| Odp.: stadniny a lokalna społeczność |
Autor: Gość Wysłano: 4.03.2019, 8:55:21 No tak, oczywiście to są argumenty nie do zbicia i bardzo pesymistyczne. Ale ja pamiętam szare smutne lata osiemdziesiąte i rozmowę z moim kolegą. Uważałam, że „Solidarność” się nie podniesie, że nie widzę szans na zmianę. A on popatrzył i powiedział : zamiast narzekać, to trzeba pracować by jednak się zmieniło. Miał rację. Teraz, gdy nad stadninami wisi zagłada (a ja najbardziej boję się „gwoździa do trumny” w postaci wyprzedaży gwiazd klaczy matek na jubileuszowej aukcji) jest podobnie. Choć racjonalnie nadziei nie ma, to nie można składać broni i odwrócić się plecami od tego co się dzieje. Musimy się domagać i pomyśleć jak to zrobić, by władza naprawiła to co popsuła, a co jest wartością. W skali państwa ma to bardziej wartość symboliczną i historyczną niż ekonomiczną, ale ta też jest ważna. Zbyt mi zależy na stadninach, by opuścić ręce. Agnieszka Bojanowska P.S. I jeszcze jedna uwaga. To, jak kto ocenia pracę zdymisjonowanej trójki, a jak widać mamy tu pełen wachlarz opinii, nie powinno być teraz istotne. Naszym zadaniem jest obronienie stadnin i wśrod sojuszników w tej batalii nie ma miejsca tylko dla tych, którzy do tej destrukcji dołożyli rekę: panów Leniewicza, Skomorowskiego, Pietrzaka, Grzechnika i pań Sztuki, Chmiel, Luft. Wymieniam tylko „arabskich’” destruktorów, bo o dziale koni półkrwi nic nie wiem. Wielka szkoda, że jak pokazał ostatni zjazd PZHKA, w zwiazku sojusznika nie znajdziemy... |

