| W cywilizowanym państwie (pomarzyć)… |
Autor: Gość Wysłano: 30.04.2020, 11:07:10 W każdym normalnym, cywilizowanym państwie pełnomocników – jeśli już – wybiera się wśród ludzi kompetentnych i merytorycznych (najczęściej praktyków lub ekspertów) w danej dziedzinie, a decydującym o tym organom przyświeca zawsze nadrzędny interes kraju czy owej dziedziny. Jak się okazuje, dzisiejsza Polska nie zalicza się ani do tego świata, ani tej cywilizacji, gdyż na zupełnie innych zasadach i na mocy dalece odmiennych intencji doszło ongiś do powołania T. Chalimoniuka na pełnomocnika ministra d.s. koni. W istocie nominacja ta nie miała nic wspólnego z jakąkolwiek troską o należyty stan oraz dobrą perspektywę hodowli (selekcji) koni w naszym kraju, za to wiele z zabezpieczeniem partykularnych interesów pewnej grupy osób, gdyż na ową funkcję powołany został człowiek nie mający bladego pojęcia w temacie, za to ściśle umocowany w niedookreślonym układzie biznesowo-towarzyskim (wcześniej ekspert rynku internetowego). Co więcej, nominacja ta nie była przejawem/elementem żadnego głębszego planu (pomysłu) na „polish horse industry”, lecz została wymuszona publiczną interwencją wobec trwającego tam w najlepsze stanu bezprawia. Nie inaczej, bowiem do tej chwili T. Chalimoniuk całkowicie bezprawnie, gdyż jedynie "na gębę" (ergo bez żadnych pełnomocnictw formalno-prawnych) sprawował funkcję faktycznego „najwyższego zarządcy” państwowej hodowli koni arabskich, a już na pewno jej wymiaru selekcyjno-handlowego (będąc tak nie tylko zupełnie niezależnym od KOWRu, ale także przełożonym – do spółki ze swym doradcą, Simone Leo – p.o. prezesów państwowych stadnin koni oo). Rzecz miała miejsce, choć ani stołek prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, ani też „zaufanie ministra” nie upoważniały go do tego (do pełnienia funkcji w istocie właścicielskiej wobec państwowych stadnin koni)! Po moich wpisach i monitach w tej sprawie do MRiRW i KOWRu , nawet pełen pogardy i arogancji wobec obywateli (drugiego sortu) min. Ardanowski poczuł się zmuszony wreszcie coś z tym zrobić, gdyż w obliczu medialnej krytyki tego procederu nie można było go ciągnąć (na bezczelnego) w nieskończoność... W świetle określonych faktów, jak też świadomości folbluciarzy i ludzi związanych z hodowlą koni wyścigowych, T. Chalimoniuk nie sprawdza się specjalnie na stanowisku prezesa PKWK, a jego rządy wzbudzają duże kontrowersje i jeszcze większe rozczarowanie. Krytyczne zdanie wobec jego działań ma też Paweł Gocłowski – prezes Polskiego Związku Hodowców Koni Pełnej Krwi. Bardzo merytorycznie wypowiada się on o opłakanych skutkach aktualnego modelu zarządzania polskimi wyścigami (o indolencji i nieudaczności na tym polu). Ostatnio, tj. 22.04, w tekście pt. "Dwulatki 2019", zamieszczonym na stronie folbluty.org, pisał m.in.: "Przykład koni arabskich (najpierw wyścigi tzw. PASB, potem gonitwy o nielogicznej nazwie - eksterierowe) pokazuje, że nie tędy wiedzie droga do zwiększenia liczby polskich koni w treningu, czy zabezpieczenia interesów krajowych hodowców i właścicieli w starciu z „importami”. Lepszym rozwiązaniem jest rozsądne, długofalowe i skuteczne premiowanie. Niestety organy PKWK (Prezes i Rada) przez cztery lata zupełnie nie radziły sobie z tym problemem. (...) Wciąż nie wiemy czy i kiedy ruszy sezon wyścigowy 2020. Wprawdzie Minister Rolnictwa i jego pełnomocnik do spraw hodowli koni, a jednocześnie Prezes PKWK, wystosowali 21 kwietnia pismo do Ministra Zdrowia (zamieszczone na stronie klubu pod znamiennym tytułem „Wspólna walka o uruchomienie wyścigów”, ale załącznik do niego (Zabezpieczenie mityngów odbywających się bez udziału publiczności) pozostaje owiany tajemnicą. A to przecież od zawartych w nim szczegółów zależą w dużej mierze siła i skuteczność owego pisma. Przy okazji, czy wypełnianiu swoich najbardziej elementarnych obowiązków trzeba nadawać aż tak heroiczny wymiar, nazywając je walką?"... Tak władza – wg M. Szewczyka inwencja i otwartość – T. Chalimoniuka wygląda w praktyce; oczami ludzi spotykającymi się z nią na co dzień, jak też ponoszącymi jej skutki w praktyce. W tym stanie rzeczy są nikłe szanse na to, by ów człowiek (stojący za nim układ) był w stanie wykazać się czymś pozytywnym (służącym nadrzędnemu interesowi polskiej hodowli) na zasadniczo większym obszarze działalności /władzy (którego żadne dyletanctwo zwyczajnie nie będzie w stanie ogarnąć), choćby p. Szewczyk dwoił się i troił ("wyłaził ze skóry") w jego lansowaniu i hołubieniu. Zresztą – wedle intencji min. Ardanowskiego – w owej nominacji nie tyle chodziło o specjalne sukcesy na polu merytorycznym (przedmiotowym), ile głównie o "konsolidację władzy" (owa, jak wiemy, dla niektórych jest absolutnie najważniejsza; bez względu na okoliczności i ponoszoną cenę)... RR |

