Strona startowa | O mnie | Blog | Linki | Napisz do mnie
 
Archiwa
 

Archiwa

A to ja
 

Marek Szewczyk fot. Włodzimierz Sierakowski


Marek Szewczyk

Największą "Sztuką" jest bycie przyzwoitym człowiekiem

Autor: Gość  Wysłano: 20.12.2019, 13:55:00

Nim odniosę się do tej iście już paranoi osoby tracącej kontakt z rzeczywistością, to zrazu krótka dygresja. Gdy w maju tego roku wiozłem panie: Sztukę i Kumanek z Wygody na Folwark Podlesie, to pomyślałem sobie wtedy, iż taka sytuacja (te panie ze mną w jednym aucie) – najpewniej nie będzie miała już szans kiedykolwiek się powtórzyć (wykrakałem)…

Od 1983 r. „buszuję dość intensywnie” w temacie arabskim. Za mną wieloletni proces zdobywania wiedzy w tej kwestii, m.in. poprzez kontakt z hodowcami i praktykami (przede wszystkim ze śp. Romanem Pankiewiczem), zgłębianie dostępnej literatury z tego tematu, jak też bezpośrednią styczność z końmi arabskimi w Janowie Podlaskim czy Michałowie. Za mną także ponad 100 tekstów o koniach arabskich (m.in. cyklu o rodzinach i rodach męskich), jak też pewna liczba analiz i opracowań, w tym monografii rodziny żeńskiej Szamrajówki (”linii P”) czy metody klasyfikacji klaczy stadnych pod względem ich wartości hodowlanej. By pogłębiać swą wiedzę również na polu już czysto praktycznym, nabyłem roczną klaczkę arabską, inwestując w pasjonujące mnie od lat zagadnienie (prócz czasu i serca) także środki finansowe. Pomimo tego, w opinii H. Sztuki, „nie mam stosownych kompetencji do zabierania głosu w temacie koni arabskich”, jak też do krytycznej oceny działań/zachowań człowieka ściągniętego z planu zdjęciowego do kolejnego teledysku disco-polo, który piastuje dziś funkcję p.o. prezesa zarządu SK Janów Podlaski Sp. z o.o. Jej zdaniem, którego jednak nie jest do końca pewna, gdyż tak w ogóle nie jest jej intencją obrona tegoż (tak jej tylko wyszło z kontekstu wynurzeń), nie mam prawa krytykować pana Czochańskiego, choć nigdy wcześniej „nie wąchał końskiego ogona”, a z arabami czystej krwi zetknął się pierwszy raz 2 lata temu (z chwilą oddelegowania do Janowa). W żadnym razie nie mogę tego robić, gdyż jest on wystarczająco rozwinięty intelektualnie, a o jego roli zdecydowali „mądrzejsi” ode mnie (nie mogli więc nie mieć racji w swym wyborze; a gdyby nawet nie mieli, to nikomu nic do tego). Wedle mniemania pani Sztuki (ale nie jest to mniemanie „za free”, by była jasność); nie nam, maluczkim cokolwiek kontestować, bo władza pragnie spokoju (komfortu rządzenia). Poza tym ona zawsze wie lepiej, co robi (siłą rzeczy także ów jej człowiek w Janowie), więc nie ma powodu, by przyznawała się do błędów. No ale przejdźmy do konkretów...

1. Byłbym dość ostrożny w formułowaniu takich oto śmiałych tez, iż pan minister osobiście mozoli się czytaniem listów. Myślę, że raczej ma od tego „ludzi i sprzęt”. Nie wierzę też w słowa ministra, iż „często przychodzą do niego ludzie, którzy znają się na koniach”, bo cokolwiek orientując się w realiach wysokiego urzędnika państwowego (także partyjnego), to nie widzę pola do takich „częstych wizyt”. Bardzo bym się zdziwił, gdyby okazało się prawdą, że pan minister Ardanowski (z jego temperamentem i obcesowością) podejmuje przy herbatce i ciasteczkach przychodzących do niego „znających się na koniach”. Moim zdaniem to zwyczajna „licencja poetica” pana ministra; wypowiedziana w przekonaniu, iż „ciemny lud wszystko kupi”, w czym zresztą – w dużej mierze – się nie myli (wystarczy poczytać H. Sztukę)…

