Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

O woli politycznej, a właściwie jej braku

Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 27.02.2019, 10:30:00

Jeśli napisałem, że zgadzam się w 90% z tekstem Beaty Kumanek pt. „Kilka pytań do..”, to w tym zbiorze jest też następujący pogląd - jeśli państwo chce się czuć się strażnikiem zasobów genetycznych w hodowli koni (wszystkich ras, nie tylko arabów), to powinno tę hodowlę dotować.

 

Pani Kumanek ze zdumieniem odkrywa, iż KOWR porusza się w oparach absurdu, gdyż – jak to określiła - jednocześnie chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Ze zdziwieniem konstatuje, że cele, jakie się stawia przed stadninami koni, są wzajemnie się wykluczające. A te cele to: Stadnina będąc zarówno spółką prawa handlowego i jednocześnie mając jako główną misję zachowanie puli genetycznej, musi wypracować zysk oraz zajmować się hodowlą zachowawczą, która z definicji jest niedochodowa.

 

Pani Kumanek reaguje z pasją osoby, która miłośniczką hodowli koni arabskich została kilka lat temu. Ma więc świeże, niespaczone przeszłością spojrzenie. Prawidłowo ocenia sytuację i wyciąga logiczne wnioski.



Dlaczego więc my – mam na myśli ludzi, którzy z hodowlą koni w Polsce są związani od lat – nie mamy tej żarliwości, jaką ma pani Beata. Jeśli piszę „my” to wyjaśniam, że choć w państwowej hodowli koni pracowałem tylko przez rok, to fakt, że potem przez wiele lat o niej pisałem i umożliwiałem pisanie innym na łamach „Konia Polskiego”, mnie do tego upoważnia.

 

My – szanowna Pani Beato – już dawno straciliśmy wiarę. Przez tyle lat o tym – czyli o pożądanym modelu hodowli koni – mówiliśmy, dyskutowaliśmy, apelowaliśmy o niego, a ponieważ nie przynosiło to żadnych efektów - skrzydła nam opadły.

Trochę historii

Może przypomnę kilka faktów historycznych. W 1945 roku powołane do życia zostały Państwowe Zakłady Chowu Koni – jednostka nadrzędna nad państwowymi stadami ogierów i stadninami koni. W 1951 roku PZChK zostały przekształcone w Centralny Zarząd Hodowli Koni. Obie te jednostki podlegały pod ministerstwo rolnictwa.

 

Ciekawostką historyczną jest fakt, że na czele obu tych instytucji stał płk. Stanisław Arkuszewski, autentyczny przedwojenny komunista, który przeszedł z Samodzielną Brygadą Kawalerii szlak bojowy jako zastępca dowódcy ds. polityczno-wychowawczych, a po wojnie pełnił tę samą funkcję „politruka” w 1. Warszawskiej Dywizji Kawalerii aż do jej rozwiązania. Jego postawa pozwoliła w państwowej hodowli koni funkcjonować wielu  fachowcom mimo ich „niewłaściwej (AK-owskiej, kawaleryjskiej) przeszłości” w mrocznych czasach stalinizmu.

 

Na początku lat 1960. nastąpiły kolejne zmiany. Cała państwowa hodowla koni (stadniny, stada, zakłady treningowe) zostały podporządkowane Zjednoczeniu Hodowli Zwierząt Zarodowych (uchwała rady ministrów z 13 VI 1961), a nadzór na tymże Zjednoczeniem sprawował minister rolnictwa.

 

Taki mniej więcej model obowiązywał aż do 1989 roku. W momencie, jak zaczęły się reformy Balcerowicza, zaczęły się kłopoty państwowej hodowli koni. Przypomnę, co napisał Pan X w jednym z wpisów:

 

Chciałbym przypomnieć, że to bagno zafundował nam w 1992 roku rząd Krzysztofa Bieleckiego, który powołał do życia Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, która przejęła stadniny zorganizowane jako spółki handlowe, później przekształconą na Agencję Nieruchomości Rolnych, a celem jej działania nie była bynajmniej poprawa i rozwój hodowli, tylko jej prywatyzacja bądź likwidacja, prawdopodobnie nawet włącznie ze stadninami arabskimi.

