Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Arabskim przykładem?

Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 22.05.2018, 6:28:56

Od wielu lat (nie tylko za PiS-u) w zdecydowanej większości państwowych stadnin koni dzieje się źle. Prezesami zostają ludzie przypadkowi („swoi”), którzy niekompetentnymi rządami rozkładają te spółki gospodarczo i dla których konie są tylko zbędnym balastem. Coraz dotkliwszy brak doświadczonych fachowców na stanowiskach hodowców (bądź ich marginalizowanie) i upadek sportu w stadninach sprawia, że na hodowlanej niwie też dzieje się coraz gorzej. Prudnik był jedną z ostatnich stadnin, która broniła się gospodarczo, a teraz próbuje się jeszcze bronić hodowlanie. Ale jest coraz gorzej.

 



Stadnina Koni Prudnik była jedną z ostatnich z tych podlegających Agencji Nieruchomości Rolnych, która funkcjonowała normalnie. Tak było do września 2016 roku. „Normalnie”, bo kierowali nią fachowcy, a polityką szczęśliwie omijała tę spółkę. A ci fachowcy to: były już prezes i ciągle jeszcze zatrudniona na etacie hodowcy Katarzyna Wiszowaty (od 1997 roku!). Prezesem, przez 16 lat, był Dariusz Świderski. Pod jego ręką spółka miała dobre wyniki finansowe. Szczęśliwie dla stadniny okazał się nie tylko dobrym menedżerem, ale był także (i oczywiście jest nadal) „koniarzem”. W przeszłości był czynnym jeźdźcem, a w czasie swoich rządów był też prezesem klubu jeździeckiego działającego przy stadninie („Olimp” Prudnik) i udzielał się w tymże klubie społecznie jako trener.

No ale polityka upomniała się i o tę stadninę.

 

ANR (a obecnie KOWR) jest rządową agendą, która ma nadzorować państwowe spółki, ale to przecież nie przeszkadza (przynajmniej rządzącym, poprzednio PO-PSL też nie przeszkadzało, aby była jasność) obsadzać na posadach „swoich”. A ci swoi, to nie tylko lokalni działacze PiS bądź członkowie ich rodzin, ale także „swoi” z partii Zbigniewa Ziobry (Solidarna Polska).

 

No i we wrześniu 2016 roku Dariusz Świderski został kopnięty w pewną część ciała, a na jego miejsce przyszedł Józef Stępkowski. Rolnik z Otmuchowa, były poseł Samoobrony (2005-2007), który po opuszczeniu jej szeregów nie był aktywny politycznie aż do roku 2014, kiedy z ramienia PiS kandydował w wyborach samorządowych na stanowisko wójta gminy Kamiennik. Człowiek znający się nie tylko na roli (ma wyższe wykształcenie rolnicze), ale także na mediach (ha, ha…) – w 2009 roku był członkiem Rady Programowej Radia Opole! Jednym słowem człowiek renesansu.

A że jego brat, Jan Stępkowski, wieloletni radny PiS w powiecie nyskim, został w tym samym mniej więcej czasie (2016 r.) kierownikiem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Opolu, a syn Jana (a bratanek Józefa) także jest radnym PiS w powiecie nyskim, to oczywiście zbieg okoliczności. Jak podaje opolska prasa, cała rodzina Stępkowskich jest związana z opolskim politykiem Solidarnej Polski Patrykiem Jakim, aktualnym wiceministrem sprawiedliwości, a obecnie także kandydatem na prezydenta Warszawy.

  

Jednym z pierwszych ruchów, jakie wykonał prezes Stępkowski, była bulwersująca opinię publiczną sprzedaż (jak donosiła prasa - pod nieobecność hodowczyni) pięciu koni po śmiesznie niskich cenach (od 500 do 1500 zł) i w niejasnych okolicznościach. Konie kupiła jakaś podstawiona osoba, a – jak wykazało dziennikarskie śledztwo Radia Opole oraz portalu Prudnik24.pl – trafiły one do handlarza z Kluczborka, a niewykluczone, że niektóre z nich – na rzeź. Chociaż wspomniane lokalne media nagłośniły tę dziwną sprzedaż i zwróciły się do kierownictwa ANR o wyjaśnienia związane z trybem (niejawnym) sprzedaży i niejasnościami w dokumentacji koni, panu Stępkowskiemu włos z głowy nie spadł. Rządzi stadniną nadal.

