Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Ja tam wierzę (temu com widział i słyszał)...

Autor: Gość  Wysłano: 14.08.2019, 15:04:30

Wprawdzie nie byłem fizycznie na tegorocznych Dniach Konia Arabskiego, ale byłem tam sercem i poprzez "oko kamery". Oczywiście nic nie zastąpi bycia samemu na miejscu, jednako także dostępna mi perspektywa ma swoje plusy, gdyż poprzez obraz internetowy można być często w centrum "akcji", jak też zobaczyć takie szczegóły, których to nie sposób byłoby dojrzeć z innej perspektywy. Dni Konia Arabskiego, to - jak dla mnie przynajmniej - przede wszystkim Narodowy Pokaz (i championaty), skoro jednak ktoś zaczął od aukcji (od Bacha) to pozostanę w tej konwencji...

Wyniki rzeczonych aukcji generalnie, a na pewno w takim, a nie innym kontekście, okolicznościach i warunkach, są przyzwoite, choć z ich ostateczną oceną musimy się wstrzymać do czasu wpłynięcia (lub nie) wylicytowanych kwot oraz odebrania zakupionych koni. Przy tym trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż SK Michałów pozyskała 2/3 wszystkich środków, gdy tymczasem SK Janów Podlaski musi się zadowolić ledwie 1/3 (no ale dobre i co - może tak znajdą trochę kasy, by wreszcie posprzątać oborę i zadbać tam o higienę). Ta całościowo pozytywna ocena nie znaczy jednak, że wszystko poszło "gładko" i perfekcyjnie (jak chce widzieć to Beata Kumanek); bez żadnych błędów, uchybień czy nawet zgrzytów – co to, to nie... Przede wszystkim, na podstawie tego, co zobaczyłem, nie pozyskałem przekonania o walorach (wysokim profesjonalizmie) ekipy Erica Blaaka, bo sporo tam było jednak chaosu i niedociągnięć. Z drugiej strony ich próba wyartykułowania pewnej narracji na temat tegorocznej oferty, jak też nawiązania bliższej interakcji z klientami miała jakiś sens i nawet nieco wdzięku. Najbardziej niejednoznacznie wypadł Frederick De Backer, gdyż jego model prowadzenia licytacji jest nie do zaakceptowania na dłuższą metę (zauważył to już M. Szewczyk, ale muszę jeszcze do tego nawiązać, bo i mnie bardzo to zirytowało). Po raz pierwszy spotkałem się z taką sytuacją, że aukcjoner tak bardzo skupiał się na już osiągniętej kwocie (“mieląc” ją i powtarzając bez końca), a tak mało czasu, uwagi, energii i inicjatywy wykazywał wobec nowych postąpień. To coś niebywałego, do tego absolutnie nie zgodne ani z duchem, ani też regułami "optymalnej/właściwej licytacji". W tej mierze mógłby się wiele nauczyć choćby od M. Grzybowskiego, dla którego zawsze liczyło się przede wszystkim każde kolejne postąpienie (momentalnie zapominał on o kwocie już osiągniętej, przechodząc do wyższego poziomu). Dochodziło do tego, że aukcjoner przez tak bardzo przeżywał (przez wiele minut) już osiągnięte kwoty, iż zapominał poprosić o kolejne – w efekcie nieraz sami kupujący, widząc brak jego inicjatywy, proponowali dalsze postąpienia (dochodziło więc do kompletnego odwrócenie ról)! Ów Belg nie był więc ani takim dyrygentem, ani też takim przewodnikiem, jakim powinien być w takiej chwili i w takiej sytuacji. W ten sposób doprowadził do kilku “przestojów” (nie zgadzam się więc z optyką B.K., iż wszytko szło "jak po maśle"), które nie powinny mieć miejsca na tak prestiżowej imprezie, gdzie zawsze niezwykle ważną kwestią jest zachowanie wysokiej skali energii oraz rymu i rytmu (każde zaburzenie tych wartości jest błędem aukcjonera). W istocie żadna z licytowanych klaczy nie powinna być na ringu dłużej, niż kwadrans. Jak więc ocenić przypadek Cheronei, która pozostawała na scenie przez niemal 50 minut (przy ostatecznym wyniku marnych 65 tysięcy)? Jej licytacja była istną mordęgą dla wszystkich i popisem nieudolności/tremy aukcjonera. Ba, w pewnym momencie – w akcie desperacji – pomyślałem, iż licytacje kolejnych klaczy trzeba będzie odłożyć na następny dzień, gdyż jej nie skończy się przed północą. Co więcej styl/tryb/forma licytowania a’ la Frederick De Backer jest nieekonomiczna, czasochłonna, mało kreatywna i wręcz dysfunkcyjna. Jej ofiarą padła też Anawera, przy sprzedawaniu której doszło do sporego zamieszania (by nie rzec kontrowersji)... Już od początku szła ona dość nerwowo, a w jej końcowej fazie "oliwy do ognia dolał" Mariusz Rytel (co z tego, że z fajnym tembrem głosu i znający angielski, jak mało obeznany w temacie i bardzo nieporadny w wielu kwestiach), który – ni z tego, ni z owego – zgłosił się do aukcjonera z tekstem, że jakiś jego klient oferuje za nią 65 tys. euro, jeśli on mu ją sprzeda.. Na takie dictum De Backer najpierw mało nie spadł ze swego podestu, a następnie mu wyjaśnił, że właśnie prowadzi licytację i to na niej będzie się skupiał, a nie na dziwnych "ofertach". Tak czy inaczej to “obłędne”, a do tego pozaregulaminowe zapytanie M. Rytla (-ela) powinno stać się przedmiotem sprawdzenia, bo wyglądało ono na jakąś (nie przymierzając) prowokację. Co więcej, tuż po tym ów licytujący z Rumunii zaczął się nagle "rzucać przy swym stoliku" i coś niefajnego sugerować, po czym wstał jakby chciał opuścić halę aukcyjną w geście dezaprobaty. Ten incydent absolutnie powinien być wyjaśniony, gdyż nie wykluczone, iż w jego efekcie znów może być problem z odebraniem Anawery. Skądinnąd sympatyczny Belg mało też empatycznie zachował się w przypadku bardzo zaangażowanej w licytację Edithy, klientki z Austrii, której – jakby na złość – nie przyklepał sprzedaży; nawet wtedy, gdy cała hala jej tego życzyła, a ona sama stała już gotowa podejść do swego nabytku. Tym samym sprokurował sytuację, w której już "oddający pola" Arabowie z Trypolisu poczuli się sprowokowani do tego, by przebić jej ofertę (płacąc ostatecznie za córkę Edithę ledwie 2 tysięcy więcej. Po prostu “super” się stało, gdyż Libia to zaiste “idealne miejsce” do życia koni/ludzi…

