| Dlaczego niby przegrał ? |
Autor: Gość Wysłano: 9.10.2020, 15:52:22 Wcale nie przegrał. Odszedł w glorii obrońcy rolnictwa i końskiego dobrodzieja, na którą to glorię wielu dało się nabrać. W podległej sobie końskiej branży nie zrobił nic, nie powstrzymał postępującej czystki kadrowej w stadninach, nie zrobił żadnej sanacji w KOWR i pozwolił na dalsze staczanie się państwowej hodowli. Ale żeby ta degrengolada nie poszła bezpośrednio na jego konto, to powołał sobie pełnomocnika. A na koniec omamił naiwnych jaśniepańskim gestem wywalając gigantyczne, państwowe oczywiście, pieniądze na propagandowe Warsaw Jumping, którego poziom sportowy był (poza nielicznymi wyjątkami) odwrotnie proporcjonalny do budżetu. Niejednego jednak, jak widać olśnił. Co do stadnin - to szefem KOWR jest Solidarnościowiec Grzegorz Pieta, w spółkach związek działa na starej zasadzie jedynie słusznej partii, zwiększając liczebność za pomocą marchewki albo kija. Pracownicy spółek najczęściej w większości nie chcą koni, bo to przynoszą straty a partii w to graj. Klasycznym przykładem Prudnik, który z 1,7 mln zysku w 2018 zjechał na zaledwie 112 tys za 2019. Co nie przeszkadza tamtejszemu związkowemu bossowi bez matury wspinać się na wyższe stopnie kariery, bo obecnie jest już prokurentem spółki a chodzą słuchy, że Prudnik ma uratować poprzez wchłonięcie sąsiedni OHZ Głogówek. Co jest dziwne, bo Głogówek ma prawie taki sam areał i tyle samo krów co Prudnik a nie ma koni. Jednakowoż w państwie PiS wszystko jest możliwe. Natomiast powtarzanie jak mantrę „państwowa hodowla musi upaść” jest takim samym szkodnictwem jak dobra zmiana w tychże. Bo im właśnie o to chodzi, o wpojenie w ludziach tego przekonania. Skoro będzie ono powszechne, więc można to będzie zrobić bez bólu i protestów. Upadnie, bo rzekomo musiała, a nie przez to, że ktoś do tego doprowadził. Taki będzie tego odbiór. A wcale nie musi i w dużej części nie powinna. JM |