 

Chociaż spółka ta nazywa się Stadniną Koni, konie są spychane w niej na margines, a dotychczasowego, mającego sukcesy hodowcy pan prezes próbuje się gorączkowo pozbyć. Co najmniej od grudnia 2017 roku, bo wówczas na stronie internetowej stadniny ukazało się ogłoszenie o tym, że spółka zatrudni pracownika na stanowisku Główny Hodowca ds. koni w Stajni Chocim. U kandydata jest mile widziane doświadczenie związane z hodowlą zarodową koni. Mile widziane, czyli niekonieczne, a może w ogóle niepotrzebne, tak jak konie panu prezesowi? Pan prezes jest tak zdeterminowany, że w ostatnich dniach  zaprosił do Prudnika na rozmowę kwalifikacyjną osobę pracującą  w prywatnej hodowli. Jaki będzie efekt tej rozmowy – nie wiem. Ale wiem jedno – środowisko „koniarzy” w Polsce jest małe i w dzisiejszych czasach, telefonów komórkowych i internetu, wieści rozchodzą się błyskawicznie.

  

Hodowla i sport to dwa nierozerwalne obszary, na których stadniny muszą być aktywne. Nie wystarczy wyhodować konia, trzeba go jeszcze wypromować i korzystanie sprzedać. A najlepszym sposobem promocji i podnoszenia wartości konia, jest użytkowanie go w sporcie jeździeckim. Rozumiał to bardzo dobrze Dariusz Świderski, który stworzył hodowli bardzo dobre warunki. Imequyl, El Camp – w skokach, czy Senior i Jak Chef – w WKKW, to konie prudnickiej hodowli, które rozsławiły i rozsławiają nadal tę stadninę nie tylko na polskich parkurach czy krosach.

 

Prudnicka stadnina była prymusem wśród spółek ANR jeśli chodzi o wystawianie koni swojej hodowli w Mistrzostwach Polski Młodych Koni. W latach 2012-16 wystawiła ich aż 43 (średnio 8 rocznie), kiedy następne stadniny państwowe na tej liście wystawiły ich 17 (Walewice), 16 (Racot) czy 15 (Nowielice).

 

Większość  tych koni startowała pod jeźdźcami zatrudnionymi w stadninie. Dwie prudnickie córki znakomitej klaczy Newis startowały pod Mateuszem Mrugałą na Mistrzostwach Świata Młodych Koni w Lanaken. Potem byli następni "jeźdźcy fabryczni": Katarzyna Papajak, Aleksandra Pilatowicz, Piotr Tokarczyk. „Byli”, bo prezesowi Stępkowskimu nie są oni potrzebni. On może przecież sprzedawać „surowe” konie po 1500 zł.

Aleksandra Pilatowicz, która dopiero w Prudniku rozpoczęła z sukcesami starty w WKKW (przedtem jeździła tylko skoki), została zwolniona w styczniu tego roku. Piotr Tokarczyk sam się zwolnił niedawno. W roku 2017, zaledwie w rok po objęciu stanowiska prezesa przez Stępkowskiego, po raz pierwszy w MPMK nie wystartował już żaden koń z prudnickiej stadniny. Ironią losu jest to, że rok wcześniej (2016) SK Prudnik została nagrodzona przez Polski Związek Hodowców Koni za największą liczbę koni zaprezentowanych w MPMK w latach 2010-2015. W przypadku WKKW było to pierwsze miejsce wśród wszystkich hodowców, a w skokach drugie miejsce (po stadninie "Nad Wigrami"), ale pierwsze wśród spółek ANR. Budowana z trudem przez wiele lat prudnicka marka sypie się w gruzy, jakże podobne jest to do losu stadnin arabskich.

  

Jak widać, los prudnickiej hodowli zdaje się być przesądzony. Jednak piszę ten tekst, a z tyłu głowy przewija się myśl: a nuż. Przecież w KOWR pracują też ludzie rozsądni, nie tylko szkodnicy i aparatczycy. Może jednak ktoś się opamięta. Przecież, jeśli nadzorujecie stadniny koni, to prezesów powinniście rozliczać zarówno z wyników finansowych jak i hodowlanych i sportowych. Dlatego końmi powinni się zajmować fachowcy, najlepsi  z możliwych.  Dajcie im po prostu pracować. To wszystko. A może się okazać, że wyniki waszych spółek będę zwyżkować? A wy będziecie się mieli czym chwalić. Może jednak warto?

Marek Szewczyk

 

 

 


Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5