| Wpływ koronawirusa na PSK |
Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 22.03.2020, 15:36:48 Pani Beata Kumanek kolejnymi apelami wywołała dyskusję pod tytułem przytoczonym powyżej. O obecnej sytuacji, którą powoduje paskudny wirus, nieco później. Teraz pozwolę sobie odpowiedzieć pani Iwonie Głażewskiej, która wywołała mnie do tablicy takim wpisem:
Jerzy Białobok był zdania, iż PSK mogą utrzymać się same. / Takie było m.in. zdanie Marka Szewczyka oraz Aliny Sobieszak.
Ciekawe, co na takie dictum wymienione osoby? Tak, tak właśnie twierdziłem i podtrzymuję tę ocenę. Muszę tylko zwrócić uwagę na jedno – to dotyczy tego, co było do 2019 roku. O sytuacji w 2020, czyli w cieniu koronowirusa, za chwilę.
Tak, państwowe stadniny arabskie, choć zostały w 2004 roku (podobnie jak inne stadniny i stada) spółkami prawa handlowego, mogły dobrze funkcjonować w tych nowych uwarunkowaniach. Udowodnili to Jerzy Białobok i Marek Trela, kiedy przez 15 lat byli nie tylko hodowcami w tych stadninach, ale także ich prezesami. Zawsze kiedy oni kierowali tymi spółkami, przynosiły one dochód, a wyhodowane przez nich konie rozsławiały Polskę na cały świat.
Nawet po ich wyrzuceniu stadniny te mogłyby nadal funkcjonować na podobnym poziomie, gdyby nimi zarządzali kolejni fachowcy. Fachowcy zarówno od hodowli, jak i od zarządzania przedsiębiorstwem rolnym. Niestety, tych fachowców po prostu nie ma. Zarówno obecna ekipa rządząca, jak i poprzednie (PO/PSL czy SLD/PSL) „zadbały” o to, aby fachowców wycinać, a spółki obsadzać „swoimi” ludźmi. Swoimi, ale niekompetentnymi.
Fakt, że ciągle nie znamy wyników konkursów na stanowiska prezesów stadnin w Janowie Podlaskim i w Michałowie, najlepiej świadczy, że obecna władza ma wielki problem, skąd ich wziąć.
Jednak to, że potwierdzam tezę, iż stadniny arabskie mogłyby nadal dobrze funkcjonować, nie oznacza, że można mnie zaliczyć do zbioru tych, którzy – jak twierdzi pani Kumanek – za wszelką cenę sprzeciwiali się jakiejkolwiek pomocy państwa dla państwowych stadnin koni arabskich argumentując, że dobre zarządzanie jest panaceum na wszystkie bolączki finansowe…
Nie miałbym nic przeciwko temu, aby wróciły te czasy, kiedy zarówno stadniny koni, a przede wszystkim stada ogierów były dotowane przez państwo na zasadzie konkretna suma rocznie przypisana do ogona etatowego ogiera czy etatowej klaczy. Tyle, że nie wierzę w to, aby kiedykolwiek to nastąpiło. Nie nastąpi to ani za rządów PiS, ani za rządów jakiejkolwiek koalicji, która kiedyś (bo to w końcu nastąpi) przejmie władzę po Kaczyńskim.
Napisałem m.in. o tym cały cykl artykułów pod tytułem „Los państwowej hodowli koni i Janowa jest przesądzony” (pierwszy 18 II 2019) i tam, a zwłaszcza do ostatniego tekstu pt. „O woli politycznej, a właściwie jej braku” (27 II 2019) odsyłam zainteresowanych moimi tezami o hodowli państwowej i o tym, dlaczego żadna władza nie zdecyduje się na dotowanie państwowej hodowli. Nic się w tej materii nie zmieniło.
A koronawirus – zapyta ktoś? Czy on nie zmienia sytuacji?
Tak, zmienia i to dramatycznie. Jeśli epidemia będzie się w takim tempie rozwijać w Polsce i na całym świecie – a wszystko wskazuje na to, że najgorsze ciągle przed nami – to sytuacja państwowych stadnin, w tym arabskich, stanie się dramatyczna. Jeżeli ten swoisty stan wyjątkowy, w tym zakaz podróżowania, będzie obowiązywał w maju i czerwcu, to o aukcji w sierpniu trzeba będzie zapomnieć. Sytuacja Janowa Podlaskiego – i tak bardzo ciężka – stanie się jeszcze trudniejsza. Koronawirus sprawia też, że trzy klacze podobno sprzedane na zimowej aukcji (Adelita, Amarena i Bambina) jeszcze długo (o ile w ogóle) nie będą mogły opuścić Janowa Podlaskiego, a pieniądze za nie do kasy spółki nie trafią jeszcze długo ( o ile w ogóle).
Tak, ta wyjątkowa sytuacja usprawiedliwia jak najbardziej postulat, aby państwowe stadniny wesprzeć finansowo. Aby znaleźć jakiś wytrych, który będzie można zastosować, aby obejść unijny zakaz dotowania spółek państwowych.
Tyle, że tak się nie stanie z innego powodu. Ano z takiego, że sytuacja finansowa wielu innych branż (żeby wymienić tylko turystykę, hotelarstwo, linie lotnicze) stanie się jeszcze bardziej dramatyczna niż sytuacja państwowych stadnin. A pieniądze z budżetu trzeba będzie przeznaczać na ratowanie innych obszarów. A ta kołdra i tak będzie za krótka dla wszystkich.
Aktualne stanie się przysłowie „nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”. Marek Szewczyk |