2. Gdy się już pisze o rzekomym „osłupieniu hodowców arabów”, to – by być wiarygodną – wypadałoby wymienić choćby kilku takowych (z imienia i nazwiska), gdyż bez tego owa anonimowość zjawiska nie jest warta nawet funta kłaków. Nie wyobrażam też sobie, by ktokolwiek z hodowców arabów – dobrze życzących państwowej hodowli koni arabskich – mógł wprawić w osłupienie:
primo – list otwarty do ministra rolnictwa apelujący zrazu o chwilę refleksji, jak też o wycofanie klaczy (Palmety) będącej ikoną i symbolem janowskiej hodowli (postaci dotąd „nietykalnej” z racji na szacunek dla jej szczególnej wartości, charyzmy i klasy);
secundo - apel do tegoż samego ministra rolnictwa o odwołanie absolutnie nieudolnego i niekompetentnego (z powodu zerowych kwalifikacji) p.o. prezesa zarządu janowskiej stadniny, której jest „najsłabszym ogniwem” (na co wskazują jego poczynania z jednej, a zaniechania z drugiej strony)...
Jeśli takie sytuacje/zjawiska w ogóle miały miejsce, to wyłącznie w gronie osób obojętnych na los państwowej hodowli, czy wręcz źle jej życzących (pewnie są tacy w różnorodnym gronie prywatnych hodowców), no ale z takimi nie mam o czym rozmawiać.

3. Każdy, z licznego wszak grona sympatyków polskich (państwowych) arabów, w tym też Alina Sobieszak, ma prawo wyrazić swoje zdanie i swą troskę o los janowskiego stada. Tym bardziej jeszcze, iż ma bez wątpienia większą wiedzę odnośnie jego stanu i wartości, niż każdy minister tego rządu. Mega infantylne jest założenie, iż minister (jako minister) jest tak mądry i wszystkowiedzący w swym „ministrowaniu”, iż pod żadnym pozorem nie wolno mu nic doradzać/odradzać czy sugerować, by nie narażać się na śmieszność w rozumieniu Hanny Sztuki.To jakiś piramidalny absurd. Trudno uwierzyć, iż tak infantylną i całkowicie kuriozalną „logiką” ktokolwiek może się kierować (choćby z przekory).

4. Gdybym miał się czuć „mocny” tyko wtedy, gdy Marek Grzybowski o mnie wspomni na swoim blogu, to już dawno zmarłbym z wycieńczenia… Do wystąpienia już oficjalnie (z otwartą przyłbicą) przeciwko Czochańskiemu skłoniła mnie ostatecznie relacja i wnioski płynące z niesławnej aukcji grudniowej oraz cynizm i arogancja bijące na kilometr od tego pana. W poczuciu troski za bliskie mi stado janowskie, najlepszym będzie położyć kres jego prymitywnym i tyleż dewastacyjnym, szczególnie w odniesieniu do elity matecznej – rządom w janowskiej stadninie. Co więcej, jeszcze do niedawna sama pani Hanna miała identyczną z moją (jednoznacznie krytyczną) ocenę wobec tego człowieka, tylko akurat w tym momencie było jej „na rękę” stanąć po jego stronie, gdyż dzięki temu „sprytnemu manewrowi” mogła mnie (nas) zaatakować. Jest więc Hanna Sztuka niczym Wielka Brytania, która „nie ma wiecznych przyjaźni, a tylko wieczne interesy”. Posiadła znajomość także „Il Principe” N. Machiavellego, a już szczególnie frazy, iż „cel uświęca środki”...

5. W niezrozumiałym dla H. Sztuki fragmencie tekstu miałem na myśli to, iż w odniesieniu do charyzmy i formatu dotychczasowych włodarzy Janowa (Pohoskiego, Krzyształowicza, nawet Treli); ich fachowości, klasy, pasji, ambicji, zaangażowania i troski, a tym samym stworzonego przez nich etosu pracy hodowlanej (związanego nierozłącznie z oddaniem i poświęceniem), to ludzie pokroju wcześniej Pietrzaka („pomyłki”), a teraz Czochańskiego („showmena disco-polo”); nie posiadający żadnej z tych cech/wartości, są swego rodzaju „obelgą” dla tego miejsca i tego, co ono uosabia; „policzkiem” zadanym historii i legendzie tego stada; swoistym „aktem barbarzyństwa”, a już na pewno braku szacunku wobec spuścizny Janowa. W tej mierze są też „zaprzeczeniem” obowiązujących tam do tej pory norm, reguł i zasad, jak też imponderabiliów owej (polskiej) „Mekki konia arabskiego”…

6. Na poziomie wszechogarniającej ogólności praktycznie wszystko można zapodać, ale w ten sposób nie poznam konkretnych przykładów owych „nieprawdziwych informacji, które puszczam w obieg na temat janowskiej stadniny”. Ileż można bazować tylko na frazesach?

