Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Dziwna aukcja

Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 9.12.2019, 15:49:39

Zorganizowana po raz pierwszy w historii aukcja o szumnej nazwie Winter Star Horse Auction miała miejsce w sobotę 7 grudnia na Służewcu. Fizycznie odbyła się w środku trybuny głównej. Organizatorem był Polski Klub Wyścigów Konnych.

 

Wystawiono na tę aukcję zarówno konie pełnej krwi angielskiej, jak i czystej krwi arabskiej. W tym drugim zbiorze były nie tylko konie pokazowe, także te, które biegały na torze wyścigowym.

 

A oto wyniki w liczbach. Z 14 koni pełnej krwi angielskiej żaden nie został sprzedany! Z 38 koni arabskich sprzedanych bądź wydzierżawionych zostało 13 za łączną sumę 483 800 euro. Daje to średnią cenę 37 215 euro.

Stadnina Koni Janów Podlaski sprzedała 3 klacze (Adelitę, Amarenę, Bambinę) oraz wydzierżawiła jedną (Pingę) łącznie za 405 tys. euro. Przy obecnym przeliczniku (ok. 4,2) daje to 1 701 tys. zł. SK Michałów sprzedała 7 koni za 69 300 euro. Do tego trzeba dodać dwa sprzedane konia prywatnego właściciela za 9500 euro.

 

Tyle liczby. Teraz czas na ocenę.



Zaczęło się od Adelity

Wiadomo było od początku, że aukcja jest zorganizowana po to, aby sprzedać przede wszystkim jedną klacz – Adelitę. Przypomnijmy, że klacz ta miała być gwiazdą nr 1 w janowskiej ofercie na tegorocznej Pride of Poland, ale zeszła niesprzedana, gdyż 140 tys. euro, do którego to pułapu doszła jej licytacja, było poniżej ceny minimalnej wyznaczonej przez właściciela. Przypomnijmy też, że działający w imieniu i z upoważnienia ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, Tomasz Chalimoniuk, głównodowodzący tegoroczną Pride of Poland, zapewnił, że konie, które nie zostaną kupione podczas aukcji, nie będą potem mogły być sprzedane „z wolnej ręki” bezpośrednio ze stadniny. A tymczasem SK Janów Podlaski za rok 2018 zanotowała stratę aż 3,2 mln zł, a na Pride of Poland zarobiła „jedynie” 1,4 mln zł, więc jest nadal na dużym minusie. To był główny powód, aby wykorzystać ofertę jakiegoś kupca, na razie nam nieznanego, który za pośrednictwem Simone Leo zwrócił się do janowskiej stadniny, że chce kupić Adelitę.

Teraz już wiemy, ile zaoferował – 240 tys. euro. I za tyle Adelita została sprzedana. To była cena wyjściowa podczas aukcji, ogłoszona wszem i wobec. Każdy uczestnik czy widz dowiedział się, że tyle za Adelitę zostało zaoferowane wcześniej (można powiedzieć – pierwszy bid, ale przed aukcją), ale jak ktoś da więcej, to trafi ona do tego kogoś, kto przebije tę ofertę. Ale nikt taki się nie znalazł.

 

Pomysł na zimową aukcję na Służewcu zaczął się od Adelity, ale janowska oferta zaczęła się rozszerzać. Doszły kolejne gwiazdy. W pewnym momencie było to sześć wspaniałych klaczy, z czego Adelita, Amarena, Bambina do sprzedaży, a Atakama, Palmeta i Pinga – do dzierżawy. Jak się zrobił szum medialny i środowisko zaczęło protestować (vide list Aliny Sobieszak do ministra), to jedna klacz – Palmeta, została wycofana.

 

Sprzedaż Amareny (za 35 tys. euro) oraz Bambiny (za 90 tys.) wyglądała dokładnie tak samo, jak Adelity. Aukcjoner ogłosił, że ktoś złożył w stadninie daną ofertę, a teraz można te sumy przebijać. Ale chętnych nie było. Więc przybijał młotkiem te sumy złożone jakiś czas temu w stadninie. Jednym słowem żadnej licytacji nie było.

 

Inaczej to wyglądało w przypadku klaczy oferowanych do dzierżawy. Inaczej, bo ani Atakamy, ani Pingi fizycznie na aukcji nie było! Na Atakamę nie było też wcześniejszej (takie złożonej bezpośrednio w stadninie) oferty. Aukcjoner zaczął więc od 50 tys. euro. Ale zainteresowania nie było.

