| Wybór pomiędzy dżumą a cholerą... |
Autor: Gość Wysłano: 16.11.2019, 18:05:01 Mamy tak oto czarno na białym, iż jak PISowscy notable mówią, że coś obiecują, to mówią (nigdym dotąd nie spotkał ludzi tak perfidnych, cynicznych i zakłamanych)... Anim wyśnił w najczarniejszych snach, że ekstraordynaryjne (wymuszone nakazem chwili i określonymi okolicznościami) powierzenie władzy organizacyjno-właścicielskiej Tomaszowi Chalimoniukowi (przypomnę: tylko i wyłącznie Prezesowi Polskiego Klubu Wyścigów Konnych!) na czas trwania Dni Konia Arabskiego, tj. Pride of Poland i Summer Sale 2019 -stanie się "normą" (permanentnie obowiązującą wykładnią)... Tymczasem, ni z gruszki, ni z pietruszki, a przede wszystkim z pominięciem wszelkich uregulowań prawnych - tak się właśnie stało! Wbrew jakimkolwiek odnośnym zapisom regulacyjno-ustawowym, to nie kto inny, a właśnie Prezes Polskiego Jockey Clubu stał się - de facto - jedynym decydentem, a wręcz właścicielem państwowego stada koni arabskich. W tej jawnej już patologii doszło do tego, iż choć formalno-prawnie nie odpowiada on za nic, gdyż ani za stan hodowli, ani za jej bieżącą działalność (poszczególne stadniny mają wszak swoje autonomiczne zarządy), to właśnie on decyduje dziś - na podstawie li tylko werbalnego, tj. pozaprawnego "błogosławieństwa" ministra Ardanowskiego - o tym który polski arab kiedy i gdzie (oraz za ile) będzie sprzedawany. To jest coś, co absolutnie nie mieści się w głowie cywilizowanego człowieka... Jak wciąż jeszcze (teoretycznie) w demokratycznym państwie prawnym może dochodzić do tak jawnego/bezczelnego łamania wszelkich reguł go stanowiących? Po drugie kim i od czego jest w Janowie p.o. prezesa Grzegorz Czochański? Czy nie od tego, by stać na straży nadrzędnego interesu janowskiej hodowli; by zabiegać o jak najlepszy los powierzonego mu obiektu i stada? Tymczasem co on robi? Dokładnie nic - charakteryzując się za to pełną uległością wobec rzeczonego układu. Ja rozumiem, że został postawiony na czele owej stadniny przez określony skład "dojnozmianowy", ale to chyba nie znaczy, iż jako taki jest ubezwłasnowolniony; że tym samym został wyzuty z własnego zdania i choćby minimalnej możliwości przeciwstawienia się najbardziej szaleńczym/destrukcyjnym/zgubnym pomysłom duetu Leo-Chalimoniuk... Ja rozumiem, że narwany/pazerny Włoch jest w stanie wydrzeć z polskich stadnin ostatnią wartościową klacz, bo on nie musi się kierować niczym innym, jak tylko bezwzględnym zyskiem. Natomiast nie rozumiem, jak Polak, będący włodarzem (a więc gospodarzem, obrońcą) legendarnej stadniny, może godzić się na to, by była ona ogołacana ze wszystkich jej klejnotów (świętości)?! W ten właśnie sposób "dba" o jej pomyślny rozwój?! Przecież, na upartego, tę jego pasywność można nawet podciągnąć pod paragraf z tytułu niegospodarności i złego zarządzania mieniem... Jaki będzie Janów Podlaski po odejściu (co absolutnie może się zdarzyć, skoro stworzono takie możliwości) Palmety, Pingi, Adelity, Atakamy, Bambiny (wcześniej Primawery, Potentilli, Pianovy, Atandy) i co będzie wtedy sobą przedstawiał? Dlaczego p.o. prezesa postanowił (bez mrugnięcia okiem) dołączyć do grona grabarzy tej (jego) stadniny?... To się w pale nie mieści Ps. Dwie wybitne klacze i dwa różne głosy... Ja, na portalu u pani Aliny Sobieszak, pisałem o Palmecie jako o ikonie i największej gwieździe (najcenniejszej klaczy) janowskiej stadniny (jako o tej, która powinna zostać tam do końca, a następnie spocząć pod owym słynnym głazem). M. Szewczyk za taką uważa Pingę. No nie wiem... Pinga bezspornie jest bardziej utytułowana, natomiast - moim zdaniem - nie ma jednak tej charyzmy, a już na pewno wartości hodowlanej, co Palmeta. Palmeta jednak jest "the best" (number one)... R.R |

