| Inna perspektywa - na pewno |
Autor: Gość Wysłano: 8.08.2016, 9:04:41 Szanowny Panie Redaktorze Wywołany do tablicy – odpowiadam. W mojej polemice do pana tekstu, gdzie napisałem: „Gdyby Pan nie wiedział, to na ostatnim zjeździe PZJ delegaci zgłosili wiele poprawek do statutu, które komisja uwzględniła” wyraziłem się mało precyzyjnie. Miałem na myśli Walne Zgromadzenie które odbyło się w dniu 31 maja 2016r. Co prawda nie byłem jego uczestnikiem, ale oglądałem relację internetową. Stąd moja wiedza o jej przebiegu i opuszczeniu obrad przez delegatów z Mazowsza. Myślę, że w/w przykład będzie odpowiedzią na Pana następną wątpliwość odnośnie ilości poprawek. Nawet w tak prostym tekście jaki udało mi się sklecić, pisząc mało precyzyjnie wprowadziłem Pana w błąd (za co przepraszam). Jestem ciekaw, ile poprawek wprowadziłby prawnik specjalizujący się w statutach związków sportowy, gdyby ten statut napisał Pan. Co do polszczyzny nie mam wątpliwości, że byłby to tekst napisany nienaganną polszczyzną. Co do meritum i poprawności prawnej – tu nie byłbym takim optymistą. Ale może się mylę. Następny Pana zarzut dotyczy nieszczęsnego Par 58 p 1. Tutaj muszę zacytować samego siebie: „Nie przepadam za takimi uogólnieniami, ale jako prosty człowiek z prowincji nic innego nie mogę wymyślić. Myślę że „prawda” widziana z perspektywy stolicy różni się zdecydowanie od „prawdy” widzianej z perspektywy nas prostych ludzi z prowincji. Pana relacja z przebiegu obrad oraz mało eleganckie zachowanie niektórych delegatów z Mazowsza są tego dowodem”. Proszę łaskawie zwrócić uwagę na podkreślone słowa. Oczywiście te kilka zdań było z mojej strony prowokacją, która jak widzę przyniosła skutek. Prześledźmy chronologicznie wkład Mazowieckiego Związku Jeździeckiego w tworzenie statutu. 1. Do komisji statutowej wchodzi jeden z delegatów Mazowsza – pan Janusz Tomaszewski, który w szybkim czasie rezygnuje z pracy w komisji. Tajemnicą poliszynela jest, że głównym powodem rezygnacji był fakt, że nie wszystkie zebrania komisji odbywały się w Warszawie. 2. Delegaci z Mazowsza już przed pierwszym zjazdem statutowym (31-05-2016) publicznie nawołują do odrzucenia statutu, po czym bez przedstawienia jakichkolwiek merytorycznych uwag opuszczają WZ. 3. Przed WZ w dniu 31-07-2016 delegaci Mazowsza nawołują do całkowitego odrzucenia statutu z powodu Par. 58 p.1. 4. Na WZ, po wniosku p.Uchwata aby głosować przyjęcie statutu bez poprawek (już po autokorekcie dotyczącej par.58 p.1) delegaci z Mazowsza krzykami i tupaniem zablokowali głosowanie nad statutem. Zostały wprowadzone poprawki do statutu. W większości mało istotne, ale na pewno poprawiające samopoczucie wnioskodawców. 5. Na wszelkich forach internetowych pojawiają się hymny pochwalne na temat mądrości i odpowiedzialności delegatów z Mazowsza – jednym słowem, gdyby nie ich wspaniała postawa, to PZJ nie miał by nowego statutu. Szanowny Panie Redaktorze – w tym momencie przypomina mi się stary dowcip na temat Lenina. „Czy to prawda, że Lenin kochał dzieci? Ależ tak. Kiedyś przyszły do Lenina dzieci. Lenin miał w szufladzie pistolet. Mógł zastrzelić dzieci, ale nie zastrzelił. To oznacza, że kochał dzieci.” W tym momencie odpowiem Panu na obawy dotyczące moich prowincjonalnych kompleksów. Szkoda, że nie dostrzegł Pan w moim podpisie gorzkiej ironii, ale trudno. Stanowczo odcinam się od takiej formy zarządzania naszym związkiem, gdzie członkowie najwyższej władzy (delegaci na WZ) zajmują się wyłącznie wojną podjazdową i negowaniem wszystkiego co nie pochodzi od nich samych. Dalej nie będę się rozpisywał na ten temat – szkoda czasu. Kolejna sprawa – konsultacje z prezesami WZJ. O ile wiem, takie spotkanie było oficjalnie zwołane. Prezesi przekazywali na nim poglądy delegatów ze swoich WZJ-tów. Był to jeden z elementów konsultacji społecznych, jakie przeprowadziła Komisja statutowa. Brak Pańskiej wiedzy na ten temat pozostawiam bez komentarza. Na koniec pragnę się nie zgodzić, że w bardzo wielu punktach mamy zbieżne poglądy. Choć z pozoru może tak wyglądać. Różnimy się w fundamentach, na których budujemy swoje opinie. Pan zajmuje się głównie krytyką. Po przeglądnięciu Pańskiego bloga zauważyłem sporo sprostowań i przeprosin. Świadczy to w mojej ocenie, że krytykuje Pan dla samego krytykowania. Ja natomiast w pierwszej kolejności staram staram się motywować ludzi do pracy, doceniać ich małe i duże osiągnięcia. Pisze Pan, że stanąłem w obronie Komisji Statutowej z powodu obecności w niej mojej żony. Proszę mi uwierzyć, moja żona doskonale daje sobie radę sama. Myślę, że każdy kto ją zna bliżej może potwierdzić moje słowa. Moja obrona Komisji Statutowej podyktowana jest właśnie takim myśleniem. W wielu sprawach nie zgadzam się z Panem Mosakowskim i Panem Święcickim (o mojej żonie nawet nie wspominam). Ale jednego nie można im odmówić. Włożyli w przygotowanie statutu ogrom pracy kosztem rodziny i własnych spraw. Robili to wszystko za darmo. Co ich za to spotyka? Mieszanie z błotem. Jakoś nie widziałem na WZ tłumu delegatów, którzy dziękowali by członkom komisji statutowej za ich pracę. Kończąc, życzę Panu spojrzenia na świat i ludzi właśnie z takiej perspektywy. Wiem, że zamierza Pan aplikować na stanowisko prezesa PZJ. Przy takim sposobie myślenia gwarantuję, że po roku pana prezesowania jedynym co nam pozostanie, to skorzystanie z małopolskich doświadczeń w reorganizacji Zarządu. Z wyrazami szacunku Jacek Turczyński Ps. Na tym chciałbym zakończyć ten wątek. „Młodzież” z zarządu MZJ poganiania mnie do pracy nad nowym statutem. Muszę się tym zająć. |