 

Z kolei w przypadku Pingi, oferta złożona przez kogoś w stadninie opiewała na 40 tys. euro. Ale chętnych do zaoferowania 50 tys. nie było, więc aukcjoner przybił młotkiem tę wcześniejszą ofertę. Ciekawe przez kogo złożoną?

W przypadku Pingi warto zwrócić uwagę na jedną sprawę. Kiedy Marek Trela wydzierżawił Pingę na rok do Arabii Saudyjskiej w roku 2015 roku, to zgodnie z umową stadnina otrzymała za to 180 tys. euro, a dzierżawca miał prawo do jednego zarodka. Obecnie Pinga jako klacz hodowlana, matka potencjalnych gwiazd, nie powinna mieć niższej wartości niż wówczas. Przypomnijmy, że na ostatniej aukcji Pride of Poland najwyższa cena (za michałowską Galeridę) wyniosła 400 tys. euro. Uzasadniona jest więc teza, że za potomka Pingi w przyszłości jej dzierżawca może uzyskać na aukcji cenę 400 tys. euro. Czy w tym świetle wydzierżawienie jej za 40 tys. euro, czyli za sumę 10-krotnie niższą, ma uzasadnienie ekonomiczne? Czy może powinno być raczej podstawą do skierowania sprawy do prokuratury z zawiadomieniem o możliwości działania na szkodę spółki?

 

Na aukcji na Służewcu sprzedawane były nie tylko araby z Janowa Podlaskiego. Dołączył Michałów, ale ta stadnina - w przeciwieństwie do Janowa Podlaskiego - nie zaoferowała gwiazd pierwszej wielkości, tylko konie drugiej czy trzeciej kategorii, które normalnie sprzedawane byłyby na zimowym przetargu w domu. I za 7 koni uzyskała dobrą cenę 69 300 euro. Nawiasem mówiąc większość z nich kupili polscy hodowcy, włącznie z tą najdroższą (spośród michałowskich) Elberą, którą za 41 000 euro wylicytował Krzysztof Goździalski.

Dodatek do kożucha

Jak hodowcy i właściciele wyścigowych koni pełnej krwi angielskiej dowiedzieli się o pomyśle na aukcję na Służewcu, zgłosili akces, że ich konie też mogłyby być oferowane na tej aukcji. Prezes PWKK i głównodowodzący zimową aukcją przystał na to. Tylko co teraz, po czasie, odczuwają obie strony? Zażenowanie, złość, czy może zaśpiewają: „Polacy, nic się nie stało.”?

 

Z 14 koni pełnej krwi angielskiej żaden nie został sprzedany. Większość z nich nie wzbudzała żadnego zainteresowania. Nawet gdy aukcjoner próbował zacząć od 1000 euro. Niestety, dwa przypadki, kiedy była jakaś licytacja, budzą podejrzenie, że to właściciele sami albo ich znajomi podbijali cenę, dobrze wiedząc, do jakiego poziomu mogą bezpiecznie licytować, bo znali cenę minimalną.  

Jedynie w przypadku polskiej derbistki, klaczy Nemezis, licytacją była (chyba?) prawdziwa, nieustawiona, ożywiona, z udziałem kilku oferentów, których miałem okazję dobrze widzieć na własne oczy, ale utknęła na poziomie 280 tys. euro, podczas gdy właściciel chciał 300 tys.

 

Folbluty okazały się nikomu niepotrzebnym dodatkiem do aukcji arabów. Koszty organizacyjne poniesione na tę grupę koni, zarówno przez właścicieli, jak i organizatora, poszły na marne. Na dodatek, konie przed aukcją stały na parkingu przed trybunami w fruwających na wietrze namiotach, wokół których szaleli kierowcy biorący udział w odcinku specjalnym Rajdu Barbórki rozegranym na tymże parkingu. Konie więc też szalały. Dobrze, że nie doszło do jakiegoś wypadku czy uszczerbku na zdrowiu zwierząt.

