| Jaka ta ocena? |
Autor: Gość Wysłano: 9.12.2019, 21:42:08 Na wstępie pytanie do autora. Skoro Pani Agnieszka Bojanowska precyzyjnie wyartykułowała swoje obawy na konferencji prasowej przed aukcją, które to obawy jakoby poskutkowały pospieszną korektą umów dzierżawy, dlaczego nie był Pan łaskaw zdać swoim czytelnikom relacji z tej konferencji, przemilczając tym samym ową epokową interwencję? Z tego co pamiętam, odpowiedzi na zgłaszane przez Panią Agnieszkę Bojanowską obawy dotyczące ilości możliwych do wypłukania embrionów zostały rozwiane na konferencji. To na konferencji usłyszeliśmy również, iż w przypadku licytacji dzierżaw rozstrzygająca będzie nie najwyższa wylicytowana cena, lecz akceptacja przez stadninę dzierżawcy. Nie było relacji, bo nie było negatywnej sensacji. Konferencja prasowa miała miejsce 28 października w Warszawie. Tymczasem w sieciowej wersji Polsat News z dnia 4 grudnia 2019 przeczytałam te oto słowa dotyczące aukcji: "Odbieram to jako krzyk rozpaczy. W stadninie obowiązywał program hodowlany, który został przerwany, i teraz chaotycznie rzuca się wszystko co można, żeby przeżyć, nie zważając na zubożenie hodowli" powiedział "Rz" Marek Trela, były wieloletni prezes stadniny w Janowie Podlaskim". Przecież te słowa są wypisz, wymaluj tym, co robił Marek Trela. Razem z drugim "wybitnym" hodowcą z Michałowa wyplenili polskie rody męskie, stawiając na jedyny słuszny ród Saklawi I. Polski program hodowlany wyrzucili do kosza. Polityka sprzedażowa Marka Treli była również obliczona na zysk, bardziej niż na interes hodowlany. Ale co innego, jeśli to robi Marek Trela. Jemu wolno, innym nie. Zaś dopóki dzisiejsi gorący obrońcy państwowej hodowli pracowali w Polturfie, byli zainteresowani jedynie jak najwyższą ceną sprzedaży koni, nie zaś ich wartością hodowlaną dla stadniny. Wtedy liczył się interes własnej kieszeni, teraz liczy się interes państwowej hodowli. Koszt programu hodowlanego oraz koszt jakości matecznego stada nie interesował wówczas ani Marka Szewczyka, ani nikogo z beneficjentów panującej wówczas trójwładzy absolutnej. Cytowana jest również Alina Sobieszak apelująca do Ministra o wycofanie dzierżaw, gdyż jej zdaniem, stadnina nie będzie miała wpływu dokąd trafią klacze i czy będą miały odpowiednią opiekę. W chwili, gdy media powielały tę informację było już wiadomo, że nie jest to prawda. Czysta manipulacja. Jednolita umowa dzierżawy koni ze stadnin państwowych jest nowatorskim rozwiązaniem, którego autorem nie jest ani Pani Agnieszka Bojanowska, ani Pani Alina Sobieszak. Minister Ardanowski będzie musiał znaleźć rozwiązania umożliwiające wsparcie finansowe ze strony Państwa dla SK Janów Podlaski, stadniny posiadającej z jednej strony cenną, zabytkową substancję wymagającą ogromnych nakładów, a z drugiej strony kiepskie gleby na terenach od dwóch lat dotkniętych suszą. Adelita i Bambina były już na listach sprzedażowych stadniny. Żal, a jakże, jednak cóż począć? Skoro pojawiła się oferta w wysokości EUR 240 tysięcy za Adelitę i EUR 90 000,00 za Bambinę, stadnina musiała wykorzystać tę szansę. Aby sprzedaż była transparentna, zorganizowano aukcję. Celem Winter Star Sale była również chęć zaktywizowania sprzedaży folblutów przy okazji sprzedaży koni czystej krwi arabskiej. Chodzi tu o promowanie wyścigów poprzez aukcje wspólne. Jest to również ukłon w stronę kupców z zagranicy, bo tak jest taniej i prościej. W tegorocznej edycji Winter Star Sale nie było żadnego zainteresowania folblutami, poza oczywiście licytacją Nemezis. Aukcja była jednak organizowania pospiesznie, to fakt, stąd być może taki efekt. Zobaczymy, jak będzie w przyszłym roku. Próbować trzeba. Autor ubolewa nad niską ceną dzierżawy Pingi snując absurdalne dywagacje, iż za potomka Pingi jej dzierżawca może uzyskać EUR 400 tysięcy, więc dzierżawa tej klaczy za EUR 40 tys. jest nieuzasadniona ekonomicznie. Ta hipotetyczna cena za potomka Pingi to klasyczne gruszki na wierzbie. Nie zapominajmy również, że poza opłatą za dzierżawę, dzierżawca jest zobowiązany ubezpieczyć klacz na kwotę EUR 750 tysięcy. I to się liczy! Zaś Atakama pozostaje w Janowie. Nie wiem jak często Marek Szewczyk bywa w Janowie, ale oczywiście wie, że konie janowskie dostają kiepską paszę, mają kiepską opiekę zootechniczną, kiepską obsługę i co jeszcze? Za to michałowskie konie mają się świetnie! Ani słowa o tym, że na omawianej aukcji michałowska klacz Dębowa Wola poszła za dwa tysiące euro. Jeśli nawet trzeciorzędna klacz z dumnej Michałów Stud osiąga na aukcji taką cenę, jest to marketingowa porażka. Sama aukcja była dobrze zorganizowana, miała doskonałą oprawę i zgromadziła creme de la creme polskiego światka arabiarskiego. Oczywiście organizatorzy będą mieli kilka kwestii do przemyślenia, lecz przynajmniej są innowacyjni i starają się promować polskie konie na wszystkie możliwe sposoby. Nie każdemu się to podoba. Zaś sytuacja w SK Janów Podlaski nie jest taka, jak chcą ją malować osoby, które utraciły posiadane tam wpływy. Wobec tej stadniny uprawiany jest czarny PR w czystej formie. Komu ma to służyć? Beata Kumanek |