 

Warto przy tym przypomnieć, że AWRSP (a potem ANR) podlegała ministerstwu skarbu, a nie ministerstwu rolnictwa! Nic więc dziwnego, że cele hodowlane były na dalekim planie, na pierwszym zawsze był zysk. No i prywatyzacja.

 

Około 2004 roku nastąpiło to, co jest wielkim wrogiem hodowli, czyli przekształcanie stad i stadnin w spółki prawa handlowego. A to z kolei w momencie wejścia do Unii Europejskiej zablokowało możliwość otrzymywania dotacji od państwa.

 

W 2007 roku (w końcówce pierwszych rządów PiS) weszła nowelizacja ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa, w myśl której Agencja Nieruchomości Rolnych, a wraz z nią stadniny i stada ogierów przeszły pod zarząd tylko i wyłącznie ministerstwa rolnictwa. Sporo sobie po tej zmianie obiecywaliśmy.

 

Sięgnąłem po roczniki „Konia Polskiego” z lat 2007-2008. We wstępniaku do numeru 2/2007 zapowiedziałem dyskusję na temat, jakich zmian należałoby dokonać w modelu organizacyjnym państwowej hodowli, aby podnieść ją na wyższy poziom. „Stada ogierów muszą być dotowane” to tytuł wywiadu, jaki wówczas przeprowadziłem z ówczesnym prezesem PZHK Andrzejem Wodą i dyrektorem biura Andrzejem Stasiowskim. Tytuł mówi, co PZHK uważało na najistotniejsze. W tej dyskusji wypowiadało się wiele osób, między innymi Maciej Grzechnik i wielokrotnie Marek Grzybowski („W jedności siła” nr 5/2007 czy „Dogonić Niemców” nr 10/2008 i inne w innych latach).

 

Marek Grzybowski zawsze mocno optował za tym, że państwo ma obowiązek zajmować się hodowlą koni, bo to jest część dziedzictwa narodowego z jednej strony, a z drugiej, gdyż jest to horse industry, czyli gałąź przemysłu końskiego, która daje coraz więcej miejsc pracy. A więc z tego powodu też wymaga troski państwa. Nie pamiętam już dokładnie, ale gdzieś w tych latach zaapelował też o państwowy holding. Zawsze się z jego poglądami utożsamiałem, zawsze je z nadzieją drukowałem.

 

I co? I nic! Rzucaliśmy grochem o ścianę. Żadne sensowne ruchy organizacyjne nie zostały wprowadzone. I nieważne, kto wówczas był przy władzy, czy SLD z obrotowym PSL-em, czy same SLD, czy PiS z Samoobroną i LPR, czy PO z obrotowym PSL-em.

Nie widać żadnego pomysłu

Agencja Nieruchomości Rolnych jedyny ruch, jaki wykonała, to podłączenie gasnących stad ogierów kroplówką do innych, zdecydowanie lepiej stojących finansowo tzw. spółek strategicznych. Powstało to pojęcie – „spółki startegiczne” – a więc takie, które muszą pozostać w zasobach państwowych, bo gwarantują zachowanie puli genów. Ale jak jakaś stadnina zaczynała mieć kłopoty finansowe, to jedynym rozwiązaniem okazywała się najczęściej jej prywatyzacja. I jakoś o genach już nikt nie myślał.

 

O tym, że jeszcze niedawno ANR, a obecnie KOWR nie ma żadnego sensownego pomysłu na poprawienie kiepskiej sytuacji państwowej hodowli koni, może świadczyć kilka pierwszych lepszych przykładów z brzegu. W Walewice od czasu Henryka Warszawskiego, czyli od 2004 roku, w fotelu prezesa tej stadniny zasiadało już 12 osób. Średnia wychodzi więc nieco ponad rok. Co może sensownego się zadziać w stadninie, w której rotacja prezesów przybrała tak kuriozalne rozmiary?

