Co się zmieniło?
Wczoraj (poniedziałek, 27 IV) odbyło się posiedzenie Rady Polskiego Klubu Wyścigów Konnych. Posiedzenie, na które część środowiska wyścigowego czekało z większym niż zazwyczaj zainteresowaniem, gdyż na tym zebraniu miał być głosowany wniosek Jarosława Zalewskiego o odwołanie Pawła Gocłowskiego z funkcji prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych.
Oficjalny protokół z tegoż posiedzenia Rady PKWK poznamy za jakiś czas (zapewne za miesiąc, albo dłużej), ale mnie udało się ustalić z dwóch niezależnych źródeł, że wniosek Jarosława Zalewskiego nie był w ogóle głosowany, gdyż… sam wnioskodawca zwrócił się do Rady, aby podjęła decyzję o zamrożeniu owego wniosku na 3 miesiące (czyli mniej więcej do Derby).
W związku tym mam do Ciebie Jarku – pozwolisz, że zostaniemy przy formie na TY, w której toczyliśmy polemikę w tej sprawie – pytanie.
Co się stało, że Twój bardzo pilny wniosek - wszak domagałeś się zwołania zebrana Rady PKWK w trybie pilnym – przestał być tak pilny, że teraz może poczekać do Derby. Mam nadzieję, że to wyjaśnisz publicznie, tak jak publicznie formułowałeś zarzuty wobec obecnego prezesa PKWK.
Ja widzę dwa potencjalne wyjaśnienia Twojej wolty.
Pierwsze wyjaśnienie jest związany z rozpoczęciem sezonu wyścigowego zarówno we Wrocławiu, jak i na Służewcu. Być może nowy sezon wyścigowy pokazał nowe oblicze Pawła Gocłowskiego. Być może Twoja Jarku krytyka poskutkowała i spowodowała, że prezes PKWK się uaktywnił i wszyscy mogli zobaczyć, że rozpoczął kampanię reklamową wyścigów konnych zakrojoną na wielką skalę i dlatego postanowiłeś dać mu czas do Derby, aby dopiero wówczas ocenić efekty tego wzmożenia. I być może wówczas w ogóle wycofasz swój wniosek.
Niestety, tak się złożyło, że nie byłem ani na rozpoczęciu sezonu na Partynicach, ani na Służewcu (w tym czasie byłem sędzią na międzynarodowych zawodach w WKKW w Strzegomiu), więc mogłem czegoś nie zauważyć, ale z informacji od tych, którzy byli, wiem, że jakiegoś przełomu nie dało się zauważyć.
Bardziej więc prawdopodobne jest drugie wyjaśnienie owej wolty. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że Jarosław Zalewski nie jest samodzielnym autorem owego wniosku, lecz jedynie długopisem, który ten wniosek podpisał. A prawdziwym inicjatorem jest, bądź prawdziwymi inicjatorami są ci, którzy stoją wyżej w hierarchii wyścigowej od Jarosława Zalewskiego.
Trudno nie zauważyć pewnej korelacji czasowej. Bodaj 10 dni przed posiedzeniem Rady PKWK Rada Nadzorcza Totalizatora Sportowego zawiesiła w wykonywaniu obowiązków wiceprezesa TS Szymona Gawryszczaka. Powodem stał się fakt, że wobec pana Gawryszczaka działania podjęło Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Rada nadzorcza TS nie sprecyzowała, jakie zagadnienie było podstawą działań CBA w tej sprawie; wyjaśniła jedynie, że decyzja o zawieszeniu Gawryszczaka "jest motywowana starannością i chęcią ochrony wizerunku Spółki w sytuacji publicznego postawienia zarzutów wobec członka Zarządu Spółki, w której wiarygodność i transparentność jest kluczowa".
Jak wiadomo w środowisku wyścigowym wiceprezes Gawryszczak w zarządzie Totalizatora Sportowego był odpowiedzialny m.in. za Tor Służewiec.
Jak powszechnie wiadomo, TS chciał, aby prezes PKWK zgodził się na zmniejszenie liczby dni wyścigowych na Służewcu poniżej zapisanej w umowie kwoty 45. Jak wiadomo, nalegała na to prezes TS Beata Stelmach. Paweł Gocłowski się na to nie zgodził.
Trudno nie zauważyć pewnej zbieżności. Totalizator Sportowy zgodnie z umową z PKWK dzierżawi teren całego toru na Służewcu i organizuje wyścigi konne oraz przyjmuje zakłady wzajemne (poprzez spółki córki). Ponieważ ta działalność ciągle nie jest dochodowa i TS ciągle musi do niej dokładać, ostatnio przyjął założenie, że trzeba zmniejszyć liczbę dni wyścigowych (a tym samym liczbę gonitw w sezonie), aby móc wykorzystywać rozległy teren na torze służewieckim na większą liczbę różnego rodzaju eventów. To – zdanie decydentów z TS – pozwoli zmniejszyć stratę, jaką ta spółka ponosi w związku z koniecznością wywiązywania się z umowy z PKWK. Przeszkodą do realizacji tego planu jest obecny prezes PKWK.
Jeśli więc odpowiadający w TS za wyścigi konne wiceprezes Gawryszczak był inicjatorem wniosku, pod którym się podpisał członek Rady PKWK Jarosław Zalewski, to jeszcze można zrozumieć. Dla wiceprezesa TS interes tej spółki jest ważniejszy niż losy wyścigów konnych w Polsce.
Dla Jarosława Zalewskiego, człowieka ze środowiska wyścigów konnych, ich przyszłość powinna być ważniejsza, niż interes TS. Tymczasem sytuacja wyścigów konnych w Polsce jest taka, że leżą one w trumnie. Jeśli obecny prezes PKWK zostałby odwołany, a jego miejsce zająłby ktoś, kto by się zgodził na zmniejszenie liczby dni wyścigowych (a tym samym liczby gonitw), to grabarze mogliby już zakładać wieko owej trumny i zacząć przybijać gwoździe.
Jeśli było tak, że Jarosław Zalewski podpisał wiosek o odwołanie Pawła Gocłowskiego z funkcji prezesa PKWK, aby pójść na rękę obecnie rządzącym Totalizatorem Sportowym, to jak można określić jego rolę? Tego, który sprzedaje swoje środowisko? W zamian za co? Za jakie srebrniki?
Marek Szewczyk

