Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Nim jeszcze poświęcę czas/uwagę Sztuce...

Autor: Gość  Wysłano: 18.12.2019, 16:29:18

Nim jeszcze odniosę się do "rewelacji" mnie dotyczących - zaprezentowanych w tekście pani H. Sztuki, na polskicharabach.com - pt. "Skoro nie może być lepiej, to niech przynajmniej będzie inaczej", to wpierw kilka kwestii porządkowych (do wiadomości zainteresowanych, by każdy mógł mieć właściwy ogląd sytuacji).

Otóż, Pani Sobieszak nie była jedyną, która napisała list do ministra Ardanowskiego w obronie (m.in.) Palmety. Stąd to wiem, iż także napisałem swój list w tej samej sprawie (wysłałem go 18.XI.br.). Co więcej, właśnie otrzymałem na niego odpowiedź z MRIRW (zresztą podobnie jak Pani Alina i co nie dziwne niemal identyczną), do której - jak to u mnie we zwyczaju - postanowiłem się odnieść, pisząc replikę do tej odpowiedzi. To nieco skomplikowane, więc by wszystko to uporządkować i ująć "w karby" chronologii, to najlepiej będzie jak zamieszczę te trzy pisma tutaj (gdyż czwarte już tu "wisi" od kilku dni)...

1. List do ministra (18.XI).
Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi RP Jan Krzysztof Ardanowski Warszawa

Panie Ministrze

Zacznę może od tego, iż jestem osobą krytyczną wobec pańskiego środowiska partyjnego, a tym samym bynajmniej z Pana „politycznej bajki”. Przy tym jednak mam świadomość faktu, iż obydwaj jesteśmy synami tej samej Ojczyzny i tyleż mieszkańcami tej samej Polski, więc myślę iż jako tacy – przynajmniej powinniśmy podjąć próbę porozumienia…

Zapewne ma Pan o sobie dobre (jak najlepsze) zdanie i chce uchodzić za człowieka poważnego, honorowego, jak też odpowiedzialnego za swoje słowa i czyny. Rozumiem to i szanuję, bo taka właśnie powinna być postawa każdego wrażliwego, ambitnego członka społeczności. Ja również – przy wszystkich zastrzeżeniach, które wyraziłem na wstępie – chciałbym uważać Pana za takiego. Proszę tylko dać mi (nam wszystkim w naszej ojczyźnie) taką szansę…

Mówił Pan Minister i zapowiadał w tym roku różne rzeczy, w tym takie iż Pan osobiście, jak też podległe panu instytucje (Nadzoru Właścicielskiego) będą pochodzić z dużą odpowiedzialnością do państwowej hodowli koni arabskich, jak też każdej ich aukcji pod auspicjami Skarbu Państwa, iż...

1. klacze nie sprzedane na sierpniowych aukcjach: Pride of Poland i Summer Sale pozostaną przez rok w macierzystych stadninach i zasilą rodzimą hodowlę swym przychówkiem;

2. nie będzie dochodziło do wyprzedaży „sreber rodowych” (najcenniejszych, topowych postaci naszej sceny hodowlanej), a tym samym procesu degradacyjnego najbardziej zasłużonych polskich stadnin i rodzimej hodowli jako takiej;

3. z dużą troską i odpowiedzialnością będzie się podchodzić do aspektu zapewnienia ciągłości dynastycznej w obrębie poszczególnych rodzin i linii (ergo będzie się przestrzegało wymogu, by najwartościowsze jednostki pozostawiały swe następczynie w stadzie);

4. jakakolwiek sprzedaż będzie wtórną wobec nadrzędnego procesu hodowlanego i zapewnienia niezmąconego rozwoju biologicznego polskiemu stada...