 

Zarówno w Janowie Podlaskim, jak i w Michałowie są obecnie pełniący obowiązki prezesów. Jak ich powoływano, podano, że niebawem zostanie rozpisany konkurs na prezesa. W Janowie to „niebawem” trwa już prawie rok? O konkursie w Michałowie też cisza. Albo ci ludzie, którzy są teraz w obu tych stadninach, się nie nadają, to trzeba im podziękować i powołać nowych, a jak się nadają – to ich mianować pełnoprawnymi prezesami. Stan tymczasowości nie sprzyja pełnemu zaangażowaniu szefa jednostki.

 

Fakt, że KOWR nie wykonuje w tej kwestii żadnego ruchu, świadczy o tym, że tam nie ma żadnego pomysłu, co robić dalej. Kto ma zresztą ten pomysł wcielać w życie? Czy jest tam ktoś, kto by miał doświadczenie w zarządzaniu stadniną? Kto sprawuje tzw. nadzór właścicielski? Po Sutkowskim był Pięta, teraz jest ktoś nowy. Nawet nie wiem kto i nie chce mi się uczyć tego nazwiska, bo za chwilę może go zastąpić ktoś nowy.

 

Pan X był pozytywnie zaskoczony faktem, że dyrektor generalny KOWR, Piotr Serafin, zaprosił na naradę hodowców. Nie prezesów, a hodowców. O tym, że to był tylko pusty gest, niech świadczy fakt, że pan Serafin owszem przywitał hodowców, ale szybko ze spotkania wyszedł, a prowadził je ktoś inny. Ten ktoś dostał zadanie, aby potem przekazać dyrektorowi wnioski. Czy szef, który zwołuje specjalne zebranie i zaprasza na nie swoich podwładnych, po to, aby sobie wyrobić własną opinię i ewentualnie podjąć jakieś kroki naprawcze, opuściłby takie spotkanie? Takie potraktowanie swoich gości świadczy o tym, że to był tylko gest. Może i miły, ale nie wierzę, że przyniesie jakieś konsekwencje dla hodowli.

Nie było, nie ma i …

Mowa o woli politycznej, by wdrożyć w życie sensowny schemat organizacyjny i ustawami zagwarantować państwowej hodowli konieczne dotacje, aby mogła stać na straży puli genów.

Taka wola była w Polsce międzywojennej. Była też za stalinizmu i socjalizmu. Zabrakło jej po 1989 roku. I nadal brakuje.

 

Tyle, że w międzywojniu mieliśmy w Polsce 40 pułków kawalerii i 11 dywizjonów artylerii konnej. Koń był więc ważnym „sprzętem wojskowym” mającym istotne znaczenie dla obronności kraju. A poza tym pełnił ważną rolę w rolnictwie i transporcie. Tuż po wojnie koń przestał być „sprzętem wojskowym”, ale nadal był ważny, jako siła robocza w rolnictwie.

 

Dlaczego po roku 1989 państwo nadal miałoby się troszczyć o hodowlę koni. Jaką rolę w funkcjonowaniu państwa pełnią obecnie konie? Do czego w istocie służą?

 

Marek Serafin, jak był ministrem rolnictwa w rządzie PO-PSL, miał taką mniej więcej filozofię: konie to zabawka bogatych ludzie, więc niech oni się nimi zajmują, nie państwo. Niestety, nie można takiemu rozumowaniu nie przyznać racji.

 

Jaką rolę pełnią obecnie konie? Czy służą w wojsku – już nie. Czy służą w transporcie – już nie. Czy służą w rolnictwie jako siła robocza – praktycznie już nie. Służą do sportu jeździeckiego i do rekreacji oraz do wyścigów konnych. A więc służą człowiekowi w uprzyjemnianiu czasu wolnego od pracy.

 

Pełnią taką samą rolę, jak: narty, żaglówki, rowery czy rasowe psy, albo rasowe gołębie pocztowe, itp. Czy państwo poczuwa się do obowiązku zabezpieczenia państwowej własności fabryk, w których produkuje się narty, rowery, żaglówki? Czy państwo dotuje hodowlę rasowych psów bądź gołębi pocztowych? Czy się nią w ogóle zajmuje?

