| Veto dla Czochańskiego w Janowie (choćby pomarzyć)... |
Autor: Gość Wysłano: 21.12.2019, 13:20:52 Ponieważ z nikim mi się tak dobrze nie rozmawia (nie pisze) jak samym sobą, więc jeszcze jeden (ostatni, taki na deser) wątek - z tych, które należało poruszyć czy też bardziej składnie ująć (ogarnąć), w tym kontekście... Stadnina koni jest niczym ludzki organizm. By była „zdrowa i wydolna”, to muszą w niej dobrze funkcjonować wszystkie elementy (organy) na ów się składające. Wystarczy więc, iż są problemy już z jednym z nich, by cała struktura popadła w kłopoty. Cóż dopiero jak chorych/nieprawnych/niewydolnych organów jest więcej? Tymczasem w janowskiej stadninie, pod aktualnym zarządem, występują określone problemy/deficyty na co najmniej kilku polach, więc tylko można sobie wyobrazić, w jak złym stanie musi być ów organizm! Zacznijmy od tego, iż praktycznie nie istnieje tam takie „zjawisko”, jak zdrowy (skuteczny) mechanizm selekcji – niezbędny do należytego funkcjonowania organizmu – czego dowodem jest fakt, iż nie odbywa się tam eliminacja (optymalnie poprzez sprzedaż) jakichkolwiek młodych koni (do 3 roku życia). Co więcej, gdy – w końcu – jakieś (klacze) trafią już na listy aukcyjne czy przetargowe, to z powodu zbyt wygórowanych żądań/wycen (nie przystających do realiów rynkowych), są bardzo duże problemy z ich zbyciem (mówię tu o „normalnych”, średniej jakości klaczach, a nie o „gwiazdach”, ale to właśnie z tych pierwszych, a nie z tych ostatnich składa się zasadniczo stado mateczne). Przecież to jawna patologia – absolutnie karygodne zaburzenie podstawowych norm i funkcji (zasad) selekcji!… Stadnina to z reguły dom bardzo wielu koni. Część z nich pozostanie w niej przez długie lata (niektóre nawet na zawsze), jednak zdecydowana większość podlegać będzie (musi) tyleż nieubłaganemu, ile nieodzownemu procesowi rotacji, gdyż jest to naturalny element ustrojowy (oczyszczanie się i odradzanie) każdego, bez wyjątku, zdrowego organizmu. Selekcja jest swoistym krwioobiegiem takiego. Musi więc tu zachodzić tyleż nieprzerwane, ile niezakłócone „krążenie”, gdyż inaczej powstaną „zatory” skutkujące poważnymi problemami, z „zawałem” włącznie. Dlaczego stadnina janowska jest – od kilku lat – w permanentnym „stanie przedzawałowym”? Właśnie dlatego, iż zarządzający nią (przez swą niewiedzę i ignorancję, gdyż nie zakładam tu złej woli) blokują jej podstawowe funkcje, tj. swobodny przepływ krwi; wręcz „kisząc”, gdyż upychając na siłę, tyleż niezbędne stadu, ile całkowicie niepotrzebne konie. Praktycznie nie istnieje tam takie pojęcie, jak „nadwyżka hodowlana”, gdyż najchętniej wszystko by u siebie zatrzymali – bez jakiejkolwiek refleksji, iż wyrządzają tak „niedźwiedzią przysługę” stadu i jego funkcjom. Tak oto nie tylko nie redukują kosztów i nie generują przychodów, to jeszcze czynią życie/bieżącą działalność stadniny (jej koni i załogi) nieznośnie uciążliwym (dyskomfortowym). Logiczną (nieuchronną) konsekwencją takiego stanu są, wspomniane wcześniej, „zatory”, w wyniku czego „porażony organizm” musi koniec końców – pod koniec roku – trafić „na OIOM” (tę czy inną aukcję). Tam, w mniejszym czy większym zakresie dochodzi dopiero do udrożnienia zaczopowanych „żył” i jego „dotlenienia” (kosztem odejścia najgłośniejszych klaczy)... Pytanie jak długo tak można? Na ile starczy tych ostatnich? I co będzie po tym, gdy już ich zabraknie? Rodzi się tu też pytanie zasadnicze: komu i dlaczego tak bardzo zależy na niewydolności janowskiej stadniny, skoro nie robi nic (z katalogu rzeczy niezbędnych do zrobienia), by zmienić ów patologiczny stan rzeczy? A przecież ułomna (niewystarczająca) selekcja nie jest jedynym problemem tego stada, gdy ewidentne deficyty istnieją też w opiece weterynaryjnej (weterynarz na telefon już dawno okazał się niewystarczającym i nieskutecznym rozwiązaniem), jak też w podstawowej opiece nad koniem. Nie jest wszak tajemnicą, iż stadnina ma duże problemy ze skompletowaniem należytej obsady kadrowej; ze zbyt małą liczbą masztalerzy, co skutkuje już nawet zawieszaniem, przesuwaniem stadninowych przeglądów. Do zapaści wręcz doszło natomiast w grupie mającej/mogącej prowadzić trening pokazowy i prezenterkę (załamało się to, po odejściu Wojteckiej i Kozikowskiego, a jeszcze pogłębiło wraz z ubytkiem K. Biernata). Całkowicie pomijanym przez zarząd obszarem, w konsekwencji niezmiernie zaniedbanym jest cały zakres komunikowania się stadniny „ze światem” (przedstawiania swej narracji), czego symbolem jest indolentna, siermiężna i wręcz dogrywająca strona internetowa. W świadomości, a więc też w polu działania obecnych władz, nie zaistniały dotąd takie (nieodzowne współcześnie) elementy społeczno-medialne i wizerunkowe, jak m.in. reklama, promocja, marketing, budowanie marki czy PR. Tymczasem wszystko to są rzeczy, zjawiska, tryby, okoliczności, procesy i mechanizmy, bez znajomości (wdrożenia) których zwyczajnie nie ruszy się z miejsca… Zasadnym jest więc pytanie, jak w tych warunkach; w takim, a nie innym stanie rzeczy, ta stadnina ma normalnie funkcjonować? Jak ma (należycie) wypełniać swe zadania (misję), utrzymując przy tym minimalną płynność finansową?! Gołym okiem widać, iż przy tym zarządzie jest to awykonalne (absolutnie niemożliwe)...Gdy jakaś drużyna nie radzi sobie w rozgrywkach, jak kiepsko jej idzie, to co się wymienia wcześniej: drużynę czy trenera? Ponieważ niemożliwym jest zmiana stada oraz „okoliczności przyrody” w jakich ono funkcjonuje, to jedynym logicznym (koniecznym) rozwiązaniem wydaje się zmiana "trenera". Nie ma innego wyjścia, jeśli ma być tam lepiej. No chyba, że... nie ma być lepiej! Iż „jest dobrze tak, jak jest”; że "im gorzej, tym lepiej"... Może faktycznie o to tutaj chodzi. A, to przepraszam – nie skumałem (nic nie wiem, nie rozumiem, a się rzucam). Przyznaję, że do tej pory (może naiwnie) nie brałem tego pod uwagę i to pewnie był mój błąd. No cóż. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, iż nie byłem tu pierwszy (przede mną był Don Kichote). Tak czy inaczej Izwinitie pożałujsta. R. Raznowiecki |

