| Oczom nie wierzę |
Autor: Gość Wysłano: 14.08.2019, 6:32:56 Czytam, i oczom nie wierzę. Byłam na auckji, widziałam wszystko z bliska, dlatego muszę odnieść się do kilku wątków poruszonych przez Marka Szewczyka. Zacznę od mojego pierwszego i wielkiego ALE. Otóż Marek Szewczyk ubolewa, iż minister nie powierzył organizacji aukcji Annie Stojanowskiej i Jerzemu Białobokowi. Wprost nie mogę uwierzyć, że czytam takie stwierdzenie. Powiedzmy sobie jasno. Gdyby tak się stało, mielibyśmy do czynienia z rażącym konfliktem interesów i łamaniem podstawowych norm przyzwoitości. Przecież Anna Stojanowska i Jerzy Białobok, prowadząc prywatne firmy, zajmują się nie tylko doradztwem hodowlanym, lecz również pośrednictwem w handlu końmi. Jako tacy nie powinni byli zostać członkami rady ds hodowli koni, zaś ewentualne powierzenie im organizacji aukcji Pride of Poland byłoby niebywałym skandalem. Tu nie chodzi o podważanie indywidualnej uczciwości tego czy owego, tu chodzi o zasadę. Powiem więcej. Otóż w trakcie aukcji Pride of Poland siedziałam przy stoliku obok stolika Christine Jamar. Jerzy Białobok, członek rady ds hodowli koni przy ministrze rolnictwa, nie zajmował miejsca u boku swego pryncypała. Nie, bo całą aukcję spędził przy stoliku Christine Jamar, aktywnie wspierając ją przy zakupach na aukcji. Słyszałam na własne uszy jak kilka razy ponaglał aukcjonera by wreszcie przybił młotek po raz trzeci (wówczas gdy licytowała Christine Jamar). Dla mnie ten właśnie fakt był największym zgrzytem aukcji Pirde of Poland. Skoro Jerzy Białobok zgodził się zostać członkiem ww. rady, elementarne standardy etycznie nie powinny pozwolić mu na aktywne działanie w trakcie aukcji na rzecz jednego z kupujących. Ale kogo to obchodzi? Jerzemu Białobokowie wolno wszystko. Powtórzę po raz kolejny, J.B. powinien natychmiast ustąpić z rady, bądź zostać z niej odwołany. Zadam jeszcze jedno pytanie, na które z pewnością nie uzyskam odpowiedzi. Otóż jestem bardzo ciekawa, czy Jerzy Białobok otrzymał jakiekolwiek prowizje z tytułu sprzedaży tego czy innego konia na tegorocznej aukcji Pride of Poland. Przy zachowaniu demokratycznych standardów, nie powinien. Z tekstu Marka Szewczyka jasno wynika, że są kupcy lepsi i gorsi. Ci lepsi to Christine Jamar, Al Thumama Stud, Suweco Stud Niny Suskevicowej. Privilege Arabians i pozostali należą do tych gorszych. Tak się dziwnie składa, iż ww. lepsi to klienci Jerzego Białoboka i Anny Stojanowskiej, która ponoć wyceniała konie aukcyjne. Dodam tutaj jeden zadziwiający fakt. Otóż przed aukcją usłyszałam przy hotelowym śniadaniu od jednej osoby, iż Galeridę kupi Al Thumama Stud za 400 tysięcy euro, zaś Emanolla powędruje do Christine Jamar za 130 tysięcy euro. Powędrowała za 135 tysięcy euro. Podobno środowisko już dawno wiedziało, że tak się stanie. I tak się stało. Bez komentarza. Wszyscy też wiedzą, że owa anonimowa osoba reprezentująca Ninę Suskevic to Joanna Wojtecka, zasiadająca na aukcji przy swojej chlebodawczyni. Dodam też, iż mimo oficjalnego zaproszenia, Anna Stojanowska wolała udać się na urlop niż do Janowa Podlaskiego na Narodowy Czempionat i Aukcję Pride of Poland. Znów bez komentarza. Marek Szewczyk napisał, że nudził się na aukcji. Jego prawo. Moim prawem jest wyrazić zdziwienie z tego powodu. Aukcja obfitowała w pełne dramaturgii momenty, jak np licytacja klaczy Potentilla, publiczność aktywnie wspierała licytację, atmosfera aukcji była wspaniała, a te kilka godzin upłynęło w moim odczuciu jak ledwie kilka chwil. W mojej ocenie, organizatorzy trafili w dziesiątkę w wyborze aukcjonera oraz spikera aukcji. Okazało się, że pan Nolan nie jest jedynym dobrym aukcjonerem na świecie. Chciałabym dobitnie podkreślić jedną rzecz. Całe wydarzenie w Janowie, tj. czempionat i aukcje zorganizował zespół liczący jedynie 4 osoby, a więc Agnieszka Iżewska, Tomasz Chalimoniuk, Marek Romański oraz Mariusz Rytel, przy wielkim wsparciu Grzegorza Czochańskiego. Ten niewielki zespół, mając do dyspozycji niewielkie środki, zorganizował imprezę w sposób nie budzący żadnych zastrzeżeń. Wprawdzie oprawa imprezy była skromna, ale w obecnej sytuacji finansowej stadnin wszelkie Bizancjum byłoby nie na miejscu. Tomasz Chalimoniuk i jego zespół wykonali swoje zadanie na piątkę. Grzegorz Czochański pokazał również, iż jest sprawnym organizatorem, a konie z prowadzonej przez niego stadniny odniosły wielki sukces na Narodowym Czempionacie, o czym wiedzą już wszyscy. Jeszcze jedno słowo o Polturfie. Jakoś ostatnio wszyscy zapominają, lub udają amnezję, lecz wynagrodzenie firmy Polturf za organizację aukcji nie sprowadzało się jedynie do owych 12 procent prowizji od sprzedaży koni. Do kieszeni Polturfu wędrowały również wszystkie wpływy z tytułu sprzedaży biletów wstępu i biletów vip, jak również wpływy z tytułu wynajmu miejsc parkingowych w stadninie, powierzchni handlowej, reklam i absolutnie wszystkiego. Wpływy te można oszacować na dodatkowe około 2 mln złotych, poza prowizją od sprzedaży koni. Mało tego. Na wypadek, gdyby nie sprzedał się żaden koń, Polturf miał zagwarantowaną w umowie minimalną prowizję w wysokości pół miliona złotych. Warunki królewskie, czyż nie? Z całą pewnością nie uda się nikomu udowodnić, że organizacja tegorocznej imprezy wyniosła drożej, niż za czasów Polturfu. Bo drożej nie brał nikt. Miniony weekend w Janowie był dla mnie wspaniałym przeżyciem, lecz przede wszystkim cieszą wyniki aukcji. Powiem szczerze, że gdyby to ode mnie zależało, nie sprzedałabym Anawery za 57 tysięcy euro czy El Safii za 10 tysięcy euro. Są to jednak moje osobiste odczucia związane z moją preferencją dla tych właśnie klaczy. Najważniejsze jest to, że stadniny otrzymały tak bardzo potrzebny zastrzyk finansowy. Na koniec serdecznie gratuluję więc organizatorom oraz SK Janówv Podlaski. Beata Kumanek |