 

A samochody? Te drogie są towarem luksusowym, ale te przeciętne? Trudno o nich powiedzieć, że służą rozrywce człowieka (choć oczywiście temu też). Są przede wszystkim sprzętem służącym do tego, aby dotrzeć do pracy. Czy mamy w Polsce państwowe fabryki produkujące ten podstawowy dziś do pracy i do życia sprzęt? Mieliśmy, ale zniknęły. Przegraliśmy z gospodarką bogatszych krajów. Jesteśmy odbiorcą samochodów wyprodukowanych w tych krajach, a nawet jak niektóre z nich są montowane w polskich zakładach, to marki te i montownie należą do zagranicznego kapitału.

Czy słychać, aby rząd (sejm, w ogóle elity władzy) podejmował działania, żeby koniecznie przywrócić państwowe fabryki samochodów? Żeby tę produkcję dotować, bo przecież trzeba chronić to co polskie?

 

Czy nie widzą Państwo podobieństw między sytuacją w hodowli koni a produkcji samochodów? Po polskich drogach jeżdżą tylko auta zagranicznych marek, nawet jak niektóre z nich są montowane w Polsce. Na zawodach jeździeckich polscy zawodnicy dosiadają koni, które w 90 (?) procentach zostały wyhodowane w tych samych krajach europejskich, z których sprowadzamy samochody. Jedyna różnica jest taka, że sporą pulę samochodów importujemy z krajów azjatyckich, skąd koni nie sprowadzamy.

 

A czy rodzimi hodowcy (nawet wiceprezes PZKH), którzy hodują w Polsce konie, ale zapisane do zagranicznych ksiąg stadnych, nie przypominają Państwu sytuacji, kiedy w montowni funkcjonującej na polskiej ziemi składane są auta zagranicznej marki?

 

Mówimy o samochodach – a zbrojeniówka? Od lat słychać, że nasze państwo musi wspierać rodzimy przemysł zbrojeniowy, ale coś to kiepsko wychodzi, a efekt jest taki, że te najważniejsze i najdroższe wyposażenie ciągle kupujemy za granicą.

… i nie będzie

Woli politycznej do wspierania państwowej hodowli koni po 1989 roku nie było. Nie widać jej dziś, choć rządzi PiS, partia której marzeniem, jeśli chodzi o funkcjonowanie państwa, jest czysty socjalizm. PiS chce państwowej własności w bardzo wielu obszarach. Dąży do konsolidacji istniejących  już podmiotów państwowych bądź do repolonizacji, czyli odkupowaniu przez państwo wcześniej sprywatyzowanych firm. Kilka przykładów. Bank Pekao SA został odkupiony od Włochów. Polski Fundusz Rozwoju odkupił kolejkę na Kasprowy Wierch. Polska Grupa Górnicza to największy w Europie koncern węgla kamiennego. Upadający, ale największy – jak pisze „Polityka”. Ministrowi Ardanowskiemu marzy się Narodowy Holding Spożywczy. Ma powstać Polski Holding Hotelowy. Słychać o pomyśle, aby połączyć Orlen z Lotosem. A minister kultury chce scalić różne wytwórnie i studia filmowe w jeden organizm – jak mówią filmowcy – w  polski Mosfilm.

 

Tylko, że PiS-owi nie chodzi o dobro tych działów gospodarki, ale o to, aby mieć jak najwięcej władzy w ręku. A tę władzę wykorzystywać do własnych celów, czytaj partyjnych. Jakich? Kredyt jaki miał udzielić bank Pekao SA na budowę dwóch wieżowców, czyli spełnienie marzenia Jarosława Kaczyńskiego, jest tego dowodem. A czemu ma służyć polski Mosfilm? Temu, aby nie powstawały tam tak dobre, ale niemiłe obecnej władzy filmy, jak „Kler” czy „Ida”, a takie gnioty propagandowe jak „Prezydent”. Odkupienie Polskich Kolei Linowych za cenę kilkukrotnie wyższą niż niedawno zostały sprzedane, to z kolei nic innego, jak kosztowne kupowanie głosów na Podhalu. Polska Grupa Górnicza to z kolei kupowanie – niestety za bardzo wysoką cenę i finansowo i zdrowotnie – głosów górników. Itd. itp.

