Bezczelność

Data 6.10.2018, 21:00:00 | Temat: Felietony

W czwartek 4 października odbył się w Stadninie Koni Michałów przegląd hodowlany. Przegląd, na którym zjawili się: odwołany z funkcji prezesa Maciej Grzechnik w towarzystwie swojej wiernej współpracownicy, Hanny Sztuki, która z kolei została zwolniona dyscyplinarnie z funkcji dyrektora ds. hodowli i głównego hodowcy. Biorąc pod uwagę grzechy, jakie oboje mają na sumieniu w stosunku do majątku, jaki im został powierzony, ich obecność na przeglądzie trudno określić inaczej, niż bezczelność. Takie było zresztą powszechne odczucie większości uczestników tego hodowlanego wydarzenia.

 

Nawiasem mówiąc, wydarzenia bardzo udanego. Nie byłem, ale od czego są telefony i maile. Relacje miałem od wielu osób. Przy okazji dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. A właściwie, uzyskałem potwierdzenie tego, co już wcześniej wiedziałem, ale na co brakowało mi dowodów. 


Zastraszanym przez wiele miesięcy członkom michałowskiej załogi zaczęły się rozwiązywać języki. A poza tym od czego są pińczowskie wróbelki oraz warszawskie wiewiórki? 
 

Po pierwsze, potwierdziło się, że Hanna Sztuka została zwolniona dyscyplinarnie. Za co? Głównie za to, że przez kilka miesięcy w michałowskich stajniach przebywały jej cztery prywatne konie (2 klacze i 2 wałachy) i za to nie płaciła! 

 
Monika Słowik przyjechała do Michałowa w czwartek wieczorem 23 sierpnia w towarzystwie wprowadzającego ją na funkcję p.o. prezesa spółki Michałów, urzędnika KOWR. Urzędowanie rozpoczęła następnego dnia, czyli 24 sierpnia. Nie miała „przyjemności”, ani przejąć obowiązków od odwołanego Macieja Grzechnika, ani pracować z panią dyrektor ds. hodowli, Hanną Sztuką. Odwołany prezes pojawił się w Michałowie dopiero tydzień później, a pani dyrektor przedstawiła zwolnienie lekarskie od 27 sierpnia, 24 sierpnia zaś nie było jej w pracy. Oboje wiedzieli co się święci, więc zrobili uniki. Kiedy w sobotę 25 sierpnia pani Słowik pojechała po swoje rzeczy i przez weekend jej nie było w firmie, pani Sztuka również w sobotę wywiozła swoje dwie klacze arabskie bukmanką. Przy okazji kazała sobie zapakować cztery worki państwowego owsa, będącego własnością spółki! Dlaczego nie zabrała dwóch wałachów? Diabli wiedzą. Może jej się bukmanka popsuła?

 

Tak czy inaczej, fakty są porażające. Przez kilka miesięcy cztery prywatne konie pani Sztuki stacjonują w państwowej stadninie na koszt tejże. Dwa z nich przebywają do dziś, w każdym razie były jeszcze w dniu przeglądu. Nie było też żadnej umowy między właścicielką owych czterech koni a spółką. A co by było, gdyby nie doszło do zmiany prezesa w Stadninie? Można przypuszczać, że państwowa spółka nadal ponosiłaby koszty utrzymywania 4 koni prywatnych koni pani dyrektor. Ten proceder trwałby zapewne przez kolejne miesiące, a może nawet lata.
 
Oczywiście za tę naganną sytuację winę ponosi nie tylko pani Sztuka, ale przede wszystkim były prezes, który to tolerował. A może należy użyć mocniejszego określenia – krył to okradanie spółki, którą kierował. 

Potwierdziły się też inne, nie mieszczące się w głowie informacje. Na cztery z pięciu wydzierżawionych do ośrodka w Belgii koni, które trenował i wystawiał Raphael Curti – a są to: Emandoria, Equator, Pustynia Kahila, Galerida i roczny ogierek Ermitage – nie było ważnych umów! Na Emandorię umowa była, ale z zeskanowanym podpisem dzierżawcy. Na Equatora, Galeridę i Pustynię Kahila Maciej Grzechnik dostarczał umowy do biura stadniny już po swoim odwołaniu. W każdym z tych przypadków podpis dzierżawcy nie był oryginalny, a zeskanowany! Na ogierka Ermitage, który wrócił do stadniny w początku sierpnia (a wyjechał w grudniu poprzedniego roku), w ogóle umowy dzierżawy nie było. 
 
Jak widać, Maciej Grzechnik do spółki z panią dyrektor - bo ona też musiała o tym wiedzieć – wydzierżawiali konie za granicę bez podpisanych umów. Można domniemywać, że to dotyczy także Emandorii. Dlaczego więc jak były prezes został odwołany, to w biurze stadniny umowa dzierżawy Emandorii (choć z zeskanowanym podpisem dzierżawcy) była, a na inne konie takich umów nie było? 
 