Owe pańskie zapowiedzi były na tyle cennymi i ważnymi, iż wielu w Polsce i na świecie podeszło do nich z nadzieją, powagą i dobrą wiarą. Z tym większym więc rozczarowaniem odnotowaliśmy proponowaną listę aukcyjną, gdyż w kilku wymiarach jest ona z nimi jawnie/drastycznie rozbieżna. Co gorsza jest to lista autorstwa włoskiego wydawcy i pośrednika Simone Leo, z aprobatą Tomasza Chalimoniuka, tj. Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, który nie wiedzieć w jakim trybie (wedle jakich przepisów czy rozporządzeń) decyduje – a nie żaden z zarządów stadnin – dziś o tym, który koń arabski państwowej hodowli (kiedy, gdzie i za ile) będzie sprzedawany (niebywałe).

Co więcej, jej autorzy – w swym nieoglądaniu się na nikogo i na nic – wymyślili nieznaną dotąd formułę ofertową, sprowadzającą się do „sprzedaży/licytacji dzierżaw”, które mogą doprowadzić do całkowicie opłakanych skutków! Nigdy dotąd żaden polski hodowca nie sięgnął po to rozwiązanie i z powodu braku wystarczającej energii i kreatywności (mu polotu czy fantazji), a dlatego, iż dobrze rozumiał jak niekorzystne, ryzykowne i potencjalnie patologiczne jest to rozwiązanie. Tymczasem nie dość że ma do niego dojść dzisiaj, to jeszcze ma ono objąć najwybitniejsze janowskie klacze (ikony i nadzieje nadbużańskiej hodowli)…

Tak się zastanawiam ile trzeba mieć w sobie złej woli i jak najgorszych intencji (pazerności, chorych ambicji), by nie rozumieć faktu, że zupełnie co innego jest sprzedawać nawet najbardziej wartościową klacz (kiedy to pełnia własności, praw i odpowiedzialności za jej dalszy los spływa już w całości na nabywcę), a kompletnie co innego jest zdawać się na przypadkowego "nabywcę dzierżawy"?! A przecież to jest kolosalna, bezwzględnie podstawowa różnica. W tym drugim przypadku - pozostając ciągle właścicielem klaczy i tyleż odpowiedzialnym za jej los docelowy - absolutnie tracimy nad nią kontrolę (teoretycznie na czas jakiś, a może się zdarzyć, iż wręcz nieodwołalnie), jak też jakikolwiek wpływ na jej kondycję, zdrowie i stopień wykorzystania. Jest to o tyle zasadniczo ważne/groźne, iż w tym okresie może tu dojść do całkowicie niekontrolowanych, także dramatycznych zdarzeń, o czym polscy hodowcy przekonali się już niejednokrotnie. Jeśli dochodziło do upadków polskich koni w rękach starannie wybranych (w drodze indywidualnych negocjacji) wydzierżawiających, jak np. Empory czy Esparto, jak też okresowej lub zupełnej (vide Olita) utraty wartości hodowlanej, to co dopiero mówić o sytuacji, w której dana klacz "trafi" na niefrasobliwego i nieodpowiedzialnego (pazernego - liczącego tylko na ugranie jak najwięcej dla siebie) - nabywcę dzierżawy?! Nawet nie trzeba dysponować szczególnie dużą dozą wyobraźni, by rozumieć, że może to skończyć się absolutną katastrofą! A jeśli tak, to jak możemy narażać na takie niebezpieczeństwo (podobne historie) najcenniejszą dzisiaj klacz hodowlaną w Polsce (symbol i znak jakości janowskiej stadniny)- Palmetę, najbardziej utytułowaną (obok Emandorii) klacz arabską w polskiej hodowli - Pingę oraz jedną z największych polskich nadziei w wymiarze pokazowo-hodowlanym - Atakamę?! Jak można - w imię doraźnych zysków i czyichś chorych ambicji - wystawiać te wybitne jednostki na tak wielkie/realne niebezpieczeństwo? Przecież to najcięższa zbrodnia na najlepszej tkance polskiej hodowli koni arabskich!

