O świecie, który istniał, a którego już nie ma

Data 1.08.2026, 10:41:11 | Temat: Felietony

Wpadła w moje ręce książka pod tytułem „Żydowska Warszawa idzie na mecz”. To czwarta część cyklu „Warszawa idzie na mecz”. Pierwsze trzy części napisał Stefan Szczepłek, istna skarbnica wiedzy o historii polskiego sportu, a zwłaszcza piłki nożnej. Tę czwartą stworzył w duecie z Robertem Gawkowskim. Jak sygnalizuje tytuł, opisuje ona dzieje żydowskiego sportu, ale jedną z zalet tej książki jest to, że nie tylko w Warszawie, ale w Polsce w ogóle, a także zahacza o ciekawe wątki z innych krajów.

 

Historia żydowskiego sportu w Polsce, czyli historia żydowskich klubów sportowych oraz obywateli Polski mojżeszowego wyznania, którzy w tych klubach uprawiali różne dyscypliny sportowe, jest krótka. W zasadzie zaczyna się podczas I wojny światowej, a kończy, kiedy hitlerowskie Niemcy napadają i podbijają Polskę. To niecałe 25 lat.

 

Ale to historia współcześnie żyjącym Polakom nieznana. Historia, którą ocalić od zapomnienia postanowili panowie Gawkowski oraz Szczepłek. I zrobili to wyśmienicie. Bardzo rzetelnie, z zacięciem naukowym. Książka ma i kalendarium, i bibliografię, i indeks nazwisk. Do tego mnóstwo czarnobiałych zdjęć ludzi i plakatów. No i olbrzymią liczbę faktów oraz nazwisk.

 

A przy tym jest napisana świetnym stylem, nie naukowym, a dziennikarskim. Ten styl sprawia, że książkę czyta się jednym tchem. A ja tym bardziej nie mogłem się od niej oderwać, bo choć interesuję się historią, to ten obszar był mi kompletnie nieznany.


Czy wiedzą Państwo, że w przedwojennej Polsce działało ponad 600 klubów żydowskich, z czego w Warszawie ponad 40? W stolicy stanowiły one mniej więcej jedną trzecią stołecznego sportu, co odpowiadało proporcjom wyznaniowym, gdyż Żydzi stanowili około 30 procent populacji stolicy.

 

A czy wiedzą Państwo co oznaczały, czy do czego nawiązywały nazwy takich żydowskich klubów, jak: Makabi, Bar Kochba, Hapoel, Hagibor, Hasmonea, Szomryja czy Balfuria?

 

Czy słyszeli Państwo kiedykolwiek nazwę Makabiada i wiedzą, co ona oznacza?

 

Czy znane są Państwu takie nazwiska, jak: Josef Jekutieli, Dawid Przepiórko, Józef Cukier, Zygmunt Breitbart, Maryla Freiwald, Rotholc Szaps?

 

No to posłuchajcie.

 

Kluby o nazwie Makabi (bądź Makkabi) powstawały w wielu krajach, a upamiętniały Judę Machabeusza, przywódcę powstania przeciwko królowi Syryjskiemu Antiochowi, który jako zwolennik kultury greckiej postanowił zhellenizować Żydów.

 

Szymon Bar-Kochba to z kolei przywódca powstanie mającego na celu zrzucenie zwierzchnictwa Cesarstwa Rzymskiego nad prowincją Judea.

 

Hapoel i Hagibor to słowa hebrajskie. Pierwsze oznacza Bohater, a drugie – Robotnik. Szomryja to w języku jidysz Warta, klub, który zrzeszał głównie żydowskich harcerzy. Z kolei Hasmonea upamiętnia żydowską dynastię Hasmoneuszy, podobnie jak nazwy Piast czy Jagiellonia nawiązują do dynastii Piastów czy Jagiellonów.

 

Nieco inaczej jest z nazwą klubu Balfuria. Tę nazwę nadano jednemu z klubów na cześć brytyjskiego polityka, lorda Arthura Balfoura, który w roku 1917 jako  minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii ogłosił tzw. deklarację Balfura w sprawie utworzenia w Palestynie żydowskiej siedziby narodowej, czyli przyszłego państwa Izrael.

 

Na sport, jako powszechny ruch, który na przełomie XIX i XX wieku rósł w siłę, żydowscy przywódcy, zarówno ci polityczni, jak i ci religijni, patrzyli różnie. Ortodoksyjni Żydzi uważali uprawianie sportu na oczach innych, w skąpych strojach, za coś nieobyczajnego, a ortodoksyjni rabini wyklinali tych, którzy np. rozgrywali mecze piłkarskie w soboty, grzmiąc, że Szabat jest dniem świętym i nie można go kalać nie tylko pracą, ale także żadnym wysiłkiem fizycznym.

