Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Lekarz, ale nie od leczenia

Nadesłany przez Marek Szewczyk Data 27.03.2021, 21:08:12

Jerzy Sawka, dyrektor partynickiego toru wyścigowego we Wrocławiu, założył internetowe pismo „Folblut, magazyn o wyścigach”. I jak na byłego dziennikarza (i obecnego, bo nadal nim bywa) zaczął zapełniać ten tytuł swoimi artykułami. Tytuły dwóch pierwszych mówią, czym na początek się zajął. „Po co nam wyścigi konne, czyli jak głęboko w lesie jesteśmy i jak się z niego wydostać” oraz „Światek polskich wyścigów konnych ciągle tkwi mentalnie w PRL.”

 

Ponieważ Jerzy Sawka zachęca do dyskusji w poruszanych tematach, więc się zgłaszam. Co prawda nie na jego poletku, tylko na swoim, ale dziś w dobie mediów społecznościowych nie ma to znaczenia gdzie się pisze, tylko co.



Jerzy Sawka poruszył sporo wątków, z których wiele nadawałoby się do polemiki. Nie będę się jednak odnosił do nich po kolei, bo zajęłoby to zbyt wiele miejsca. Skupię się na jednym wątku, ale zanim do niego przejdę, zwrócę uwagę na jeden element.

 

Pierwszy ze wspomnianych tekstów ukazał się jakiś czas temu (zanim jeszcze powstał „Folblut”) na łamach „Gazety Wyborczej”, w której kolega Sawka pełnił niegdyś funkcję redaktora naczelnego wrocławskiego oddziału tego tytułu. Tekst jest adresowany do czytelników „GW”, a nie do ludzi tkwiących głęboko w branży wyścigowej, a więc mających pojęcie o kulisach wielu spraw. Kiedy jednak ukazał się w „Folblucie” od razu wywołał reakcję anonimowego, ale wiedzącego co w trawie piszczy „Ojca Mateusza”, który ustosunkowując się do tekstu Sawki, poruszył wiele wątków na forum dyskusyjnym strony internetowej „Tower Racing.”

Między innymi ustosunkował się do prywatyzacji stajni na Partynicach, czym się Sawka chwali. Pisze tak: Tor sprywatyzował też trenerów i ich ekipy. Do tego czasu byli oni na etatach miasta, co stanowiło kuriozum na skalę świata.

 

No faktycznie, stanowiło. Ale kol. Sawka nie napisał, jak ten proces, kilkuletni, wieloetapowy, wyglądał i do czego doprowadził. Do stworzenia grupki uprzywilejowanych trenerów, z których wielu stało się wasalami pana-władcy na Partynicach. Jednym z nich jest trener skazany za stosowanie dopingu. Wasalizacja trenerów, feudalny sposób traktowania podwładnych przez pana-władcę, czy szarogęszenie się na partynickim torze wspomnianego nieuczciwego trenera, to są sprawy, o których się nie przeczyta w „GW”, ale które są dobrze znane w środowisku wyścigowym.

 

Na facebooku też zresztą można przeczytać to, czego się nie przeczyta na stronie „Folbluta”. Bo tam jest zapis, że Redakcja „Folbluta. Magazynu o wyścigach” nie zamieszcza pod tekstami komentarzy, bo nie ma czasu ani ochoty na udział w jałowych dyskusjach i walkę z hejtem. Otwiera natomiast łamy dla rzeczowych polemik i innych punktów widzenia.

 

A na FB tych wpisów jest wiele. I to raczej tych „innych punktów widzenia”.

Mój też będzie z gatunku „innych”. A ponieważ się znamy od lat i jesteśmy na „ty”, pozwól Jurku, że będę się zwracał do Ciebie bezpośrednio.

 

Na początek chciałem Ci uświadomić, że bez względu na to ile jest racji w tym co piszesz (a jest bardzo dużo), ani na to, ile pochwał pod swoim adresem wypiszesz (a na wiele z nich zasłużyłeś), nie przykryje to stanu faktycznego. Ludzie ze środowiska wyścigowego wiedzą, w jaki sposób zarządzasz partynickiem torem i na co pozwalasz swoim wasalom i jak tępisz tych, którym się twoje rządy nie podobają. A są to rządy w stylu rosyjskich carów, którzy nie tolerowali krytyki.

 

A teraz przejdźmy do głównego wątku, czyli tego, jak to środowisko wyścigowe w Polsce tkwi mentalnie w PRL. Podzielam tę opinię. Obserwuję to od lat. Tę zaściankowość, to zamknięcie na zewnętrzny, zmieniający się dynamicznie świat. Tę postawę, „bo nam się należy”. Dajcie nam na nagrody, na remonty, ale poza tym niczego nie zmieniajcie, bo to nasz świat i ma być w nim, tak jak było w przeszłości.

