Zmiany w statucie PZJ – doprecyzowania
Na zjeździe sprawozdawczo-wyborczym PZJ (12 listopada) poza częścią sprawozdawczą, wyborami do władz i innych wybieralnych ciał, zapadły ustalenia istotne dla spraw związanych ze statutem. Dotychczas działająca komisja statutowa została rozwiązana, nowa nie została powołana, a dokończenie prac mających doprowadzić do przedstawienia takich zmian w statucie PZJ, aby były one do zaakceptowania przez KRS oraz ministerstwo sportu, powierzone zostało kancelarii prawnej, obsługującej obecnie Związek.
Teraz jest zatem dobry moment, aby zwrócić uwagę na dwa paragrafy i zaproponować konkretne doprecyzowania.
Zanim do tego przejdę, trzeba przypomnieć, dlaczego prezes Tomasz Siergiej zaproponował, aby zdjąć z porządku obrad punkt pt. głosowanie nad zaproponowanymi przez komisję statutową zmianami w statucie i przesunąć tę kwestię na kolejny zjazd. Powodem stały się zastrzeżenia ministerstwa sportu, a konkretnie działu prawnego, do którego propozycje zmian w statucie PZJ zostały wysłane z prośbą o opinię. O opinię a priori!
Warto zwrócić uwagę na ten moment. Chyba po raz pierwszy w historii PZJ propozycje zmian w statucie zanim jeszcze zostały przegłosowane przez delegatów i zanim zostały zatwierdzone przez KRS, zostały przesłane do organu nadrzędnego, jakim dla PZJ jest ministerstwo sportu, z prośbą o ustosunkowanie się do proponowanych poprawek.
No i ministerstwo sportu zareagowało – ale tu olbrzymie zaskoczenie – bo zakwestionowało nie tę czy inną poprawkę, a te postanowienia statutu, które już istniały wcześniej. Zakwestionowało konkretne, wskazane w piśmie zapisy, które były już wcześniej zaakceptowane przez MSiT i KRS, a przecież stan prawny od tego czasu się nie zmienił.
Mecenas Marcin Barczyk z kancelarii obsługującej PZJ wyjaśnił delegatom, że zastrzeżenia MSiT z prawnego punktu widzenia są nieuzasadnione i gdyby wejść na drogę sporu prawnego z ministerstwem w tej sprawie, to zapewne PZJ by wygrał przed sądem. Tyle tylko, że taka droga trwałaby kilka lat.
Prawdopodobnie trzeba będzie pójść na kompromis z ministerstwem sportu i któreś z zastrzeżeń uwzględnić w propozycjach zmian w statucie.
Nie o tych ewentualnych kompromisach chcę jednak pisać. Jest dobry moment, aby podyskutować o innych zapisach. Chodzi mi konkretnie o trzy.
Udzielanie absolutorium
Do tej pory delegaci mogli oddać tylko jeden głos – być albo za, albo przeciw, albo wstrzymać się od głosu w głosowaniu nad absolutorium dla całego ustępującego zarządu.
A oto jak wygląda proponowana zmiana w tej kwestii. Paragraf 27, ustęp 6 miałby brzmieć tak:
Walny Zjazd Delegatów, na którym udziela się absolutorium ustępującemu Zarządowi, podejmuje uchwałę w przedmiocie absolutorium oddzielnie dla każdej osoby z ustępujących władz w głosowaniu tajnym.
Propozycja, aby to, czy udzielić absolutorium, czy nie udzielić, rozpatrywać w stosunku do każdego członka zarządu indywidualnie, jest jak najbardziej słuszna. Nie ma się co nad tym rozpisywać. Kluczem jest słowo „ustępujących”.
Ustępujący zarząd to jest ciało, którego kadencja kończy się w dniu zjazdu. W przypadku zjazdu z 12 listopada byli to: prezes Tomasz Siergiej wybrany na tę funkcję 4 grudnia 2024 roku oraz wybrani do zarządu 8 kwietnia 2025 roku: Andrzej Kuświk, Karolina Mądry, Tomasz Mossakowski i Rudolf Mrugała.