 

Inaczej na to patrzyli przywódcy ruchu syjonistycznego. Nawoływali oni żydowską młodzież z całego świata, aby przyjeżdżała do Palestyny, gdzie będzie tworzyć i umacniać żydowską ojczyznę. Do tego potrzebna była tężyzna fizyczna. Nic więc dziwnego, że na drugim światowym kongresie syjonistycznym w 1898 roku w Bazylei, jeden z przywódców, lekarz i filozof, Max Simon Nordau, apelował do owej młodzieży „o harmonijny rozwój ciała i ducha”.

Na jego cześć w Polsce w latach 1930. powstało kilka klubów o nazwie Żydowski Klub Sportowy Nordyja.

Makabiady

W międzywojniu w różnych krajach Europy i nie tylko istniało mnóstwo klubów o nazwie Makabi. W 1929 roku w Ostrawie zwołany został międzynarodowy kongres klubów Makabi. Jak się wówczas okazało ruch ten zrzeszał ok. 650 tysięcy członków w 35 krajach!

 

Na tym kongresie Josef Jekutieli rzucił hasło, które sprawiło, że dla żydowskiego sportu stał się odpowiednikiem Pierra de Coubertina, pomysłodawcy nowożytnych igrzysk olimpijskich. Jekutieli urodził się w Berezie Kartuskiej w 1897 roku. Jako dziecko wyjechał z rodzicami do Palestyny. Tam ukończył szkołę, studia. Tam grał w piłkę nożną… oczywiście w klubie Makabi. Na kongresie w Ostrawie przedstawił pomysł organizowania Makabiady, czyli cyklicznych ogólnoświatowych zawodów w wielu dyscyplinach sportowych dla żydowskich sportowców. Widział w tej idei okazję do pokazania mocy żydowskiego sportu, do dawania przykładu żydowskiej młodzieży, aby uprawiała sport, aby się wzmacniała fizycznie, co miało znaczenie wobec zagrożeń wynikających z narastającego antysemityzmu.

  

Pierwsza Makabiada odbyła się w 1932 roku. Główną areną stał się specjalnie z tej okazji wybudowany stadion na obrzeżach raczkującego wówczas miasta Tel Awiw. W tej żydowskiej olimpiadzie wzięło udział ok. półtora tysiąca sportowców z 22 krajów. No i co dla nas szczególnie interesujące, polska reprezentacja licząca 63 sportowców, zajęła 1. miejsce w klasyfikacji generalnej.

 

Największe sukcesy zanotowała Maryla Freiwald z Makkabi Kraków. Lekkoatletka ta, która biegała w reprezentacji Polski m.in. ze Stanisławą Walasiewiczówną, w Tel Awiwie zdobyła złoty medal w sztafecie 4 x 100 m, srebrne – w skoku w dal, w biegach na 100 m oraz na 80 m przez płotki oraz brązowy w skoku wzwyż.

Trzy złote medale zdobyli bokserzy. Józef Urkiewicz (waga musza), Gedalja Borensztein (kogucia) i Mendel Birencweig (lekka). Wszyscy trzej pozostali w Palestynie. Jeden z nich (Borensztein) po tej drugiej, którą rozegrano w 1935 roku.

 

Ta Makabiada już takich sukcesów polskim reprezentantom nie przyniosła. Następna miała się odbyć w 1938 roku, ale w ówczesnej sytuacji politycznej rosnącego napięcia (m.in. Anschlus Austrii) została odwołana. A potem wybuchła II wojna światowa ze wszystkimi strasznymi skutkami dla Żydów z tych krajów, które podbiły hitlerowskie Niemcy.

 

Odbyły się też dwie Makabiady zimowe. Pierwsza została rozegrana w Zakopanem w 1933 roku. Niestety, zawody popsuła pogoda. Choć był to luty, temperatura wzrosła do dodatnich wartości, śnieg zaczął topnieć, zaczął padać deszcz. Wiele konkurencji trzeba było odwołać.

Druga Zimowa Makabiada odbyła się w lutym 1936 roku w Bańskiej Bystrzycy (Czechosłowacja). Następnej już nie było.

Szachiści i inni

O sukcesach lekkoatletki Maryli Freiwald (przeżyła wojnę, umarła w Rio de Janeiro w 1962 r.) była już mowa. Teraz czas na innych, wybranych sportowców polskich żydowskiego pochodzenia.

W okresie międzywojennym Polska była potęgą szachową. W 1930 roku nasza reprezentacja wygrała olimpiadę szachową w Hamburgu. W 5-osobowej polskiej reprezentacji czterech szachistów było pochodzenia żydowskiego. Jak potoczyły się ich losy?