Może dlatego, że o Emandorię dopytywali się posłowie w ramach interpelacji poselskiej i trzeba było dorobić tę umowę już wcześniej. Dorabianiem umów na pozostałe trzy konie Maciej Grzechnik zajął się dopiero po swoim odwołaniu. Dlaczego nie stworzył umowy post factum na ogierka Ermitage? Może z lenistwa, a może stwierdził, że skoro ogierek w dniu jego dymisji był już z powrotem w stadninie, to umowa jest bezprzedmiotowa? Jeśli tego typu myślenie legło u podstawy faktu, że na Ermitage’a Maciej Grzechnik nie stworzył umowy post factum – to inaczej jak głupotą tego nie można nazwać. Nawet mataczyć trzeba z głową. 

Tak czy inaczej fakt, że pan Grzechnik do spółki z panią Sztuką wydzierżawiali konie do Belgii bez podpisanych i uzgodnionych wcześniej umów, jest karygodny. To przede wszystkim skandaliczny przypadek niedbania o powierzone im mienie państwowe. Mamy tutaj do czynienia z sytuacją, która rodzi wiele pytań. Co się kryło za takim postępowaniem? Jakie były tego powody? Powiem wprost (pisałem zresztą o tym już wcześniej „Proszę jeszcze dopisać to” z 7 sierpnia 2018) – coś tu brzydko pachnie.
I na koniec mam jeszcze kilka pytań. Jak to możliwe, aby cały ten proceder trwał tyle czasu? Jak to możliwe, że tak cenne konie przebywały przez wiele miesięcy w dzierżawie, za granicą bez umów? Gdzie był w tym czasie nadzór właścicielski, a dokładnie co robił jako organ nadzorujący, ówczesny zastępca dyrektora generalnego KOWR? Przecież w środkach masowego przekazu było wiele sygnałów, że w Stadninie dzieje się źle. Publicznie pytania zadawali dziennikarze i posłowie w interpelacjach. Ja też o tym pisałem. 
 
Kto rozliczy teraz urzędników z KOWR (a wcześniej z ANR) za to, że na to pozwalali? Kto ich rozliczy za to, że nie reagowali na sygnały? Czy ta urzędnicza niemoc (a może zmowa?) wynikała z tego, iż Maciej Grzechnik był protegowanym byłego ministra rolnictwa? Dlatego mógł tak ostentacyjnie lekceważyć prawo, wewnętrzne procedury i przepisy? Jak widać czuł się bezkarny. 
 
Rodzą się kolejne pytania. Czy były prezes ma zapłacić tylko dymisją, a była pani dyrektor – tylko dyscyplinarką? KOWR zapowiedział gruntowną kontrolę w michałowskiej spółce. Wzywam kierownictwo KOWR do opublikowania wyników tej kontroli! I do dalszych kroków. Bo na jednej dymisji i jednej dyscyplinarce nie powinno się skończyć. Są mocne przesłanki, aby te sprawy skierować do prokuratury! 
 
Apeluję również do ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który jawi się jako odnowiciel państwowej hodowli koni arabskich, aby nie pozwolił zamieść tej sprawy pod dywan! 
 
Zatytułowałem ten tekst „Bezczelnością” nie tylko z powodu zjawienia się pana Grzechnika i pani Sztuki na przeglądzie hodowlanym w Michałowie. Także z innych powodów. Były prezes chodzi gdzie się da i rozpowiada, że niebawem wróci do michałowskiej stadniny na białym koniu. Ponieważ w PiS-ie już nie chcą słuchać jego skamlenia o tym, jakim to wspaniałym był prezesem i jak został niesprawiedliwie odstawiony od koryta, teraz dotarł do przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa, Jarosława Sachajko z Kukiz'15 i nakarmił go „rewelacjami”, jakie niedawno (22 sierpnia br.) publikowała Agencja Informacyjna o rzekomym ustawianiu aukcji za czasów Jerzego Białoboka i Marka Treli. To jest dopiero bezczelność.
A pan poseł kupił te brednie i skierował, między innymi w tej sprawie, interpelację do ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Pytania z interpelacji znów wracają do „nieśmiertelnego” argumentu ministra Jurgiela o szkodliwości pozyskiwania od klaczy zarodków. A ostatnie (siódme) pytanie wspomnianej interpelacji (Jaki jest związek pomiędzy sprzedażą w roku 2012 klaczy Ejrene a wydzierżawieniem klaczy Emandoria?) jest żywcem przekopiowane z „rewelacji”, jakie na podstawie donosu Macieja Grzechnika, opublikowała Agencja Informacyjna tuż po ostatniej, nieudanej aukcji Pride of Poland. 
 
CBA i prokuratura od wielu lat (!) szukają dowodów na rzekomą niegospodarność w SK Janów Podlaski za czasów Marka Treli. Szukają czegoś, czego nie ma. A może by tak się zajęły czymś, co jest ewidentne – działaniem na szkodę majątku państwowego przez protegowanego Jurgiela.

Marek Szewczyk





Ten artykuł pochodzi ze strony HipoLogika Marka Szewczyka
http://hipologika.pl

URL tej publikacji:
http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=359