 

Jeśli w jesiennych wyborach do sejmu PiS wygra, to ta tendencja do repolonizowania i scalania będzie kontynuowana. Ale państwowa hodowla się na tę tendencję nie załapie. Dlaczego?

 

Po pierwsze, PiS robi to albo z myślą o kupowaniu głosów wyborców, albo o kontrolowaniu tego, co do tej pory im było nieposłuszne. A wprowadzenie dotacji do państwowej hodowli koni ani głosów przy urnach im nie przysporzy, ani większej władzy w stadninach i stadach im nie da. I tak mogą tam robić co chcą i niczym się nie przejmować – vide to jak zdewastował stadniny i Pride of Poland minister Jurgiel.

 

A na dodatek, jakby chcieli wprowadzić dotację do państwowych stadnin koni arabskich, to musieliby też do stadnin hodujących konie innych ras i do stad ogierów. A wprowadzenie mechanizmu dotowania hodowli koni arabskich byłby przyznanie się do błędu, jaki popełnił ich człowiek, czyli Jurgiel. A PiS błędów nie robi. Sprawcami mogą być: susza, zmieniająca się koniunktura, czy co tam jeszcze, ale nie pisowscy ministrowie.

 

Jeśli po jesiennych wyborach PiS będzie musiał oddać władzę, to bez względu na to kto (jaka koalicja) będzie rządzić, nie zdecyduje się na tak niepopularny ruch, jak wprowadzenie dotacji do państwowej hodowli koni. Byłoby to jak kontynuowanie pisowskiej filozofii o zwiększaniu udziału państwa w gospodarce. Tendencja będzie zdecydowanie odwrotna. Rządzący będą się starali i będą musieli włożyć wiele energii w to, aby te państwowe koncerny rozbijać. Będzie obowiązywać filozofia, jak najmniej państwa w gospodarce. Także w rolnictwie.

  

Z tych wszystkich powodów, które starałem się wyłuszczyć w cyklu aż 5 artykułów (przepraszam, że to się aż tak rozrosło), nie widzę żadnych szans dla państwowej hodowli koni. Będzie ona wygaszana, bez żadnego planu. A decydować będzie stan finansowy spółek. Jak będą sobie radzić i nie będą przynosić strat, nikt ich nie będzie likwidować. Ale ponieważ przy braku fachowców, a przede wszystkim przy kolesiosko-partyjnym kryterium dobierania prezesów tych spółek, będą one w coraz szybszym tempie upadać gospodarczo, więc będą likwidowane. Prywatyzowane.

 

A Janów Podlaski? Przy stracie sięgającej już blisko 3 mln zł, nie podniesie się już nigdy. Więc prędzej czy później czeka go postawienie w stan upadłości. Syndyk masy upadłościowej i rozprzedawanie majątku, w tym koni.

 

Nie nastąpi to w tym roku. PiS nie mógłby sobie na takie coś pozwolić przed wyborami. Jak wygrają wybory, też tego nie zrobią w pierwszym czy drugim roku rządów, bo zbyt bliska jeszcze będzie pamięć o czasach świetności. Ale w którymś momencie to nastąpi.

 

Jak PiS zostanie odsunięty od władzy, z tych samych powodów (bliska pamięć o czasach świetności) nowa władza nie pozwoli postawić spółki w stan upadłości. Ale po jakimś czasie będzie musiała. Nie będzie miała innego wyjścia. Bo na dotacje do hodowli żadna władza się nie zdecyduje. Żadna takiej woli nie wykaże. I żadne apele nic w tej materii nie wskórają.

Amen

Marek Szewczyk

 

 


Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5