym kojarzeniu klaczy wywodzących się ze starego stada o nieudokumentowanym pochodzeniu z orientalnymi ogierami sprowadzanymi w kolejnych dekadach. Pruski szacował liczbę takich ogierów sprowadzonych do ówczesnej Polski na ok. 500, przy dziesięciokrotnie mniejszej liczbie importowanych klaczy.
Wtedy cel i sens takich importów był jasny: uszlachetnienie lokalnego stada i podniesienie jego jakości. Ale teraz? Skąd tak intensywne korzystanie z importów? Czyżby dyr. Trela i Białobok uznali, że araby hodowli starych dyrektorów były kiepskie? Że w polskich stadninach nie da się wyhodować wartościowego reproduktora? Ze rynek już nie jest zainteresowany końmi z obustronnie polskim rodowodem?
To są pytania, które warto publicznie zadać, nim się nakreśli wizje polskiej hodowli na przyszłość.
Powiem szczerze, słuchając wyjaśnień odnośnie pochodzenia kolejnych klaczy na aukcyjnym ringu, zrobiło mi się przykro. Bo co to za atut sprzedawanej klaczy, że ma w rodowodzie jednego czy drugiego światowego reproduktora, który w międzyczasie dorobił się setek potomków (przykładem Gazal Al Shaqab, wg jednej z baz internetowych ojciec 654 koni)? Komu warto jechać do Polski, by kupić coś, co ma się pod ręką? Kto jeździ na Krupówki po sznurek bursztynów, a po ciupagę na sopocki Monciak?

I jeszcze jedno. Nie każdy koń na aukcji był miernej jakości. Ale niewątpliwie występowały pod nierozpoznawalną marką lokalnych stadnin prywatnych.
I nie spytam, czy pani Watts kupiłaby te dwie klacze, gdyby się urodziły z logo jednej czy drugiej stadniny prywatnej...
Iwona G.
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5