7. Nie można nie mieć frustracji mając w sercu troskę o los państwowej hodowli (stadniny janowskiej). Jest ona oczywista i normalna w tych okolicznościach, więc w tym kontekście nie rozpatrywałbym jej w kategoriach pejoratywnych. W przeciwieństwie do frustracji pani Sztuki, opierającej się zasadniczo na jej pretensjonalności wobec rzeczywistości, świata i ludzi, jak też nie pogodzeniu się z losem za „wygnanie z raju” (X 2016 – VIII 2018). Poza tym, to naprawdę bardzo zabawne, iż krytykę (apel o dymisję) Czochańskiego, wytyka mi osoba, która najgorszymi słowy spotwarzała M. Słowik (by doprowadzić do jej zwolnienia z funkcji p.o. prezesa). Przyganiał kocioł garnkowi...

8. Nie jestem osobą „szkalującą Janów w mediach”! Co więcej praktycznie nie ma takich osób. Są natomiast ci, i ja się do nich zaliczam, którzy „krytykują”, ale nie „Janów”, a jego „nieudolny zarząd”, a to fundamentalna różnica. Autorka tych oskarżeń posunęła się tu do tyleż perfidnego, co szeroko stosowanego zabiegu socjotechnicznego, mającego na celu zdyskredytować (zneutralizować) tzw. „hejnalistę”. Takie nikczemne „myki” (odwrócenie odpowiedzialności) są często wykorzystywane choćby przez hierarchów kościoła (oskarż jakiegoś księdza o czyny pedofilskie, to zaraz usłyszysz, że dopuszczasz się „ataku na kościół”). To są haniebne „translacje”; niegodne „kulturalnego człowieka”...

9. Cyniczna próba wmówienia opinii publicznej, iż to Sobieszak, Bojanowska i Raznowiecki wyrządzają największe szkody polskiej hodowli koni arabskich, jest nie tylko absurdalna, ale i przeciwskuteczna, gdyż większość zainteresowanych już zdążyło się zorientować „co tu jest grane”. Ci już dobrze wiedzą, iż największym dla niej zagrożeniem są nieudolnie i bezrefleksyjnie zarządzający (ręcznie sterujący) państwową hodowlą. Pani Sztuka dla swoich (niecnych) celów nie cofnie się przed największym nawet łgarstwem, jednak skala tej desperacji staje się tyleż nieakceptowalna, ile żałosna...

10. Nie aplikuję do roli następcy Czochańskiego w Janowie, choć z oczywistych względów byłbym od niego lepszy o milę (mając pojęcie o zagadnieniu). Tak się jednak niefortunnie składa, iż dziś wiedza/świadomość to wada; że nie wspomnę o mojej nieprawomyślności politycznej, całkowicie rozbieżnej z linią aktualnie rządzącej partii. Natomiast chciałbym, by do Janowa zawitał: 1. menadżer z prawdziwego zdarzenia; 2. hodowca przygotowany do wyzwań (może pani Magdalena Helak-Kulczyńska?); 3. by powrócili nad Bug fachowcy od pielęgnacji i układania koni (Wojtecka-Kozikowski); 4. by janowska strona internetowa była znów żywa treścią i bogata formą (znów pod redakcją L. Pawłowskiej?). Jednak moim pierwszym życzeniem (na Nowy Rok) jest, by pan Czochański jak najszybciej wrócił tam skąd przyszedł (na plany teledysków disco-polo, gdzie będzie się mógł naprawdę spełnić).

11. W najmniejszym nawet stopniu charakterystyka p/o prezesa w Janowie nie pasuje do p/o prezesa w Michałowie. Taki sąd to blef i blaga, co wynika choćby z moich tekstów, w których (na przykładach) porównuję filozofię, metody i sposoby zarządzania stadninami. Z wszystkich tych analiz jednoznacznie wynika, iż to zupełnie odmienne (nieporównywalne) i tyleż nie przystające do siebie „światy”.