 

Trafnie Jurku definiujesz, że wyścigi konne w postpeerelowskiej rzeczywistości uratowała decyzja polityczna w wyniku której państwowy Totalizator Sportowy w roku 2008 wziął w dzierżawę na 30 lat warszawski tor i zobowiązał się do jego utrzymywania oraz wyasygnowania stałej puli na nagrody. Aż tyle i tylko tyle, bo Totalizator zakwalifikował ten nowy nurt swojej aktywności jako działalność misyjną, niedochodową, czyli w zasadzie muzealną.

 

Słusznie też wieszczysz, iż może dojść do tego, że, definitywna śmierć branży nastąpi wraz z ostatnią transzą 8 mln zł.

 

Ale jak słusznie zauważasz, to nie jest tylko polski problem. Wyścigi konne mają problem na całym świecie. Za sprawą współczesnego podejścia do zwierząt i konkurencji finansowej innych gier dostępnych w przebogatym internecie, branża, żeby przetrwać, musi skorygować swój charakter i zaproponować akceptowalny społecznie oraz atrakcyjny dla widowni nowoczesny model.

 

Ale kto ma się zająć tworzeniem tego „nowoczesnego modelu” funkcjonowania wyścigów konnych? Kto ma być liderem tych przemian?

 

Piszesz, że największa odpowiedzialność za przyszłość wyścigów spoczywa na Polskim Klubie Wyścigów Konnych, który – żeby jego działalność miała sens – musi stworzyć program rozwoju wyścigów i wziąć za jego skutki pełną odpowiedzialność. I znowu pełna zgoda.

 

W innym zaś miejscu piszesz:

Kołem zamachowym polskich wyścigów konnych może być tylko Służewiec. A dlaczego „tylko” Służewiec? Inne tory wyścigowe są zwolnione z obowiązku myślenia o przyszłości branży?

 

Zresztą w innym miejscu sam sobie przeczysz, pisząc tak: Przyszłość wyścigów zależy przede wszystkim od samej branży…  A branża, to jak wyliczasz: Trenerzy, jeźdźcy, właściciele koni, dziennikarze branżowi, specjaliści od rodowodów i historii…

A dyrektorzy torów wyścigowych nie?

 

Jerzy Sawka jest jak lekarz, który stawia prawie same trafne diagnozy, ale od leczenia umywa ręce. Tym mają się zająć inni. Pozostając przy lekarskiej terminologii – dyrektorem szpitala jest prezes PKWK i na nim spoczywa największa odpowiedzialność. Ale zaraz za nim plasują się ordynatorzy oddziałów, czyli dyrektorzy trzech torów wyścigowych w Polsce i wśród nich jest Jerzy Sawka. A dopiero potem jest cała reszta personelu szpitalnego, a więc trenerzy, właściciele koni wyścigowych, jeźdźcy, sędziowie, pracownicy Trafu, jednym słowem – cała branża.

 

Tak więc Jurku, czas zakasać rękawy i wziąć się za rozwiązywanie tego problemu, który do tej pory omijałeś szerokim łukiem. Zawsze mnie to dziwiło, kiedy odwiedzałem partynicki tor z okazji ważniejszych dni wyścigowych, że tak wielka liczba publiczności (tu gratulacje za to osiągnięcie) przekłada się na bardzo mizerne obroty w zakładach wzajemnych. Nie wiedziałem, że nawet w Sopocie, są one większe niż we Wrocławiu, co wyczytałem z Twoich tekstów. Jeszcze bardziej dziwiło mnie, że ten poważny problem de facto nie jest żadnym problemem dla Ciebie, ani innych ważnych osób partynickiego toru. Nie funkcjonował w rozmowach, jakie w te dni można było słyszeć na torze w gronie pracowników. Nie stanowił powodów do zmartwienia. Nie był powodem do „burzy mózgów”, aby temu zaradzić.

 

Jak ocenić takiego lekarza, jakim się jawi Jerzy Sawka? Czy samo stawianie trafnych diagnoz wystarcza do pozytywnej oceny? Moim zdaniem nie. Obowiązkiem lekarza jest bowiem nie tylko stawianie trafnych diagnoz - to dopiero pierwsza część jego powinności. Jego podstawowym obowiązkiem jest leczyć. A jeśli nie chce tego robić, to znaczy że jest kiepskim lekarzem.

Marek Szewczyk

 


Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5