 

Akiba Rubinstein wyjechał z Polski w 1926 roku i osiadł w Belgii. Zmarł w Antwerpii w 1961 r. Ksawery Tartakower kiedy wybuchła wojna wrócił z olimpiady szachowej w Buenos Aires do Europy, ale do Francji i walczył w armii generała de Gaulle’a. Po wojnie osiadł w Paryżu, gdzie  zmarł w 1956 r.

 

Szczęścia umrzeć we własny łóżku nie miał Dawid Przepiórko. Ścisły umysł, studiował matematykę na Uniwersytecie Warszawskim, w Getyndze i Monachium. Jeździł po całej Europie, brał udział w turniejach szachowych, z czego się utrzymywał. W styczniu 1940 roku Niemcy aresztowali wszystkich, którzy akurat tego dnia byli w kawiarni szachowej dziennikarza Franciszka Kwiecińskiego i przewieźli na Pawiak. Polaków po kilku dniach zwolniono, a Żydów rozstrzelano w Palmirach.

 

Tak zginął 60-letni wówczas Dawid Przepiórka. W tych samych Palmirach, gdzie Niemcy rozstrzelali innych wybitnych polskich sportowców – mistrza olimpijskiego Janusza Kusocińskiego, brązowego medalistę w kolarstwie torowym z Paryża Tomasza Stankiewicza, lekkoatletę, olimpijczyka z Amsterdamu Feliksa Żubra.

 

O Zbyszko Cyganiewiczu wszyscy zapewne słyszeli. Był znanym siłaczem, najbogatszym sportowcem w Polsce w okresie międzywojennym, gdyż uprawiał sport zawodowy, jakim były wówczas zapasy (był mistrzem świata).

Takim odpowiednikiem żydowskiego siłacza był Zygmunt (Zishe) Breitbart (1893-1925). Urodził się w Strykowie pod Łodzią, był synem kowala i wyrósł na bardzo silnego mężczyznę. Koniec I wojny światowej zastał go w Berlinie, gdzie jego krótka kariera „największego mocarza świata”, czy „króla żelaza” zaczęła się od występów w ulicznych trupach cyrkowych. Jego sława rozbłysła, kiedy trafił do jednego z najlepszych cyrków w Europie – Cirkus Busch. Często przyjeżdżał do Warszawy, by występować w Cyrku Braci Staniewskich. W 1923 roku wyjechał na tournée do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Gdy w 1925 roku ponownie występował w Polsce, pokazy jego siły organizowano na stadionach, bo w halach nie mogli się pomieścić wszyscy chętni. A bywało ich po 5 czy 7 tysięcy! Na jednym z takich pokazów w Radomiu przez przypadek  zranił się gwoździem w kolano. Niestety, wdała się gangrena. Nie pomogło kilka operacji w Berlinie i amputacja obu nóg. Zmarł w wieku 32 lat i został pochowany na cmentarzu w Berlinie.

 

Innym bardzo znanym sportowcem żydowskim okresu międzywojennego był pięściarz klubu Gwiazda – Szapsa Rotholc. Reprezentował nie tylko ten klub, aż 16 razy brał udział jako reprezentant Polski w międzynarodowych meczach bokserskich, wywalczył tytuł mistrza Polski w 1933 roku, a w następnym został wicemistrzem Polski oraz zdobył brązowy medal mistrzostw Europy. Pojechał na igrzyska olimpijskie do Berlina, ale nie wyszedł na ring, gdyż nie do końca zaleczona kontuzja dłoni sprawiła, że przegrał rywalizację z innym polskim bokserem tej wagi, Edmundem Sobkowiakiem.

 

Wielką sławę przyniosła mu walka w meczu z Niemcami, który to mecz odbył się w Hali Stulecia w Breslau w 1938 roku. Rotholc pokonał w niej na punkty mistrza Niemiec Nikolausa Obermaurera. Dodatkowego smaczku temu zwycięstwu dodaje fakt, że walka odbyła się zaledwie kilka dni po Nocy Kryształowej.

 

Szapsa Rotholc stał się pierwowzorem jednego z bohaterów książki Szczepana Twardocha i serialu telewizyjnego „Król”. Chodzi o boksera Jakuba Szapiro. Ma to o tyle lekko komiczny wydźwięk, że Szapiro i w książce, i w serialu (gra go Michał Żurawski) jest wysokim, postawnym mężczyzną, a Rotholc był postury boksera wagi muszej, czyli miał ok. 155 cm wzrostu i ważył niewiele ponad 50 kg.