Na zjeździe 12 listopada zarząd in gremium dostał absolutorium. Gdyby na tym zjeździe obowiązywał już zmieniony statut, każda z wymienionych osób podlegałaby głosowaniu indywidualnie. Zapewne też z wynikiem pozytywnym.
A co z tymi, którzy byli w zarządzie PZJ w czasie kadencji, która się rozpoczęła 21 września 2021 roku, a nie dotrwali – z różnych powodów - do jej końca? Jedni składali rezygnację, inni byli odwoływani. Jedni byli we władzach kilka miesięcy, inni ponad 3 lata, ale 12 listopada 2025 roku, już w tych władzach nie zasiadali. W sumie tych osób (licząc tylko do 8 kwietnia 2025 roku) było siedem!
Wszyscy oni uniknęli moralnej oceny za swoją działalność we władzach PZJ, bo czymś takim jest otrzymanie bądź nie otrzymanie absolutorium. Zwracam uwagę, że gdyby na ostatnim zjeździe obowiązywał zmieniony statut, też uniknęliby tej oceny, gdyż 12 listopada nie byli w „ustępujących władzach.”
Dlatego uważam, że cytowany paragraf 27, ustęp 6, trzeba tak zmienić, aby nie było wątpliwości, że procedurze głosowania nad absolutorium podlegają wszyscy, którzy zasiadali w zarządzie PZJ w czasie danej kadencji, nawet, jeśli w dniu zjazdu kończącego tę kadencję, już nie byli członkami zarządu.
Proponuję, aby ten zapis brzmiał tak:
Walny zjazd delegatów, na którym udziela się absolutorium ustępującemu zarządowi, podejmuje w głosowaniu tajnym uchwałę w tym względzie oddzielnie dla każdej osoby, która w czasie ostatniej kadencji była członkiem zarządu.
Przy okazji, jest też dobry moment, aby poprawić projekt statutu jeśli chodzi o reguły języka polskiego. W języku polskim nazwy rodzajowe pisze się od małej litery (nie „z małej litery” – bo to rusycyzm). A więc zarząd PZJ, a nie Zarząd PZJ. Walny zjazd delegatów, a nie Walny Zjazd Delegatów, itd. Jedynie Związek można pisać od dużej litery, bo na początku statutu jest napisane, że jest to statut Polskiego Związku Jeździeckiego, dalej zwanym Związkiem. Przy takim zastrzeżeniu słowo Związek jest synonimem nazwy własnej, jaką jest Polski Związek Jeździecki.
Czas trwania kary
Inna proponowana zmiana w statucie określa, co z członkami zarządu, którzy nie otrzymali absolutorium w indywidualnym głosowaniu. Oto stosowny fragment paragrafu 35, ustęp 4, pkt. 13.
Członek zarządu nie może:
- być osobą, która będąc członkiem zarządu w ostatniej kadencji nie uzyskała absolutorium.
Co do intencji tego zapisu pełna zgoda. Problemem jest jednak to, że „kara” nie jest określona czasowo. A w przepisach prawa jest nie tylko określane, co jest przewinieniem, które podlega karze, ale także, jak kara ma wyglądać. Na ile lat skazuje się winnego.
A tymczasem z zacytowanego punktu 13 – jeśli czytać go werbalnie – wynika, że to dożywotni zakaz pełnienia funkcji członka zarządu. Czy o to chodziło tym, którzy proponowali te poprawki?
Sądzę, że należy określić wysokość kary. Może jedna lub dwie kadencje, a potem już taka osoba, która nie uzyskała absolutorium, mogłaby się ponownie być wybrana do zarządu.
Ten punkt mógłby wyglądać tak:
Członek zarządu nie może:
- być wybieranym do zarządu przez dwie kadencje, w sytuacji, kiedy będąc członkiem zarządu w ostatniej kadencji nie uzyskał absolutorium.
