Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Co tu jest bardziej do kwadratu ?

Autor: Gość  Wysłano: 20.11.2019, 22:57:42

Co celnie (metodycznie) udowodniła Lidia Pawłowska, niesławna "Hipokryzja" Beaty Kumanek jest mocno odjechanym tekstem, a zawarte w niej tezy w 80 % są aberracyjne.
Normalnie więc szkoda byłoby mi czasu raz jeszcze się nad nim pochylić, jednak – z pewnych względów – nie mogę przejść obojętnie wobec dwóch wątków…

1. Otóż twierdzi kategorycznie pani Kumanek, czy też pragnie nam zasugerować, iż: "Polityka generowania zysku kosztem uszczuplania puli genetycznej prowadzona latami przez byłych prezesów nie była krytykowana przez osoby teraz wypowiadające się krytycznie w tej kwestii".

Owa teza, to dowód horrendalnej wręcz niewiedzy, braku świadomości, jak też nieznajomości faktów jej autorki, bowiem rzecz przedstawia się inaczej... Tak się składa, iż przez lata całe odnosiłem się publicznie (vide teksty w „KP”, a głównie w „KT”) do tych kwestii i spraw - narażając się tak na retorsje i ostracyzm ze strony ówczesnych włodarzy hodowlanych i ich dworów (prof. Głażewska, L. Pawłowska czy S. Iłenda coś o tym wiedzą). Pomimo niechęci i dezaprobaty wielu, listów otwartych z żądaniami usunięcia mnie z pism, a nawet straszenia sądem – pisałem całe serie tekstów o "utraconych subliniach żeńskich", upominałem się o poszczególne konie, dane gałęzie, wygasające rody męskie, jak też o ochronę puli genetycznej na różnych jej poziomach. Poświęciłem temu wiele lat życia, energii i zdrowia, dlatego nie życzę sobie, bym miał być w tej mierze jakkolwiek pomijany. Nie do przyjęcia jest też fakt, iż ktoś – z niewiedzy, czy dla sobie znanych celów – ucieka się do zakłamywania rzeczywistości (pisania jej na nowo). Brak wiedzy/świadomości stanu rzeczy spowodowana niechęcią sięgnięcia do archiwów prasy końskiej nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem tak jawnej ignorancji...

2. Tyleż zdumiał, ile nie zaskoczył mnie (byłem więc wstrząśnięty, ale nie zmieszany) następujący akapit: "Teraz, gdy po przeszło dwóch dekadach wyprzedaży worek z pulą genetyczną zaczyna być coraz bardziej pusty, nagle płacz i lament. Hipokryzja do kwadratu”...

Po pierwsze nie „nagle” (powtórzę za L. Pawłowską). Po drugie jako „weteran walk” o możliwie szeroką i różnorodną pulę genetyczną, ośmielam się postawić tezę, iż B. Kumanek nawet tu nie do końca kuma o czym mówi. Powodem ostatnich "szlochów i lamentów" nie jest pustoszejąca "pula genetyczna" jako taka, tylko ubożejąca nieuchronnie "pula championek", a to jednak dwie różne pule. Co prawda każda championka (swoją drogą) posiada określoną pulę genetyczną, ale akurat nie o tym tu mówimy. W istocie państwowe stado arabskie dysponuje dość ograniczoną pulą championów, tj. osobników szczególnie cennych w sensie symbolu, jakości i marki; z tzw. "najwyższej półki" (to naturalne, gdyż elita ze swej istoty nie może być liczna). Od zawsze więc toczy się tu szczególna (nieraz zażarta) walka pomiędzy tymi, którzy chcą sprzedać jak najszybciej i jak najwięcej takich koni (gwiazd), a tymi, którzy chcieliby je zatrzymać jak najdłużej w polskich stadninach. W tej walce mamy też do czynienia z różnymi konfiguracjami, gdyż jedyną niezmienną w tym układzie są tylko miłośnicy polskich arabów, zaliczający się stale do tych drugich. Nasi hodowcy, na przestrzeni lat są tu „grupą wahadłową”, raz będąc bardziej po jednej, a innym razem po drugiej stronie (dzisiaj są praktycznie bezwolni wobec oczekiwań i żądań wpływowych pośredników i takich organizatorów aukcji). Jakby nie było, to gra niezmiennie toczy się o to, by jednorazowo nie wystawiać zbyt dużej liczby championów (-ek) na sprzedaż; by rozłożyć ten proces - w dużej mierze nieuchronny - jak najbardziej w czasie, który pozwoliłby hodowli "dorobić się" kolejnych tego typu koni, nowych pokoleń championów. Niezwykle ważną kwestią jest też, by wybitne jednostki mogły pozostawić swych następców/sukcesorów w rodzimej hodowli, zapewniając tak trwały rozwój (postęp biologiczny) polskiemu stadu. Z tego względu to właśnie interes dynastyczny rodzimej hodowli (pomyślny los jej stad) jest nadrzędnym nad wszystkimi innymi względami (partykularnymi ambicjami, żądzą zysku/sukcesu, jak też intencjami przykrycia czyjejś nieudolności i niekompetencji). Myli się więc zasadniczo B. Kumanek pisząc, iż: "Stadnina nie ma innego wyjścia jak szukać pieniędzy poprzez sprzedaż cennych klaczy". Ma i to wiele - pod warunkiem iż jej zarząd okaże elementarną inwencję, energię i wyobraźnię (przez każdy kolejny cały rok kalendarzowy). Już to wystarczy, by pod koniec roku nie musieć się wyprzedawać, a tym bardziej pozbywać się jednorazowo tak wielu wybitnych klaczy. Jeśli jednak do tego dochodzi, to ewidentny znak, iż mamy tu do czynienia z jawną patologią oraz zbrodnią na wizerunku i żywej tkance hodowlanej danej stadniny.

Jak już pisałem, nie trzeba wyprzedawać najlepszych koni, by utrzymać płynność finansową. W tej mierze wystarczy regularnie sprzedawać te najsłabsze (nadwyżkę hodowlaną), poświęcić więcej uwagi należytej selekcji, zadbać bardziej o konie wyścigowe, jak też o higienę w oborach krów i ich dobrostan, zapewniając tak sobie większe zyski ze sprzedaży mleka. Sprawnie i mądrze (na bieżąco) pracujący zarząd wcale nie musi uciekać się do "łatania dziur" kosztem swych ikon i nadziei hodowlanych (tak robią tylko nieudacznicy, lub uwikłani w jakieś nieczyste układy nie mające nic wspólnego z jakimkolwiek ważnym interesem placówki).

Na koniec dość przykra konstatacja... Beata Kumanek znana była mi dotąd z autentycznej troski i dużego zaangażowania (na miarę możliwości) o dobry los polskiej hodowli koni arabskich. Z tym większym więc rozczarowaniem przyjmuję jej ostatnie wypowiedzi, jak też agresywne atakowanie ludzi, z którymi dotąd stała po jednej stronie barykady. Ewidentnie opowiada się dziś po "ciemnej stronie mocy", będąc do tego rzecznikiem/obrońcą fatalnych decyzji i czy to nieudolnych, czy nazbyt interesownych ludzi. Oczywiście, jako wolny człowiek, ma prawo do takiego wyboru, skoro jednak bliższe są jej interesy Czochańskiego, Leo i Chalimoniuka, niż prawo blisko 19-letniej Palmety do zakończenia swej kariery w macierzystej stadninie, to nie może być już dłużej moją "koleżanką". RR
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5