 

Pomysł, aby polskie koni wyścigowe próbować sprzedawać na aukcji na początku grudnia, kiedy już jedna aukcja – ta tradycyjna, w weekend kończący sezon wyścigowy, już się odbyła, wydawał się z góry skazany na porażkę. Zwłaszcza, że w tym okresie (grudzień) odbywają się tradycyjne aukcje w krajach przodujących w Europie w hodowli koni wyścigowych. Konkretnie – w ten sam weekend (7-10 XII) Arqana w Deauville, a w okolicy tego terminu – 2-5 XII Tattersalls December Mare Sales w Newmarket oraz Goffs Decemeber NH Sale – 11-12 XII. A na dodatek, ta poprzednia służewiecka aukcja pokazała, że zainteresowanie folblutami z Polski stale maleje. To już nie te czasy, kiedy Skandynawowie czy Czesi masowo odbierali polskiej hodowli (!) stayery, które potem świetnie się sprawdzały w gonitwach płotowych i przeszkodowych u swych nowych właścicieli.

 

Kolejna sprawa pokazująca, że folbluty były dodatkiem do kożucha – katalog aukcyjny ukazał się w tygodniu, na końcu którego odbywała się aukcja. W tradycyjnych aukcjach koni wyścigowych katalogi są drukowane co najmniej miesiąc przed aukcją, aby był czas je rozprowadzić, aby kliencie  mieli czas postudiować ofertę. Ja już nie piszę o Pride of Poland za czasów przed 2016 rokiem, kiedy lista koni aukcyjnych była znana już w lutym-marcu, zdjęcia do katalogu robiono w maju, a katalogi były drukowane w czerwcu – a aukcja odbywała się w sierpniu.

 

Jednym słowem folbluciarze nie zostali potraktowani poważnie, byli jedynie zasłoną dymną, alibi (nie wiem, jak to ująć) dla sprzedaży kilku bardzo cennych klaczy arabskich z janowskiej stadniny, na które oferenci i tak zgłosili się już dużo wcześniej. Czy w tej sytuacji był w ogóle sens robić aukcję na Służewcu?

Nie to miejsce, nie ten czas

Tym bardziej, że faktów wskazujących, że miejsce i czas nie są sprzyjające aukcji koni arabskich, było sporo. Placyk, na którym były pokazywane konie aukcyjne, był malutki. Nie dawał szans na pokazanie ich w ruchu (w kłusie), co w przypadku pokazowych koni arabskich, jest istotnym elementem zachęcania potencjalnych kupców do zainteresowania się danym osobnikiem.

 

Dla koniarzy jest oczywiste, że niepracujące konie na początku grudnia wyglądają niekorzystnie, okryte już zimową sierścią, matowe. Aby wyglądały efektownie, muszą być w permanentnym treningu, ostrzyżone. Jednym słowem, trzeba włożyć dużo pracy, aby konie zaplanowane do prezentowania na aukcję, były reklamą hodowli. A tymczasem o ile konie wyścigowe (i folbluty, i araby) wyglądały na ogół nieźle, to pokazowe araby przywiezione ze stadnin, prezentowały się nieefektownie. Widać też było wyraźną różnicę między stadninami, bo te z Michałowa, prezentowały się lepiej, a te z Janowa Podlaskiego – wyraźnie gorzej. A już Bambina, z rozdętym brzuchem, nastroszoną, matową sierścią, wyglądała fatalnie. I może dobrze, że ktoś dobrze znający jej wartość złożył na nią konkretną ofertę już dawno, bo jakby miał się decydować na podstawie jej wyglądu na tej „aukcji”, to mógłby uciec w popłochu.

 

A swoją drogą, stan koni janowskich wskazuje, że stadnina ta ma kłopoty, bo albo brakuje pieniędzy na wartościową paszę, albo na środki do odrobaczania koni, a może i na jedno i na drugie. No i zawodzi obsługa i nadzór zootechniczny.

 

Aukcja prowadzona przez Erika Blaaka wlokła się niemiłosiernie długo – ponad 4 godziny, na 52 konie. Blisko ¾ godziny na jednego konia! Zastanawiam się, czy przypadkiem aukcjoner nie był zatrudniony na zasadzie procentu od obrotu, bo walczył o każde postąpienie jak lew. Ale jak powolny lew.

 

Mariusz Rytel, były już rzecznik prasowy KOWR (ale nadal pracownik tej instytucji) pełnił rolę polskojęzycznego spikera. I o ile podczas letniej aukcji w sierpniu w Janowie Podlaskim spełniał tę funkcję już dobrze (bo podczas głównej jeszcze nie), bo zadbał, aby podawać na bieżąco informację, do jakiego kraju trafia sprzedawana klacz, to na Służewcu zapomniał o tej powinności. O tym standardzie aukcyjnym. Ponieważ kilka osób głośno się tego domagało na początku aukcji, to ogłoszono, że te informacje (za ile i gdzie konie zostały sprzedane) zostaną podane na zakończenie aukcji, zbiorczo. Ale tak się nie stało.