W przeciwieństwie do niektórych tutaj nie uważam za takie genialne rozwiązanie - faktu, iż Ardanowski zakazał sprzedawać niesprzedane klacze przez cały następny rok, bo jest to klasyczne “wylanie dziecka z kąpielą”. Nie uważam tej decyzji za dobrą po pierwsze dlatego, iż PISowski urzędnik/minister uznał się za jedynego właściciela całego państwowego (więc nie pisowskiego) stada koni arabskich, tym samym przejmując nad nim odgórne/ręczne sterowanie (rzecz nie mająca miejsca nawet za czasów komuny). Po drugie dlatego, iż tak oto ubezwłasnowolnił zarządy stadnin w ich planach hodowlanych i decyzjach selekcyjnych. Jeśli nawet założyć, iż miał dobre intencje (w co wątpię), chcąc tak oto udaremnić ewentualne próby “cichych sprzedaży” (zakulisowego dogadywania się) po aukcji, to bardzo długa, bo aż roczna karencja, a przede wszystkim rozciągnięcie tego zakazu na wszystkie klacze (nawet te słabszej jakości, z Summer Stale) może przynieść więcej strat, niż korzyści – nie tylko finansowych, ale też wizerunkowych, gdyż odbiera mobilność, plastyczność zachowań hodowcom i czyni “sztywnym zakładnikiem” jednego człowieka zarządy stadnin. Nie rozumiem jak można być więc entuzjastą takich “porządków”. Przypominam też niektórym, iż w SK Michałów nie ma czegoś takiego jak “cicha sprzedaż ze stajni”, gdyż każdorazowo ogłaszane/rozpisywane są tam oficjalne przetargi. Z kolei w SK Janów Podlaski od dłuższego czasu w ogóle nie odbywa się żadna sprzedaż, gdyż pani Ania Stefaniuk już o to najlepiej (szczególnie) zadbała...

