Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Odp.: Krótka ławka fachowców

Autor: Gość  Wysłano: 9.02.2019, 17:18:52

Pani Iwono. Jak rozumieć w ogóle pojęcie "fachowiec", w ujęciu do funkcji hodowcy i zarządcy w jednym? Czy w ogóle można oczekiwać, że każdy będzie potrafił należycie łączyć te dwie, wszak różne, role? Co też znaczy mieć "niezbędne kwalifikacje" w odniesieniu do osoby, która ma objąć jakąś stadninę? Czy, wedle Pani wiedzy, ktokolwiek - w nowożytnej historii naszej hodowli - miał "niezbędne kwalifikacje" (obejmując stadninę)? Czy miał je choćby Marek Trela, doktor weterynarii z zawodu, który (nota bene) na początku drogi zawodowej nawet chciał słyszeć o koniach arabskich? Czy miał je, pożal się Boże, prof. Pietrzak - największy niewypał jaki mógł być wyłoniony w drodze konkursu? Czy mają je aktualni zarządcy naszych stadnin? No chyba nie... Dlaczego więc tylko odniesieniu do mojej osoby stawia je pani tak kategorycznie? Uszczypliwie też wytknęła mi Pani, że "prezentuje się tu jako fachowiec, do tego kosztem pani Beaty". Wg Pani nie mogę w żaden sposób odróżniać się od ludzi, którzy weszli w ten świat kilka lat temu? Nawet po 30 latach zgłębiania tematu, po kilkunastu pisania o nim (po ponad 100 artykułach i opracowaniach) nie mam prawa uznać się za osobę bardziej świadomą pewnych kwestii? Wg pani jedynym akceptowalnym zachowaniem jest sypanie głowy popiołem, a czymś niedopuszczalnym jest choćby próba ujawnienia swej wiedzy na danym polu? Rozumiem, że można kogoś nie lubić, ale czy za tym musi iść zawsze chęć jego dyskredytacji? Bez przesady...

Wracając do "fachowców". Ja oddzielam "fachowca-hodowcę" od "fachowca-zarządcy", bo to różne kwestie (to może, ale nie musi iść w parze). Po drugie nikt, kto zaczynał pracę z końmi arabskimi, nie był fachowcem, co jest czymś normalnym i naturalnym, gdyż fachowości (rozumianej jako suma doświadczeń w danej dziedzinie) nie wysysa się z mlekiem matki. Nabywa się ją wyłącznie przez samodzielną pracę i doświadczenie, gdyż nawet nie poprzez naukę (studia) czy asystowanie komuś. W istocie nikt w Polsce nie ma "potrzebnych kwalifikacji", by objąć w sposób naturalny stadniny arabskie ("fachowców" z takimi referencjami musielibyśmy więc szukać zza granicą). Co więcej, nie ma nawet ich naturalnych następców, gdyż nie było specjalnej chęci i woli, by takich przysposabiać. Poza wszystkim, niemożliwe jest osiągnięcie poziomu fachowca absolutnego, co udowodnił choćby śp. dyr. Krzyształowicz, ignorując (ba, sabotując) Monogramma (US). Podpisuję się tu pod słowami mojego mentora (śp. Romana Pankiewicza), który - po wielu latach w hodowli koni arabskich i wielorakich z nimi doświadczeniach - nie bał się (miał odwagę) napisać, iż "nie ma mądrego w koniach". W istocie, im ktoś bardziej poznaje tę hodowlę i zagłębia się w nią, to tym jaśniej zaczyna rozumieć, iż do końca nie zgłębi jej nigdy - rzekłbym, na szczęście, gdyż niezgłębiona bardziej fascynuje (szczęśliwie nie ma fachowca, który ze 100% skutecznością będzie w stanie przewidzieć rezultat danego połączenia). Stąd prawdziwa "fachowość fachowców" sprowadza się do tego, że starają się "popsuć" jak najmniej w procesie hodowlanym, a prawdziwego fachowca poznamy po tym, że rozumie on, iż nie walczy o 100 czy 75 % efektywności hodowlanej, a jest szczęśliwy, gdy uda się mu przekroczyć 50 %. Czy takimi fachowcami byli Białobok i Trela, by - bez cienia wątpliwości - nazwać ich "niekwestionowanymi"?! Wątpię i trochę się dziwię tej opinii, ale każdy ma prawo do własnego zdania... Wprawdzie (jak wiemy) nie można się urodzić fachowcem, ale można człowiekiem z pewnymi zaletami na dobrego hodowcę, tj. dużą wrażliwością, wnikliwością, inteligencją, wyobraźnią, elastycznością, pracowitością, cierpliwością, pokorą i ciekawością praw natury. Zupełnie co innego jest osiągnąć szybko poziom fachowy w dziedzinie zarządzania, bo to kwestia tylko przyswojenia określonych mechanizmów (rzecz do ogarnięcia). Reasumując. Patrząc jak rządzą dziś w hodowli państwowej niemal wyłącznie dyletanci i profani, to myślę że Pani, czy wspomniana przez Beatę Kumanek, Magdalena Helak-Kuczyńska, poradziłybyście sobie lepiej. Byłoby super, gdyby stadniny objęli - dla odmiany - ludzie chcący, potrafiący i znający temat. Zasadnicze pytanie w tej mierze polega jednak na tym, czy - w perspektywie - będzie jeszcze do czego podejść? R.Raznowiecki
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5