 

Kiedy z kolei zwróciłem się do Tomasza Chalimoniuka, aby sprawił, żebyśmy otrzymali informację, gdzie trafiły te janowskie klacze, na które oferty były złożone wcześniej, chodzi o Adelitę, Amarenę, Bambinę i wydzierżawioną Pingę – zasłonił się Rodo. Zaskoczyło mnie to i zdziwiło, bo jak do tej pory prezes PKWK w sprawach aukcji koni arabskich działał transparentnie i nie próbował niczego ukrywać przed opinią publiczną.  W tym miejscu dodam, że dzień po aukcji prezes Chalimoniuk, do którego ponownie się w tej sprawie zwróciłem, obiecał, że jak otrzyma z Janowa Podlaskiego informację, z jakich krajów pochodziły oferty na wspomniane klacze, to ją poda do wiadomości publicznej. Na razie sam tego nie wie, przynajmniej oficjalnie. A więc Panie Prezesie – czekamy i trzymamy za słowo.

 

Jak już o prezesie PKWK mowa, to trzeba podać, że dotrzymał słowa i do wzoru umowy dzierżawy klaczy wprowadził zapisy, które dają stadninom prawo do odstąpienia od umowy w razie niezaakceptowania kliniki, w której miałyby być pobierane zarodki, do odstąpienia od umowy w razie niezaakceptowania miejsca pobytu i treningu dzierżawionej klaczy. Te zapisy powstały w ostatniej chwili, zapewne pod wpływem głosów takich osób jak Alina Sobieszak czy Agnieszka Bojanowska (swoje obawy wyartykułowała precyzyjnie na konferencji prasowej przed aukcją). Zapisy te, których nie ma w regulaminie aukcji, zostały więc dodane tuż przed aukcją, i aukcjoner o nich powiedział głośno, więc wszyscy którzy byli na Służewcu, zostali skutecznie poinformowani. Te zapisy zabezpieczające interesy polskiej hodowli są czymś pozytywnym i trzeba je zapisać na plus prezesowi Chalimoniukowi. Drugim plusem była oprawa aukcji.

 

Szkoda tylko, że te dwa plusy nie równoważą wielu minusów, jakie przyniosła Winter Star Horse Auction. Aukcji, która spełniła tylko jeden cel. Było nim podreperowanie finansów janowskiej stadniny. Żadnych innych celów nie spełniła, a nawet trzeba powiedzieć, że w wielu przypadkach była przeciwskuteczna.

Jakim kosztem?

A jeśli chodzi o ten jeden cel, to trzeba zwrócić uwagę na to, jakim kosztem się to odbyło. Nie mam na myśli finansów, a hodowlę. W janowskim stadzie matecznym, biorąc pod uwagę także sierpniową aukcję, została zrobiona olbrzymia wyrwa w grupie najlepszych klaczy. Primera, Pianova, Anawera (choć de facto po aukcji) i Potentilla podczas Pride of Poland, a teraz Adelita, Amarena, Bambina. Tak liczna grupa wybitnych klaczy sprzedana w jednym roku, a do tego Pinga, która okresowo, ale jednak jest wyłączona z polskiej hodowli – to wydarzenie bez precedensu. Czegoś takiego nigdy polska hodowla państwowa nie doświadczyła. Jeśli to nie jest wyprzedawanie rodowych sreber, aby się utrzymać, to co to jest?

 

Kolejne pytanie – co janowska stadnina zaproponuje do sprzedaży na Pride of Poland w 2020 roku? Jaką gwiazdę, jeśli w ogóle jeszcze jakieś zostały w Janowie Podlaskim?

 

No i kolejna kwestia – a co będzie, jeśli nieudolne gospodarzenie sprawi, że spółka rok 2019 ponownie zamknie wielkim minusem? A jeśli w roku 2020 nadal będzie minus to co? Będzie się tę dziurę finansową nadal zasypywać gwiazdami, kosztem programu hodowlanego? Kosztem jakości matecznego stada?