Co do Adelity, to sprawdziły się moje diagnozy (przewidywania) iż będzie ona miała opcjonalną (podwójną) cenę minimalną (stan rzeczy, czyli przebieg aukcji miał zdecydować o tym, która z tych opcji miała być wdrożona w życie) i że raczej będą chcieli ją zachować (ewentualnie na przyszły rok – mając na względzie fakt, iż nie mamy niewyczerpanego źródła championek do sprzedaży, a żadna “szanująca się aukcja” nie będzie mogła się odbyć bez swojej gwiazdy). Oczywiście nie wiem na ile wyznaczono te jej (dwie) ceny minimalne, ale sądzę, że pierwsza (“zaporowa”) była na poziomie nawet 350 tys., a ta “ratunkowa” na poziomie 150 tys. Euro.

Uważam za kompletnie chybione pretensje do nowych hodowców, że sprzedają konie hodowli tych poprzednich. Tak, jakby Białobok nie sprzedawał nigdy koni hodowli swego poprzednika i nie odnosił nimi sukcesów hodowlanych, a Trela nie bazował przez pierwszych kilkanaście lat na koniach hodowli swych poprzedników. Hodowla państwowa, to sztafeta pokoleń i dorobek wielu ludzi. To naczynia połączone oraz zazębiające się tryby, nie ma więc sensu zarzucać jednym, że korzystają z dorobku hodowlanego innych, bo są to absurdalne (kuriozalne) zarzuty. Już za kilka lat może już ktoś inny sięgnie (na pokazy lub na aukcje) po osobniki hodowli Hanny Sztuki, a za kilka kolejnych duetu Monika Słowik – Weronika Sosnowska-Sidoruk i będzie to normalna, naturalna kolej rzeczy...

Śmiesznym jest robienie tajemnicy z faktu, iż Jaonna Wojtecka była przedstawicielką Suveco Arabians (Niny Suszkiewiczowej), gdy siedziała obok niej podczas aukcji, a poza tym wszyscy ją znają (choćby z prasy) i wiedzą, iż pracuje dla tej ostatniej (ze swoim partnerem, Pawłem Kozikowskim). Był to debiut dla pani Joanny, dlatego nie dziwne, iż była mocno usztywniona (stremowana rolą), stąd pewna nieporadność w tej mierze. Nie zgadzam się też z usprawiedliwianiem aukcjonera, który nie sprzedał Anawery klientowi (w tym przypadku Czeszce) oferującemu najwięcej, bo uznał wyższość ustanowionego przez siebie ad hoc trybu nad nadrzędną zasadą, która opiera się na tym, iż każdorazowo danego konia powinien kupić ten klient, który oferuje najwięcej (choćby miał to być tylko tysiąc więcej)! Czyniąc tak, jak postąpił popełnił jeszcze błąd o tyle, iż być może ten Rumun znowu nie odbierze Anawery (a jeśli ją nawet odbierze, to jakie następnie zapewni jej warunki), a w Suveco Arabians miałaby fajne i godne życie… Co do różnych opłat, to słyszałem, że miała miejsce duża pazerność na pieniądz organizatorów, przy bardzo słabej ofercie kateringowej. Dochodziło do sporów i problemów. Doszło ponoć do tego, że zakupu wejściówek na widownię żądano nawet od ludzi, którzy wpłacili wadium. To bardzo małe i miałkie. Zbytnia pazerność nigdy – na końcu – się nie opłaca... R. Raznowiecki
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5