To jest tak, Panie Ministrze, iż – także jako Naród – nie zbudujemy nic bez szacunku do swej tożsamości i historii; bez uznania swych legend, jak też rozbudzenia nadziei na przyszłość (bez nich nie będziemy nic warci). Z tego tytułu nie można absolutnie pozwolić, by w imię takich czy innych doraźnych celów (czyichś ambicji) pozbawić natenczas janowską stadninę obydwu tych wartości (legendy i nadziei) jednocześnie. Tymczasem do tego, jakby nie patrzeć, sprowadza się wystawienie na licytację tak wybitnych klaczy, ikon i legend janowskiej stadniny, jak Palmeta i Pinga oraz jej największych nadziei, tj. Atakamy (dzierżawa) i Adelity (sprzedaż)! Co więcej, najnowsza próba wyzbycia się Adelity i Atakamy wpisuje się też w proceder wyprzedawania największych gwiazd z sublinii Albigowej (Altona, Amra, Altamira, Alabama, Alara, Alegra, Al Jazeera, Atanda, Anawera).

Podobnie jak Pan Minister jestem członkiem tego samego, ambitnego i wrażliwego narodu. Może więc zrozumie Pan moje obiekcje wobec faktu, iż włoski pośrednik „szarogęsi się” po naszych stadninach, a jego polscy pryncypałowie bezkrytycznie i całkowicie bezdusznie przystają na jego wszelkie wybory (także jawnie sprzeczne z hodowlaną racją stanu). Nie wiem jak Pan, ale ja nie zgadzam się na to, by byśmy w swoich własnych stadninach byli sprowadzani do roli bezwolnych marionetek, biernych sług tych czy innych petrodolarowych klientów, bo pieniądze to nie wszystko. W tym stanie rzeczy, a przede wszystkim w trosce o należyty rozwój i niezmącony los polskiego stada koni czystej krwi arabskiej (najcenniejszych naszych stadnin, z Janowem Podlaskim na czele) – chcę zaapelować do Pana Ministra o pochylenie się nad tą sprawą oraz niezbędne korekty na przedstawionej liście Winter Sale 2019 (a przy okazji też o przywołanie niektórych do porządku)…

Stadnina janowska nie ma dziś nic cenniejszego nad Palmetę, Pingę, Adelitę i Atakamę. Jeśli więc ich zbywanie nie jest owym pozbywaniem się „sreber rodowych”, to co nim jest ? Skoro zaś w ich obronie nie chce lub nie potrafi stanąć ich ustawowy opiekun (tj. p.o. prezesa G. Czochański), to przynajmniej stajnę ja – szary człowiek (obywatel)...
Robert Raznowiecki

2. Apel do ministra o odwołanie Czochańskiego (został tu już uprzednio zamieszczony) z 13.XII,br.

3. Odpowiedź ze strony MRiRW (z 17.XII)

Warszawa, dnia 17 grudnia 2019
Znak sprawy: ŻW.hzg.8601.36.2019

Pan Robert Raznowiecki robertarab@interia.pl

Szanowny Panie

W odpowiedzi na Pana pismo elektroniczne z dnia 18 listopada 2019 r. dotyczące aukcji Winter Star Horse Auction na warszawskim Torze Wyścigów Konnych Służewiec, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi uprzejmie informuje, co następuje. Aukcja Winter Star Horse Auction była imprezą publiczną, zatem zrealizowane zostały zapewnienia Pana Jana Krzysztofa Ardanowskiego, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dotyczące niesprzedawania koni w stadninie. Ministerstwo pragnie jednocześnie przekazać, że Krajowy Ośrodek
Wsparcia Rolnictwa, sprawujący nadzór m.in nad Stadniną Koni Janów Podlaski Sp. z o.o., poinformował, że zdaniem Zarządu Spółki sprzedaż wybranych koni nie spowoduje negatywnych skutków dla przyszłości hodowli.

