Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Fachowcy i inni...

Autor: Gość  Wysłano: 11.02.2019, 12:06:01

Nie wiem, ale założę się, iż dyr. Krzyształowicz nie znał materialnego argumentu, który by uzasadniał pominięcie Monogramma. Co więcej, myślę, że nawet gdyby go znał, to i tak nie wziąłby go pod uwagę - kierując się tylko własnym postrzeganiem. Nie wiem, jak dokładnie było, ale najpewniej chodziło tam o względy ambicjonalne (sprowadzenie tego wnuka Baska było w dużej mierze inicjatywą Jaworowskiego), jak też emocjonalne (w sensie złych emocji). Doszło do tego, iż zapowiedział, że Monogramm nigdy nie pokryje w Janowie ani jednej klaczy - i słowa dotrzymał (niestety). Rzecz jednak w tym, że akurat ten reproduktor się obronił, a decyzja dyr. Krzyształowicza - nie. Co więcej, przeszła ona do annałów polskiej hodowli koni arabskich, jako casus nie wykorzystanej szansy. Patrząc na to, co syn Negatraza (US) pozostawił nad Nidą, to możemy tylko ubolewać, że nie użyto go nad Bugiem (tak, wiem iż nie zawsze sukces w jednej stadninie musi się przełożyć na taki, w innej, ale w tym przypadku, było to wielce prawdopodobne, gdyż Janów miał nawet lepsze partnerki pod niego). Jeden błąd popełnił, dyr.Krzyształowicz, nie dając żadnej szansy Monogrammowi, a drugi stawiając tak mocno na Europejczyka (użytego tamże masowo), który zawiódł kompletnie, okazując się jednym z największych degraderów w historii. Choć był on niepobity na torze - nie przekazał swym potomkom nawet dzielności wyścigowej (wielki niewypał)...

Takich błędów (nietrafionych decyzji) miał sp. dyr. Krzyształowicz znacznie więcej (nikt nie jest doskonały), był przy tym jednak ostoją rzetelności gospodarskiej, wzorem troski o konie i przykładem pełnego (100 %) oddania janowskiemu stadu. W tej mierze jego przeciwieństwem był Marek Trela, dla którego Janów był tylko jednym z zajęć (“trampoliną”, pomocną w wybiciu się, w wypłynięciu na szerokie wody). Doszło, z laty, do tego, że w pewnym momencie (przynajmniej mniej zorientowanemu), już trudno się było połapać czy jest on tam jeszcze hodowcą (wciąż gospodarzem Janowa), czy już tylko sędzią międzynarodowym, działaczem WAHO i (pełną gębą) celebrytą. Przy tym, i taką krzywdę zrobił on jeszcze tej stadninie, iż wszystko i wszystkich ubezwłasnowolnił tam w sposób wprost niesłychany (bezprecedensowy). Z załogi zrobił bezwolne i powolne mu we wszystkim automaty, a z koni zakładników (nierzadko ofiary) tego układu. W Janowie Treli nie miał szansy utrzymać się nikt, kto choć przez minutę mógłby pomyśleć nad czymś samodzielnie i mieć swój punkt widzenia, choćby w odniesieniu do własnego zakresu obowiązków. Doszło do tego, że pracujący tam bali się - za przeproszeniem - "puścić bąka" bez zgody pryncypała. Car Janowa, na tyle zazdrośnie strzegł swej (wszech)władzy, iż bezwzględnie odrzucał wszelkie oferty współpracy (jak choćby w obszarze żywienia i suplementacji koni) i nigdy nie przyjął na etat żadnego specjalisty (np. weterynarii). Ten, jakże skrzywiony, stan rzeczy przyczynił się do wielu złych sytuacji w stadzie, negatywnie rzutując i pokutując (vide niedawny wpis B. Kumanek) po dzień dzisiejszy... Z kolei cóż z tego, że Jerzy Białobok długie lata był “prawą ręką” śp. dyr. Jaworowskiego (mogąc się przyglądać bezpośrednio jego działaniom), skoro – jak już przejął po nim stadninę, to – wiele rzeczy robił inaczej (najpewniej w ramach swego rodzaju odreagowywania po latach bycia w cieniu wielkiego mistrza, czy wręcz wypierania go ze swej świadomości), niż On (tym samym najczęściej źle)…

Co do mnie, to nie wykorzystałem swej szansy na kierunkowe (specjalistyczne) wykształcenie w tej mierze. Rzecz wyglądała tak, iż otrzymałem (przed maturą) od Romana Pankiewicza zapytanie, czy nie chciałbym podjąć studiów zootechnicznych na AR w Lublinie, gdyż w takiej sytuacji SK Janów Podlaski byłaby fundatorem mego stypendium (co uzgodnił z Krzyształowiczem). Niestety, nie skorzystałem - głównie z powodu braku wiary w siebie - z tej wyjątkowej oferty (ostatecznie mam ledwie licencjat z filologii polskiej). Stąd zachęcam wszystkich młodych introwertyków, by jednak z większą wiarą (odwagą) podchodzili do pierwszych ważnych życiowych decyzji, gdyż zaniechane szanse rzutują później, nierzadko in minus, na nasze losy... R. Raznowiecki

Ps. Pani Iwono. Czy mogłaby Pani jednak napisać coś więcej o tym "argumencie materialnym niekorzystnym dla Monogramma" (jakoś nazwać, określić problem) i rozszerzyć kwestię owej różnicy pomiędzy biologicznym (weterynaryjnym), a zootechnicznym wykształceniem (na kanwie rozmowy w Trelą)? Byłbym wdzięczny... Jednocześnie ubolewam, że pani Bojanowska - inaczej, niż do pani Kumanek - nie zareagowała w żaden sposób na moją prośbę. Rozumiem, że to efekt urazy, jaką chowa Pani do mnie (pomimo tego, iż przeprosiłem). No cóż, przykro, że tego typu emocje nie pozwalają nam ze sobą współpracować (pomimo tego, iż mamy te same intencje i cele)...
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5