Dwie kadencje prezesa
Doprecyzowania wymaga także ten oto zapis. Paragraf 26, ustęp 3, który brzmi tak:
Funkcję prezesa Związku można pełnić nie dłużej niż przez dwie następujące po sobie kadencje.
A co z takim hipotetycznym przypadkiem. Otóż ktoś jest prezesem przez jedną kadencję, przez następną nie pełni tej funkcji (ale np. jest członkiem zarządu), a potem jest wybrany prezesem na kolejną. I chce kandydować na następną, czyli w jego przypadku trzecią?
Był już prezesem przez dwie kadencje, ale nie następujące po sobie, więc powinien mieć możliwość być wybrany po raz trzeci. Dopiero druga i trzecia kadencja, jako te następujące po sobie, uniemożliwiają mu kandydowania na następną. Czy tak należy odczytywać obecny zapis paragrafu 26, ustęp 3?
Mało prawdopodobny problem? Proszę spojrzeć na USA. Donald Trump był jedną kadencję prezydentem, potem wyborcy postawili na Joe Bidena, a Trump triumfalnie powrócił po 4-letniej przerwie. A teraz jego ludzie już przebąkują, że będzie mógł kandydować na kolejne 4 lata, bo dopiero dwie kadencje następujące po sobie uniemożliwiają kandydowanie kolejny raz.
A co takim hipotetycznym przypadkiem: ktoś jest prezesem PZJ jedną kadencję, następną pauzuje, potem (czyli w trzeciej z kolei kadencji) ponownie jest wybrany, potem znowu pauzuje, potem ponownie jest wybierany? I tak w koło Macieju. Teoretycznie ktoś może być prezesem nawet sześć razy i więcej, byle kadencje nie następowały jedna po drugiej, tylko były przedzielone przerwą. Czy jest to możliwe w świetle obecnego zapisu?
Wiem, że prawdopodobieństwo takiej sytuacji jest znikome, ale jest. A zapisy statutu powinny być precyzyjne i przewidywać nawet mało prawdopodobne przypadki.
Zanim je doprecyzujemy powinniśmy sobie odpowiedzieć na trzy pytania.
- Czy dwie kadencje następujące po sobie oznaczają, że dana osoba już do końca życia nie może ubiegać się o ten urząd?
- Czy też należałoby zaproponować konieczną przerwę (np. na jedną lub dwie kadencje), a potem ten ktoś może ponownie ubiegać się o funkcję prezesa PZJ.
- Czy w sytuacja, kiedy ktoś jest prezesem PZJ przez jedną kadencję, następnie pauzuje 4 lata, a potem ponownie zostaje wybrany, oznacza, że już po raz trzeci nie może kandydować?
Ja sugerowałbym, aby nie zakazywać dożywotnio kandydowania na prezesa PZJ komuś, kto już dwie kadencje pełnił tę funkcję. Optowałbym za przerwą – na jedną lub dwie kadencje. A z kolei w sytuacji, kiedy nie mamy do czynienia z dwoma kadencjami następującymi po sobie, tylko z modelem: kadencja, przerwa, kadencja, przerwa, aby taka sytuacja była dopuszczalna.
No i na koniec sugestia – finalne poprawki w statucie PZJ przygotujmy na zjazd sprawozdawczy, który zgodnie ze statutem ma się odbyć w drugim kwartale 2026 roku. Do niego będzie można dołączyć punkt „głosowanie propozycji zmian w statucie”.
Nie czekajmy na zapowiadane zmiany w ustawie o sporcie, bo jak będziemy to odwlekać, to może się okazać że za 3 lata, na zakończenie obecnej kadencji władz PZJ, nadal nie będziemy mieli możliwości głosować indywidualnie absolutorium dla członków ustępujących władz. I nadal nie będziemy wiedzieć, czy osoba, która pełniła funkcję prezesa PZJ przez dwie następujące po sobie kadencje już do końca życia nie będzie się mogła o ten urząd ubiegać.
Marek Szewczyk