Ponadto, odnosząc się do Pana wątpliwości dotyczących wystawienia na aukcji możliwości dzierżawy, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa poinformował, że w związku z zapytaniami od osób potencjalnie zainteresowanych dzierżawą koni będących własnością Stadniny Koni Janów Podlaski,
Zarząd Spółki uznał, iż zasadnym jest przygotowanie oferty klaczy do dzierżawy. Zdaniem Zarządu Spółki najlepszą formą zawarcia ewentualnej umowy dzierżawy utytułowanych klaczy jest złożenie publicznej oferty, co służy zapewnieniu transparentności. Dlatego zdecydowano się na wystawienie
oferty podczas wspomnianej aukcji. Należy dodać, że zgodnie z informacją przekazaną przez Pana Grzegorza Czochańskiego, p.o. Prezesa Zarządu Stadniny Koni Janów Podlaski Sp. z o.o., zostały przygotowane rygorystyczne wymogi, którym musi sprostać zwycięzca licytacji dzierżawy. Ponadto
dzierżawca na czas pobytu konia poza macierzystą Stadniną ubezpieczy go na wskazaną kwotę.

Z poważaniem Magdalena Zasępa
Dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii
/podpisano elektronicznie/

4. Moja odpowiedź (replika) wobec powyższego pisma (18.XII)


Dn. 18.12.2019 Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi Departament Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii


Tytułem repliki do Państwa odpowiedzi (Znak sprawy: ŻW.hzg.8601.36.2019) z dn. 17.12.2019, pragnę oświadczyć co następuje:

1. Odpowiedź MRiRW jest tylko bardzo fragmentarycznym odniesieniem się do mojego pisma i tyleż bardzo powierzchownym ujęciem sprawy, ale staram się zrozumieć, iż taka jest specyfika („uroda”) urzędowych odpowiedzi. Wnoszę z niej także, iż moje poprzednie pismo (z 18 listopada) ostatecznie nie dotarło do adresata (do wiadomości Pana Ministra). Czyżby więc ministrowie tego rządu nie zniżali się do tego, by osobiście zapoznawać się z głosami obywateli, czy też ten mój konkretny list nie wydał się komuś na tyle ważny, by miał ten zaszczyt trafić przed oblicze (do wiadomości, świadomości) samego ministra? A ja myślę, że czasami warto jest też zapoznać się z opinią zwykłego obywatela, a nie tylko opierać się na głosach ludzi, którzy raz że nie mają żadnego pojęcia o czym mówią, a dwa że bezwolność wobec przełożonych mają zapisaną w genach („dworzanach”)...

2. Tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia w jakim trybie i okolicznościach (na przetargu w stadninie, czy aukcji pana Chalimoniuka) klacze nie zbyte na aukcjach sierpniowych są zapisane do sprzedaży jeszcze w tym samym roku kalendarzowym (2019), bo w każdym przypadku dochodzi tak do „złamania” zapowiedzi Pana Ministra, iż „ klacze nie zbyte na sierpniowych aukcjach pozostaną przez następny rok w macierzystych stadninach, a ich potomstwo z rocznika 2020 zasili polską hodowlę”. Co więcej, wbrew nieuprawnionemu mniemaniu „stadninowy przetarg” nie jest formą sprzedaży z „wolnej ręki”, gdyż podlega określonemu trybowi, który z ową „wolną ręką” - w pejoratywnym rozumieniu tej frazy – nie ma nic wspólnego (no chyba, że komuś nie podoba się fakt, iż stadniny autorsko, a nie w oparciu o wytyczne z „góry” i takież pośrednictwo, kształtują swą politykę hodowlaną). Co więcej, jest on równie publiczną formułą, co aukcja, tyle tylko iż mniej spektakularną – za to bardziej humanitarną i tyleż racjonalną, gdyż: a) nie naraża koni na uciążliwe podróże poza stadninę; b) ma znacząco skromniejszą formę organizacyjną, co przynosi określone oszczędności tak co do nakładu pracy, jak też finansowe dla stadniny; c) obywa się też bez bardzo kosztownej „czapy” wszelkiej maści organizatorów, pośredników i agentów; czyli wszystkich tych, z którymi stadnina musi się podzielić zyskami po aukcji, przez co jej przychód netto jest znaczącą mniejszy, niż ten brutto. Poza tym nie wszystkie konie z danych hodowli nadają się, z różnych przyczyn (choćby wizerunkowych), na aukcje, więc przetargi pozwalają w optymalny sposób zagospodarować tzw. „nadwyżkę hodowlaną” (wychowanków słabszej klasy i jakości). W tym stanie rzeczy co najmniej dziwne jest, iż komukolwiek w Polsce (w Ministerstwie Rolnictwa) mogą one w ogóle przeszkadzać...