 

Do Pana Ministra

Aukcję poprzedziło wystąpienie ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Aroganckie i kłamliwe. Aroganckie, bo tymi samymi słowy, które już słyszałem na konferencji prasowej, deprecjonował ludzi ze środowiska „arabiarzy”, jako tych mających o sobie zbyt wygórowane mniemanie. Jako tych niegodnych, aby słuchać, co mają do powiedzenia. Jako tych, którzy w obronie swoich stołków zaalarmowali cały świat, wyrządzając tym Polsce wielką szkodę, a przecież powinni wiedzieć, że nie ma ludzi niezastąpionych, a właściciel, czyli Państwo, ma prawo każdego odwołać. Może minister nie używał dokładnie tych sformułowań, ale taki był sens jego wypowiedzi.

 

A w ogóle zaczął swoje wystąpienie od stwierdzenia, że: Nie było żadnej zapaści hodowli koni w Polsce. Mamy ogromny zasób koni i chcemy się tym dobrem dzielić, ale za odpowiednią cenę – dodał minister. – Nigdy nie dopuścimy do tego, aby wyprzedawać to co najlepsze.

  

I to ostatnie zdanie jest powodem, dla którego nie waham się użyć określenia, że wypowiedź ministra Ardanowskiego jest kłamliwa. Nazwy klaczy, które przytoczyłem kilka akapitów wcześniej (Primera, Pianova, Anawera, Potentilla, Adelita, Amarena, Bambina) przeczą jego słowom.

 

Z ministrem Ardanowskim jest pewien kłopot. Z jednej strony niektóre jego ruchy były rozsądne i z korzyścią (bądź dawały taką nadzieję) dla państwowej hodowli koni arabskich. Mam na myśli danie zielonego światła do odwołania Macieja Grzechnika ze stanowiska prezesa SK Michałów, czy powołanie do rady hodowlanej (choć tutaj skończyło się na nadziejach) Jerzego Białoboka i Anny Stojanowskiej, osób wyrzuconych za sprawą jego poprzednika, Krzysztofa Jurgiela.

Ale gdy minister Ardanowski zabiera publicznie głos w sprawach hodowli koni arabskich, to z rozsądnego urzędnika zamienia się w partyjnego aparatczyka, który napastliwymi i aroganckimi wypowiedziami usiłuje zakrzyczeć rzeczywistość. Jakby dostał partyjne polecenie, że publicznie musi bronić poprzednika, którego zastąpił, nawet gdyby prywatnie uważał, że poprzedni minister był szkodnikiem. Najważniejsza jest linia partii, a ta nie myli się nigdy, więc tych, którzy krytykują jej linię, należy atakować. Należy udowadniać, że linia partii jest słuszna. A jak się nie ma argumentów merytorycznych, aby to wykazać, to pozostaje publiczne atakowanie wrogów partii i argumenty siły, czy może raczej aroganckiego krzyku. Mnie jako żywo w takich momentach przypomina się głęboka komuna i towarzysz Wiesław.

 

Panie Ministrze! Ma Pan rację, twierdząc, że nie było zapaści w hodowli. W tym sensie nie było zapaści, że w tym roku (i w latach poprzednich) nie zobaczyliśmy efektów żadnej zapaści. Hodowla działa bowiem z pewną bezwładnością i efekty działań – czy to negatywne, czy pozytywne – przychodzą dopiero po kilku latach.

Na razie na sierpniowej aukcji, po której mógł Pan obwieścić sukces finansowy, jak i 7 grudnia na Służewcu, janowska stadnina uzyskiwała wysokie ceny za klacze wyhodowane przez Marka Trelę, a Michałów za klacze wyhodowane przez Jerzego Białoboka. Czy podobne ceny będzie można uzyskiwać za konie wyhodowane przez ich następców, przekonamy się dopiero za kilka lat.

 

Zapaść miała miejsce, ale w dwóch innych obszarach. Pierwszy to finanse stadnin. Przypomnijmy, że przez 15 lat rządów panów Białoboka i Treli obie stadniny zawsze miały dodatni bilans finansowy. A teraz? Za rok 2018 SK Michałow zanotowała stratę 1,3 mln zł, a SK Janów Podlaski stratę notuje już kolejny rok z rzędu: w 2017 roku wyniosła ona 1,6 mln, a za 2018 - 3,2 mln zł.

 

Drugi obszar to marka i wyniki finansowe Pride of Poland. Rok 2019 daje nadzieję, że utrata marki nie była bezpowrotna, ale oszukańcza aukcja w 2016 roku oraz fatalne finansowo i prestiżowo aukcje w latach 2017 i 2018 – to są fakty.

 

I tych wszystkich faktów nie zakrzyczy Pan swoimi aroganckimi i napastliwymi wypowiedziami publicznymi!

Marek Szewczyk



Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5