 

Rotholc wojnę przeżył. Podoficer wojska polskiego, walczył we wrześniu 1939 roku na wschodnich rubieżach, gdzie dostał się do niewoli sowieckiej. W ramach wymiany jeńców trafił do niewoli niemieckiej.  Udało mu się wrócić do Warszawy, ale trafił do getta. Tam Niemcy, którzy go rozpoznali, powierzyli mu funkcję członka Żydowskiej Służby Porządkowej, co po wojnie stało się powodem oskarżeń go o kolaborację z okupantem. W 1949 roku wyjechał do Belgii, a stamtąd do Kanady, gdzie zmarł w 1996 r.

 

A kim jest Józef Henryk Cukier? To urodzony w Warszawie w 1923 roku pisarz Józef Hen. W młodości zafascynowany sukcesami Szapsa Rotholca wstąpił do klubu Gwiazda i zaczął trenować boks. Dość szybko zrezygnował z tej drogi życiowej i może lepiej, przynajmniej dla czytelników czy widzów seriali, gdyż wyjątkowo dużo książek Józefa Hena zostało przeniesionych na ekran, żeby wymienić tylko: „Prawo i pięść”, „Nikt nie woła”, „Crimen” czy „Królewskie sny”.

"Ostateczne rozwiązanie"

Atakiem na Polskę 1 września 1939 Hitler rozpoczął podbój prawie całej Europy, a następnie 22 czerwca 1941 zaatakował Związek Radziecki. Pod niemiecką okupacją znalazły się miliony osób pochodzenia żydowskiego. Polscy obywatele mojżeszowego wyznania pierwsi spośród podbitych krajów odczuli na własnej skórze skutki polityki, jaką wobec Żydów prowadziły hitlerowskie Niemcy. 24 listopada 1939 roku na Żydów nałożono obowiązek noszenia na prawym ramieniu ubrania białej opaski z gwiazdą Dawida. A jesienią następnego roku w Warszawie utworzone zostało getto, największe w Europie. W tym getcie i w gettach w innych miastach Żydzi zaczęli umierać z głodu i z powodu szerzących się chorób.

 

Mordowanie Żydów na skalę przemysłową rozpoczęło się nieco później. Szczegóły techniczne tego, co eufemistycznie nazwano „ostatecznym rozwiązaniem”,  zostały ustalone 20 stycznia 1942 podczas  Konferencji w Wannsee. Dopiero potem zaczęły działać komory gazowe w obozach śmierci. A większość tych obozów Niemcy utworzyli w Polsce: Sobibór, Bełżec, Majdanek, Treblinka czy wreszcie Oświęcim. Ostatecznie podczas wojny niemieccy naziści i ich sojusznicy wymordowali od 5 do 6 milionów europejskich Żydów.

 

I tak zakończył się żydowski sport w Polsce. Zniknęły żydowskie kluby i już się nie odrodziły. A nieliczni żydowscy sportowcy, którzy szczęśliwie przeżyli wojnę, mieli inne problemy na głowie niż podejmowanie treningów. Mimo tragizmu holocaustu antysemityzm nie zanikł w Polsce. Pogrom kielecki, który miał miejsce 4 lipca 1946 roku, a podczas którego zamordowano kilkadziesiąt osób, wywołał masową emigrację Żydów z Polski.

 

Po drugiej wojnie światowej żydowski sport w Polsce już się nie odrodził. Nie odrodził w tym sensie, że nie ma już żydowskich klubów, w których sport uprawiają obywatele polscy żydowskiego pochodzenie. Ale żydowskich akcentów w tym powojennym polskim sporcie nie brakuje.

 

Takim największym i najpiękniejszym akcentem jest kariera lekkoatletki Ireny Kirszenstein-Szewińskiej. Uczestniczka pięciu igrzysk olimpijskich. Na czterech stawała na podium. Zdobył 7 medali, w tym 3 złote, żeby poprzestać tylko na sukcesach olimpijskich. W 1974 została wybrana w plebiscycie agencji prasowej United Press International najlepszą sportsmenką świata.

 

Warto przypomnieć (i pamiętać o tym), że Polska od zarania dziejów była zawsze wielonarodowościowa i wielowyznaniowa. I była silnym organizmem państwowym, kiedy spajała ją tolerancja dla innych wyznań i innych narodów. Kiedy tej tolerancji brakuje, niesie to negatywne skutki nie tylko dla tych, którzy są prześladowani, ale także dla tych prześladujących. Traci na tym cała Polska.

Marek Szewczyk





Ten artykuł pochodzi ze strony HipoLogika Marka Szewczyka
https://hipologika.pl

URL tej publikacji:
https://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=624