12. Właściwie powinienem wystąpić wobec H. Sztuki na drogę prawną (i być może tak się stanie), z tytułu absolutnie karygodnych insynuacji wobec mnie oraz zarządu SK Michałów. Nie może bowiem być tak, iż ktoś publicznie i z całą swoją złą wolą, bezkarnie rzuca cień oskarżeń na niewinnych ludzi, usiłując niedwuznacznie zasugerować opinii publicznej, iż na styku moich kontaktów z zarządem SK Michałów mogło dochodzić do aktów jakkolwiek naruszających interes tej stadniny. Osnowa tych wątków (intrygi H. Sztuki) sprowadza się do tego, iż swymi pochlebnymi opiniami o M. Słowik i W. Sosnowskiej „kupuję sobie łaskę” skutkującą następnie nie tylko upustami na nabywane tam przeze mnie konie, ale w ogóle stworzeniem mi możliwości ich zakupu, gdyż – w opinii intrygantki – „bez szczególnej łaski zarządu nie mógłbym nabyć tam żadnego konia”… Cóż powiedzieć na ten stek kłamstw, pomówień i insynuacji? Może tylko tyle, iż wszystko ma swoje granice; także skala fałszu, cynizmu i chorych oskarżeń, i że w tym miejscu Sztuka tę granicę przekroczyła (co jest jeszcze o tyle ohydne, iż znała prawdę w tej sprawie, a mimo to „rżnie głupa” na całego)...

Za roczną klaczkę, wyselekcjonowaną w lutym i zapisaną do trzeciego przetargu z rzędu, zapłaciłem ponad 4 tys. euro (brutto) – co wprawiło w osłupienie nawet główną księgową, bo była to jedna z większych sum, jaką dostali za roczniaczkę z przetargu i tyleż znacznie przekraczająca tę kwotę o jakiej myśleli (jaką mieli nadzieję pozyskać) w odniesieniu do tej konkretnej klaczki. O jakiej (czyjej) więc „łasce” mowa? Kto miał robić mi łaskę sprzedając niemal oseska za takie pieniądze?! Nich ktoś wreszcie stuknie się w ten „pusty sagan”, gdy nadal będzie chciał wmawiać ludziom podobne brednie! Występując z tak „szaloną” ofertą za 15. miesięczną klaczkę, nie tylko nie szukałem możliwości przyoszczędzenia, to jeszcze znacząco przydałem sobie wydatków, gdyż doprowadzenie jej do roli matki zajmie mi dobrych kilka lat, a tym samym zamknie się kwotą nie mniejszą, niż 10 tys. euro (w tym stanie rzeczy o wiele bardziej by mi się opłaciło, patrząc z perspektywy wydatków, kupić źrebną klacz, tyle tylko, iż nie u Czochańskiego, gdyż u niego najtańsze „chodzą” od 10 tys. w górę). Zaszalałem świadomie, chcąc tak nie tylko sprawdzić swój "nos" (instynkt) w praktyce, ale też osobiście i na bieżąco uczestniczyć w jakże fascynującym procesie przeobrażania się młodego osobnika czystej krwi arabskiej w dorosłego. Przy tym czerpać z tego nie tylko satysfakcję emocjonalną i estetyczną, ale też naukę (zainwestowałem więc w proces nabywania wiedzy, której bym nie pozyskał nabywając już uformowaną klacz). I na marginesie. Ludzie oszczędzają na wielu rzeczach, ale żaden pasjonat nie wpadnie na pomysł, by oszczędzać na tym, co daje mu radość. Stąd insynuacje, iż podlizuję się M. Słowik, by finalnie (przy okazji) oszczędzić parę euro, są tyleż niegodne, co po prostu śmieszne (nie zniżam się do takich metod). Nie należę nawet drugiego „kręgu relacji” z michałowskim zarządem, czego dowodem jest choćby fakt, iż zapewne byłem jedyną osobą zobowiązaną (decyzją prezes Słowik) do wystosowania specjalnej prośby w celu otrzymania zgody na moją obecność na jesiennym przeglądzie koni. W efekcie, gdy P. Umińska, w mojej obecności, dziękowała M. Słowik „za zaproszenie”, to ja mogłem jedynie podziękować za „łaskawą zgodę” na moją tam obecność. Chyba jednak nie ten rodzaj „łaski” miała na myśli H. Sztuka próbując bezczelnie wikłać nas w jakieś podejrzane relacje, a tak naprawdę w swoją brudną grę, której to staliśmy „przedmiotem”…

