| Dajcież spokój z tą (nieobecną) "transparentnością"... |
Autor: Gość Wysłano: 11.12.2019, 17:20:26 Nie wystarczy zorganizować aukcję, by sprzedaż – z automatu – stawała się transparentna (to jawnie ułomna, infantylna logika). Ba, im więcej Mariusz Rytel mówi o „transparentności i przejrzystości, jak też o tym, "że wszystkie informacje będą podane później do publicznej wiadomości”, to tym więcej jego pryncypałowie chcą ukryć je przed opinią publiczną i zachować tylko dla siebie (w związku z powyższym ich najlepszym kolegą stał się ostatnio niejaki „RODO” - znacie typa?). Tak w ogóle czego to nie mówi ów Mariusz Rytel (tym swoim tembrem)? Ot potrafi poinformować, przy czym nawet mu powieka nie zadrży, iż jakiś koń „zwyciężył” x-sumę pieniędzy, gdyż wyrażenie „wygrał” - jako zbyt banalne i wyświechtane – już mu nie przejdzie przez gardło. Ba, nie od nikogo innego, jak właśnie od Mariusza Rytla usłyszał też, że „Vitorio TO był ‘mistrzem Stanów Zjednoczonych’” - co by znaczyło, iż przez wiele lat żyłem w nieświadomości/błędzie, bo myślałem (głupi), że "był Championem USA”. Z kolei niejaką Atheę notorycznie nazywał Alteą, ale to chyba "dla oryginalności” chciał ją tak oto "zaprezentatować". Zaiste, takie zwroty i wyrażenia Mariusza R. muszą robić wrażenie na słuchaczach, jeśli w ogóle nie wyznaczają zupełnie „nowych standardów” na niwie spikerki aukcyjnej. Aż strach się bać co będzie dalej... Natomiast inne pytanie jest takie, czemu służy powyższe zestawienie (układane nocą)? Subiektywnie pewnie konkretnym celom i intencjom, natomiast obiektywnie przypomnieniu (uzmysłowieniu) określonych faktów z historii najnowszej. Co ono oznacza? Ano to, iż panowie prezesi Trela i Białobok wcale nie byli tacy znowu lepsi (bez skazy), w swych poczynaniach, jak niektórzy sugerują... Tak, jak w bardzo wielu kwestiach mam zbieżną/identyczną optykę z takąż pani Aliny Sobieszak i Agnieszki Bojanowskiej, to akurat w ich ocenie różnimy się (właściwie od zawsze) zasadniczo. Nie dotyczą mnie więc padające dziś zarzuty ze strony władzy (i jej sympatyków), iż teraz to wszystko krytykujecie, a wtedy (za ich rządów) siedzieliście cicho, bo ja akurat byłem z tych, którzy nie siedzieli cicho (a wcale nie były nas całe gromady). W istocie niezmiennie od lat dostrzegam i nazywam po imieniu niedobre rzeczy (zło) z równą determinacją i tyleż nadzieją na lepsze czasy - niezależnie od tego, kto jest w danej chwili u władzy (a mówiąc po koniarsku "u żłobu"). Tym bardziej tak mam, iż wbrew pozorom wcale nie jest aż tak trudno zachować swą pryncypialność/tożsamość. Wystarczy oto kochać konie arabskie (a nie tego czy innego włodarza/decydenta) i życzyć jak najlepiej polskiej hodowli tej rasy (a nie tej czy innej ekipie). Wtedy wszystko jest proste, oczywiste i jednoznaczne. Wtedy sprawy postrzega się takimi, jakimi one są, a nie takimi, jakimi chce się je widzieć z jakichś (pozamerytorycznych) względów. Wracając jednako do powyższego zestawienia. Nie jest absolutnie tak, że wszystkie (bez wyjątku) klacze muszą zostawić w stadzie następczynie. Nie jest to obligum wobec każdej zbywanej klaczy (bez przesady). Niejednokrotnie bowiem w takich przypadkach, jak np. Palatiny, pozostają na miejscu czy to jej cenna matka, lepsza siostra czy nawet kuzynka - przez co ciągłość sublinii/gałęzi jest zachowana. Natomiast są oczywiście takie sytuacje, gdy taka potrzeba absolutnie istnieje, więc wtedy obowiązkiem hodowcy jest robić wszystko, by zapewnić następczynię danej (wybitnej) postaci czy też utrzymać daną (bezcenną) sublinię/gałąź. Niestety, nierzadko tak się jednak nie dzieje, w czym szczególnie "celował" właśnie Jerzy Białobok. Odnajdujemy liczne przykłady jego "niefrasobliwości" na tym polu (także w obrębie rodów męskich), które nie można nazwać inaczej, niż brakiem wyobraźni i odpowiedzialności. Wśród nich szczególnie bolesny był fakt wygaszenia przez niego "linii N", reintrodukowanej w Michałowie kilkanaście lat wcześniej (w efekcie sprowadzenia z USA klaczy WN Nastasea po Nabor, z tyleż cennej, co nielicznej w naszych stadninach rodziny żeńskiej Sahary or.ar.). WN Nastasea (US) wyróżniła się nad Nidą (Utratą) Normandem po Monogramm (US) i jego pełną siostrą – Niną, która kontynuowała tę sublinię, zostawiając tu dwie córki, w tym fantastyczną Normę po Gazal Al Shaqab. Ją to, niespodziewanie (za wcześnie) zbył J. Białobok z Michałowa, choć była ona nie tylko multichampionką i jedyną sukcesorką swej linii, ale też ważnym elementem/akcentem bioróżnorodności tamtejszego stada. Wraz jej sprzedażą wygasła tam owa sublinia (idąca od słynnej Karramby), gdyż nie zadbał wcześniej skutecznie o zapewnienie jej ciągłości dynastycznej (jedyna jej córka Normy, Nona po Esparto, jak też jej jedyna siostra, Nomia po Al Maraam, nie zaistniały w stadzie). Co gorsza, podobnie bezrefleksyjnie /nieodpowiedzialnie postąpił w kilku innych wypadkach, jak choćby wobec Esidony (gubiąc tym samym absolutnie topową ongiś sublinię Esklawy-Emfazy) czy wymienionej w powyższym zestawieniu Ekspulsji (jej jedyna córka, Eliksja po Esparto także nie zaistniała), przez co utracił wybijającą się od początku gałąź nieszczęsnej Erlandy, o której cenności świadczy choćby białecka Bint Ermina czy prywatna Escotia. Nie mogę tu też nie wspomnieć o El Saghirze, aż proszącej się o następczynię, natomiast można "odpuścić" Pistorię, bo z nią nawet próbował, tylko się nie udało. To tylko kilka z większej liczby przykładów tego typu. W efekcie, w tej konkretnej kwestii zapisał się dość niechlubnie w historii michałowskiego stada - ile by jakich nagród nie dostał od różnych gremiów. Również Marek Trela nie był wolny od tego typu przewinień, a by się o tym przekonać wystarczy przywołać choćby takie postacie (z wcześniejszych lat, jak: Arabeska, Anegdota, Andromeda, Cedynia, Epruwetka, Palabra, Pinta, Persenkówka czy Siewka. Jednym z najcięższych grzechów (bez odkupienia winy) tego hodowcy na tym polu była jednak absolutnie karygodna utrata sublinii Arby/Arry! Biorąc pod uwagę fakt wyjątkowej cenności, progresywności, uniwersalności tej rodziny, jak też jej potencjału i wkładu w czasy świetności janowskiej hodowli, to jest rzeczą wprost niewyobrażalną, jak można było dopuścić do utraty ich progenitury w tymże Janowie Podlaskim (tym bardziej, że nie był to, niestety, jednostkowy przypadek "jego nonszalancji")... Ergo, nie ma i nigdy nie było ludzi bez wad. Jest to oczywista oczywistość dla większości populacji (może za wyjątkiem funkcjonariuszy i zwolenników "dojnej zmiany"). Należy więc szanować ten fakt i przedstawiać rzeczywistość taką, jaka ona jest, a nie taką, jaką chcemy ją widzieć. Jak widzimy, także do lutego 2016 r. nie wszystko było takie piękne, wspaniałe i nieskazitelne w poszczególnych stadninach (w państwowej hodowli), jak chcą to widzieć z kolei zwolennicy zwolnionych prezesów (w jakiejś mierze świadczy o tym wymowa powyższego zestawienia czy tych kilka zdań skreślonych tu moją ręką). Również wówczas nikt nie był zupełnie bez winy i musimy o tym pamiętać. To jednak, w żadnym razie, nie znaczy, iż tym samym mamy być obojętni i bierni wobec wszystkiego tego, co (złego) dzieje się dziś w polskiej hodowli koni arabskich (i na jej obrzeżach). Bynajmniej... R.Raznowiecki |

