| Oświadczenie |
Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 11.08.2020, 12:03:49 W związku z incydentem, jaki miał miejsce w Janowie Podlaskim w niedzielę, w dzień aukcji Pride of Poland, a który wzbudził zaskakująco duże zainteresowanie, a także dlatego, że już mi się nie chce tłumaczyć kolejnym dziennikarzom bądź znajomy, jak to było – oświadczam co następuje: Tak, potwierdzam, uderzyłem Mateusza Leniewicz-Jaworskiego. Ale nie dlatego, że jest osobą, która wyrządziła duże szkody w państwowej hodowli koni arabskich w Polsce, ani dlatego, że go nie lubię. Nie bijam osób tylko dlatego, że kogoś nie lubię, ani nawet nie bijam na co dzień tych, którymi gardzę. Uderzyłem, gdyż zostałem obrażony.
A było to tak. Mniej więcej na pół godziny przed rozpoczęciem aukcji, na zapleczu namiotu dla VIP-ów i kupców, znienacka natknąłem się na pana Jaworskiego. Minęliśmy się w odległości mniej więcej pół metra. On z telefonem komórkowym przy uchu szedł w jedną stronę, a ja w przeciwną. Kiedy się mijaliśmy, usłyszałem, jak pan Jaworski mówi do osoby, z która prowadził konwersację przez telefon, ale bardzo wyraźnie i głośno, z intencją, abym i ja usłyszał: „właśnie mijam Szewczyka, tę mendę”.
Komunikat do mnie dotarł, więc zareagowałem. Zawróciłem i dałem mu w pysk. Otwartą dłonią. Uderzyłem go więcej niż raz, bodajże trzy razy. Ale nie biłem pięścią, bo nie chodziło mi o to, aby uszkodzić ciało, ale o oto, aby go zabolała dusza. Niech wie, że nie można mnie bezkarnie obrażać.
Potem do akcji wkroczyli najpierw ochroniarze, a potem policja. Obie służby zadziałały profesjonalnie i kulturalnie. A po spisaniu przez policjantów naszych zeznań, obaj wróciliśmy do namiotu VIP, gdzie właśnie rozpoczęła się aukcja. Cały incydent miał miejsce na zapleczu namiotu dla VIP-ów i kupców i choć nie mam 100-procentowej pewności, ale sądzę, że nikt z gości nie widział tego zajścia i nie miał on wpływu na przebieg aukcji.
To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat. Marek Szewczyk |