13. Mój przychylny komentarz do strategii przyjętej przez panie Słowik i Sosnowską, jak też ich elastycznego, tzn. jedynie słusznego, podejścia do zagadnienia (osiągnęły sukces odrzucając a priori sztywne zasady i wygórowane limity cenowe) – był wyrazem uznania dla ich wyobraźni, konsekwencji i skuteczności. Tych, jak wiadomo, zabrakło choćby ekipie z Białki (z progami licytacyjnymi na poziomie 5 tys. euro za ogierka), a głównie właśnie Czochańskiemu, który „popisał się” wybitną indolencją na tych polach. Skutkiem tego była niewyobrażalna dotąd porażka janowskiej hodowli (straty na jej wizerunku i marce). Z racji zbyt wygórowanych żądań cenowych (sztywno ustawionych progów wyjściowych) nie udało się wylicytować na Służewcu ani jednej janowskiej klaczy (rzecz nie do pomyślenia dotąd)! Ewidentny rezultat tego, iż p.o. prezesa niewiele myśli i jeszcze mniej rozumie (jest jak to „błądzące dziecko we mgle”). Dla mnie (i zarządu z Michałowa) jest oczywiste, iż lepiej jest sprzedać konia za 7 tysięcy euro, niż nie sprzedać za 10 tysięcy czy sprzedać za 3,4 tys. niż nie sprzedać za 5 tys. Na tym polega „mądrość praktyczna” niektórych. Ta powoduje, iż dana stadnina nie tylko skutecznie neutralizuje koszty generując też (krok po kroku) przychody, to jeszcze zwalnia tak miejsca w stajniach pod kolejne roczniki (co jest rzeczą nieodzowną dla komfortu stada i go obsługujących). Tych prostych, zdawałoby się, prawd/zasad nie są w stanie pojąć ani w Białce, ani w Janowie Podlaskim, co musi rodzić określone (negatywne) konsekwencje. Przez właściwą (aktywną i bieżącą) selekcję/zbycie nadwyżki hodowlanej i racjonalne/elastyczne podchodzenie do uwarunkowań rynkowych, w Michałowie nie muszą, na koniec roku, uciekać się do żadnych drastycznych działań, sprowadzających się w praktyce (patrz SK Janów Podlaski) do sprzedaży/dzierżaw swych „gwiazd”. Miałem więc pełne podstawy, by pochwalić owe Panie i zrobiłem to bez żadnych interesownych intencji, które bezczelnie imputuje mi H. Sztuka (pewnie mierząc mnie swą miarą).

14. Autorka „paranoi w praktyce”, w jednym z akapitów, przekonuje, iż: „politykom zależy, by wokół Janowa panował spokój”. Doprawdy? A jak, rozumiany, przepraszam? Iż "mordka w kubeł" i nic nie widzieć, nic nie słyszeć? Iż udawać, że jest dobrze, by wypełnić tak wolę prezesa, który wszak prosił: "nie przeszkadzać, tylko co najwyżej popierać". To nic nowego pod słońcem, iż politykom zależy na spokoju (rozumianym też jako bierność społeczna), bo każdy protest, każdy głos obywatelskiego sprzeciwu, to zagrożenie nie tylko dla ich rządów, ale też dla tej władzy komfortu, który uwielbiają. No proszę jak H. Sztuka „dba” o należyty komfort władzy. Rozumiem, że to tak wcale nie przypadkiem; że kolejny plusik z tytułu „podlizania się” ma być gdzieś tam zapisany (żenujące). Nieco niżej twierdzi też, iż: „nie można opluwać ludzi, z którymi nie potrafi się nawiązać kontaktu intelektualnego”. Tu zgoda. Tyle tylko, iż by taki mógł być nawiązany, to (po drugiej stronie) niezbędny jest jednak jakiś intelektualista...

