| "Ryba" czy "wędka" ? |
Autor: Gość Wysłano: 23.11.2019, 19:54:02 Pani Beato – „ryba czy wędka?” – co jest potrzebne polskiej hodowli koni arabskich W wielu wpisach pani Beaty Kumanek lekarstwem na uzdrowienie obecnej złej sytuacji finansowej w stadninach arabskich jest ich dofinansowanie, a ponieważ przy obecnym usytuowaniu prawnym jest to niemożliwe, proponuje ona przekształcenie – tylko kto i jak ma to zrobić? „Od dawna wołam, że państwowe stadniny koni winny być finansowane przez nasze zasobne Państwo po to, by móc kontynuować swoją misję. Wiadomo o co chodzi. Ale Jerzy Białobok powiedział mi w Białce, że państwowe stadniny muszą zarabiać na siebie same. Jak widać, Nadzór Właścicielski podziela to zdanie i właśnie jesteśmy świadkami tragicznych skutków takiego podejścia.” Nie chcę dywagować na ten temat, ale chcę zwrócić pani Beacie uwagę na fakt, że w tym samym systemie do 2015 roku stadniny wykazywały mniejszy lub większy dodatni bilans, a ilości „gwiazd” w stajniach zazdrościł nam cały świat. A co mamy dziś – pustą kasę, ba nawet „mniej niż zero”, a wyprzedaż „rodowych sreber” kwitnie – już nawet nie tylko na sztandarowej do niedawna sierpniowej aukcji „Pride of Poland”. Podobno na życzenie klientów, którzy „zabijają się o polskie konie” (jak powiedział min. Ardanowski na komisji sejmowej) organizuje się drugą , zimową aukcję, na którą nie tylko wystawiamy gwiazdy na sprzedaż, ale i do dzierżawy - „kto da więcej” za rok z Platynową czempionką Pingą, a „komu, komu?” największa nadzieja janowskiej stadniny Atakama („atrakcyjna dziewica” – przepraszam za emocjonalne określenie)?, czy michałowska Pustynna Malwa matka jedynej na razie córki - czempionki świata. Jakoś nie zauważyłam, żeby z klawiatury komputera pani Beaty spłynęło słowo krytyki tego procederu i padło imię choć jednej klaczy, która powinna zostać w stadninie, a idzie na sprzedaż lub do dzierżawy. To jest ta pani dbałość o hodowlę? A z tą wyprzedażą na przestrzeni lat nie było tak jak pani sugeruje, bo dziś nie byłoby takich klaczy jak …. nie będę wymieniać ich imion, bo jeszcze ktoś się nimi zainteresuje tak jak Pilarosą, Potentillą, Pianową, Primerą, Adelitą, Bambiną i innymi, które już zostały sprzedane lub są oferowane do sprzedaży. Owszem dziś stadninom potrzebne są pieniądze – „ryba” na przetrwanie, ale długofalowo potrzebna jest „wędka” czyli dobry, mądry menedżer – hodowca, a jeśli takiego nie ma to dobry menedżer współpracujący ściśle z bardzo dobrym, perspektywicznie patrzącym hodowcą. Rynek dziś jest trudny; koni jest dużo ( za dużo), ale na te najlepsze zawsze będzie popyt; tylko czy wyprzedaż lub dzierżawa tych najlepszych, a pozostawienie w stadninie tych trochę gorszych daje nam gwarancję , że w przyszłości będziemy konkurencyjni dla świata. Tak, ale tylko wtedy kiedy mądry hodowca odpowiednio pokieruje hodowlą i nie pozwoli zagranicznemu pośrednikowi uszczuplać stada matek, co próbuje – jak widać z dobrym dla siebie skutkiem – robić dziś. A tak przy okazji - ciekawa jestem, do świadomości którego z decydentów dotarła wartość wystawionych do dzierżawy „sreber” , że w warunkach dzierżawy podano kwoty ubezpieczenia: Pinga -750 tys. euro, Atakama – 450 tys. euro, Pustynna Malwa – 100 tys. euro i Wieża Bajek – 65 tys. euro. Ciekawe za jakie pieniądze zostaną sprzedane i wydzierżawione klacze; czy rzeczywiście jest klient na Adelitę za 200 tys. euro – dowiemy się 7 grudnia. Ale pieniądze z grudniowej aukcji to będzie tylko „ryba”, a gdzie jest „wędka”? O sytuacji w polskich stadninach , o grudniowej wyprzedaży z troską mówi już cały świat. Alina Sobieszak |