3. Jeśli chodzi o tzw. „nadzór Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa nad SK Janów Podlaski Sp. z o.o”, to jest oczywiste dla wszystkich zainteresowanych, iż jest on li czysto formalny (prowizoryczny), a w żadnym wypadku realny, skuteczny i faktyczny (spełniający zakładane funkcje i zadania). Ba, w KOWRze najpewniej nie ma dziś żadnego człowieka, który mógłby profesjonalnie wypełniać takie właśnie zadania (nadzoru merytorycznego).

4. Zarząd SK Janów Podlaski Sp. o.o. (p.o. Prezesa, pan Grzegorz Czochański), nie posiada żadnych kwalifikacji merytorycznych, by móc się wypowiadać autorytatywnie w jakiejkolwiek kwestii dotyczącej oceny, formy, stanu i perspektyw hodowli koni arabskich w SK Janów Podlaski (jest bowiem w tych tematach absolutnym dyletantem). Co więcej, nie reprezentuje on nadrzędnego interesu tej hodowli, ale wiele jego decyzji (z drugiej strony jawnych zaniechań) negatywnie odbija się już dziś czy też odbije się wkrótce na jej marce (tym samym wartości) i rozwoju, jak też dobrostanie zgromadzonych tam koni. Poza tym jest to osoba nieudolna, bezwolna, pozbawiona energii i kreatywności; w żadnym stopniu nie nadająca się do kierowania tą słynną i znaczącą placówką hodowlaną (dn. 13.12. br. wysłałem oddzielne pismo elektroniczne w tej sprawie)...

5. W związku z punktem 3. mówienie poważnie o jakichkolwiek merytorycznych wnioskach czy inicjatywach janowskiego Zarządu jest dalekoidącą nadinterpretacją rzeczywistości.

6. Jak się przekonaliśmy 7 grudnia br. na Torze Wyścigów Konnych Służewiec, „złożenie publicznej oferty dzierżawy wybranych klaczy” nie tylko nie spełniło zapowiadanego trybu „transparentości”, ale też nie spotkało się z zainteresowaniem klientów (żadna z 4 ofert tego typu nie była tam licytowana; w efekcie zrealizowano tylko wcześniej przyjętą ofertę dzierżawy Pingi) – okazując się totalnym niewypałem. Co więcej, nie sprzedano tam też, bezpośrednio, ani jednej janowskiej klaczy – głównie z powodu nadmiernie wysokich, nie liczących się z realiami rynkowymi, cen wyjściowych! Patrz punkt 3.

7. O jakiej „transparentności” Państwo mówią, skoro większość transakcji z Winter Star Horse Auction (w tym przede wszystkim dzierżawa Pingi za symboliczną sumę) została utajniona z powołaniem się na RODO?! Sam fakt wystawienia konia na aukcję nie oznacza jeszcze wypełnienia podstawowej normy „transparentności”. Ta aukcja nie tylko nie spełniła standardów tejże, to jeszcze została objęta nigdy dotąd nie praktykowaną „totalną tajemnicą”. Wiele podstawowych informacji nie zostało dotąd ujawnionych, mimo wcześniejszych obietnic organizatorów (ustami pana Mariusza Rytla), iż tak się stanie… Wobec powyższego musi więc rodzić się pytanie: kto, co i dlaczego ma tu coś do ukrycia?
Robert Raznowiecki
(właściciel koni arabskich; analityk-publicysta w temacie hodowli i użytkowania koni arabskich w Polsce; autor tekstów w „Kurier arabski”, „Koń Polski”, ‘Świat Koni”, „Koński Targ”, „The Arabian Magazine”; polskiearaby.com, hipologika.pl)
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5