15. Co znamienne, już pod koniec swego „dzieła” (inna sprawa, że paranoicznego), pani Sztuka nagle – ze zdziwieniem – konstatuje, iż „wyszła jej obrona Czochańskiego, choć nie było to jej intencją”. To przykre, gdyż to jawny dowód tego, iż już ewidentnie nie panuje nad tym, co pisze (w innym przypadku prowadziłaby narrację zgodną ze swą intencją). W osobliwej próbie obrony przed samą sobą (swymi słabościami i totalnym pogubieniem) – dodaje jednak, iż rzeczonego „musi rozliczyć pracodawca, a jest nim KOWR”. Rzecz w tym, iż znowu wykazuje się tak niekonsekwencją, bo sama nie wierzy w to co mówi (to pewnie straszne tak wić się w zapętleniu duszy). Problem w tym, droga pani, że KOWR jako instytucja – z tego punktu widzenia – w pełni fasadowa, sam z siebie nigdy nic nie zrobi, bo nie spełnia tu roli twórczej, a jedynie odtwórczą (jest typowym „pośrednikiem”, instytucjonalnym „listkiem figowym” między zarządami stadnin, a MRiRW). Nie ma więc prerogatyw, by autonomicznie, bez odgórnego polecenia z ministra rolnictwa, cokolwiek rozliczać. Z tego prostego powodu kierujemy swe listy/apele nie do KOWRu, gdyż byłoby to „pisaniem na Berdyczów”, a bezpośrednio do decydentów, z panem ministrem na czele. Proszę też nie straszyć nikogo – moim „brakiem kompetencji i doświadczenia w hodowli” – w sytuacji, gdy wcześniej broniła pani (osłaniając własną piersią) kogoś takiego, jak G. Czochański (osobę bez kompetencji i doświadczenia do potęgi entej)! Co więcej, ową „beznadziejną obroną” odebrała sobie pani prawo do oceniania innych z tego punktu widzenia, a w wyniku swych ostatnich „rewelacji” stała się też pani ostatnią (z etycznego punktu widzenia) na liście uprawnionych do krytykowania kogokolwiek. Niech to wreszcie do pani dotrze!

Resume. Oczywiście rozumiem, iż czego bym tu nie napisał oraz ile razy nie udowodnił Hannie Sztuce fałszu, obłudy, zakłamania oraz składania fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, to i tak nie zawrócę jej z wytyczonego (desperacko, po trupach) celu, jakim jest powrót na białym koniu do Michałowa jej najulubieńszego szefa, tudzież idola, bohatera, przyjaciela (etc.), dr Macieja Pawła Grzechnika (z powiernicą przy boku). Już chyba wszyscy w Polsce o tym wiedzą, ale znakomita większość nie kibicuje „tej walce”. Choćby dlatego, że nie jest ona czysta i szlachetna; toczona z poszanowaniem reguł oraz w dobrej wierze. Wręcz przeciwnie, To perfidna, wyrachowana i cyniczna gra. To postawa pełna zawiści, nienawiści i pogardy wobec drugiego człowieka. To „wolna amerykanka” charakteryzująca się elementarnym brakiem zasad (chwytami poniżej pasa, brutalnymi faulami). I gdy – a priori – nie jest niczym złym dążenie do szczęścia i sukcesu w życiu, to jednak muszą być tu zachowane zasadnicze reguły, a pierwszą z nich jest ta, iż nie wolno tego czynić kosztem (krzywdą) innych ludzi. Tymczasem co pani robi? Sztukę „deptania ludzi” i „odwracania kota ogonem” opanowała pani do perfekcji – co czyni ją niemożliwą do zaakceptowania przez każdego kulturalnego człowieka (tudzież obrońcę zwierząt)… R. Raznowiecki
Dodaj komentarz
Zasady komentowania*
Zawsze akceptuj komentarz zarejestrowanego użytkownika.
Tytuł*
Nazwa*
E-mail*
Strona www*
Ikona wiadomości*
       
Treść*
URL E-mail Link obrazka Zarządca obrazków Buźki Flash Youtube Kod Cytat

Pogrubienie Kursywa Podkreślenie Przekreślenie  Do lewej Wyśrodkowanie Do prawej  


Kliknij Podgląd aby zobaczyć zawartość po zmianach.
Opcje*
 
 
 
Kod potwierdzający*

Kliknij tutaj, aby odświeżyć obrazek, jeśli nie jest wystarczająco czytelny.


Wpisz znaki widoczne na obrazku
Kod rozróżnia małe i wielkie litery
Liczba prób, które możesz wykonać: 5